Miała kończyć karierę, ale zaczęła grać najlepszy tenis w karierze. To nie wracająca do formy Iga Świątek, a Sorana Cirstea dziś jest na ustach wszystkich. - Jeśli wygram w Rzymie, obiecuję, że jeszcze się zastanowię, co dalej - uśmiecha się Rumunka, która w kwietniu skończyła 36 lat. W czwartek zagra o finał z Coco Gauff.
- Nie korzystam z ChatGPT ani sztucznej inteligencji. Jestem dość tradycyjna w tych kwestiach. Lubię czytać, mieć w ręku książkę, często nawet wychodzę z domu bez telefonu. Lubię naprawdę żyć. Nie mam nic przeciwko tym, którzy korzystają z tych dóbr, bo każdy ma prawo robić, co chce. Ale dla mnie ważniejsze są prawdziwe więzi, emocje i wszystko, co czyni życie wyjątkowym. Nie chcę być zbytnio przywiązana do czegoś sztucznego - powiedziała niedawno Sorana Cirstea, 36-letnia tenisistka z Rumunii, która na turnieju w Rzymie właśnie zadziwia wszystkich. I to wcale nie tym, że chodzi z książką czy bez telefonu. A tym, co wyprawia z rakietą na korcie.
Cirstea po raz pierwszy znalazła się na ustach wszystkich podczas starcia trzeciej rundy turnieju w Rzymie. Sensacyjnie wyeliminowała wtedy liderkę rankingu Arynę Sabalenkę. Początkowo niewiele wskazywało, że do tego dojdzie - Białorusinka prowadziła już 6:2, 2:0. W drugim secie nastąpił jednak niespodziewany zwrot - zakończony zwycięstwem Cirstei 6:3 i 7:5 w decydującym secie. Dla 36-latki był to pierwszy w karierze triumf nad liderką rankingu WTA.
- Jestem bardzo zadowolona z wygranej. Myślę, że grałam dziś naprawdę dobrze. Bardzo ciężko pracuję. Miło jest mieć taki wynik jako nagrodę - mówiła w pomeczowym wywiadzie na korcie.
Mimo że Rumunka sama nazwała to zwycięstwo "nagrodą", nie zamierzała odpuszczać. W kolejnych meczach w dwóch setach pokonała kolejne uznane i wysoko notowane zawodniczki - Lindę Noskovą oraz Jelenę Ostapenko. I zameldowała się w półfinale, w którym zagra teraz z Coco Gauff.
Synonim solidności. Czegoś jednak brakowało
Cirstea stoi właśnie przed szansą, by wyrównać swoje życiowe osiągnięcie. W finale turnieju WTA 1000 (wcześniej Premier 5) znalazła się tylko raz - w 2013 roku w Toronto. Przegrała wówczas z Sereną Williams.
13 lat to szmat czasu. Gdy dochodziła do finału turnieju w Toronto, była na zupełnie innym etapie kariery. Krótko po osiągnięciu 21. miejsca w rankingu WTA, które miało być tylko trampoliną do ataku na czołową "10". Do tego nigdy jednak nie doszło. Rumunka przez ponad dekadę była synonimem solidności. Tylko raz kończyła sezon poza czołową setką - w 2015 roku - w dużej mierze przez kontuzje, bo zagrała raptem 27 meczów. Nigdy jednak nie potrafiła zbliżyć się do światowej czołówki.
- Teraz jestem bardziej dojrzała. Wiem, co działa na moje ciało, moją grę, a do tego mam wokół siebie bardzo stabilny zespół. Czuję, że wszystko w moim życiu jest już poukładane. Że jestem w bardzo dobrym momencie. Myślę, że największą różnicą w tym roku jest regularność. Zawsze byłam bardzo niestabilną zawodniczką, z wieloma wzlotami i upadkami, ale w tym sezonie czuję, że praktycznie co tydzień udawało mi się znaleźć swój poziom - powiedziała podczas turnieju w Rzymie.
Po pokonaniu Sabalenki Cirstea zadeklarowała, że w przypadku zwycięstwa w całej imprezie przemyśli decyzję o przejściu na emeryturę wraz z końcem sezonu. Wtedy jednak mało kto się spodziewał, że deklaracja 36-latki może stać się realna. Rumunka jest już w półfinale. I choć przyznaje, że w osiągnięciu życiowej dyspozycji pomogła jej decyzja o zakończeniu kariery, to również nie ukrywa, że wszystkie oczekiwania właśnie zniknęły. - Poczułam, że nie muszę już niczego udowadniać - wyznała.
W dorobku Cirstei znajdziemy tylko cztery turniejowe triumfy (wszystkie rangi WTA 250). Jej bilans wielkoszlemowy to 67 zwycięstw i 66 porażek, a najlepszym wynikiem są dwa ćwierćfinały - Roland Garros 2009 oraz US Open 2023. Fakt, że dzieli je aż 14 lat, pokazuje, jak długowieczną zawodniczką jest Cirstea.
Ale w końcu i ona postanowiła powiedzieć "pas". Na początku roku - po ponad 20 latach spędzonych na zawodowych kortach - zakomunikowała, że sezon 2026 będzie ostatnim w jej karierze.
Koniec kariery? "Obiecuję, że się nad tym zastanowię..."
Rumunka chyba nie spodziewała się, że w wieku 36 lat zacznie grać tenis życia. Natychmiast pojawiły się apele, aby kontynuowała karierę. "Wiemy, że to twój ostatni rok w tourze. Ale czy jest coś, co możemy zrobić, żeby zmienić twoje zdanie?" - zapytała ją reporterka po zwycięstwie nad Sabalenką. Cirstea uśmiechnęła się od ucha do ucha. - Może jeśli wygram ten turniej... Obiecuję, że się nad tym zastanowię - śmiała się tenisistka.
Tę wypowiedź można było traktować wtedy z przymrużeniem oka, ale dziś odważna deklaracja przestała być nierealna. Z drugiej strony też nie jest aż tak zaskakująca, oderwana od rzeczywistości, bo trzeba uczciwie przyznać, że Cirstea dobrą formę prezentuje już od kilkunastu tygodni. W lutym triumfowała w rodzimym turnieju w Kluż-Napoce. Dokonała tego bez straty seta, pokonując w finale Emmę Raducanu 6:0, 6:2. Do tego dochodzi awans do trzeciej rundy Indian Wells czy czwarta runda w Miami. Na liście zawodniczek, które w tym roku pokonały Cirsteę, znajdziemy same uznane nazwiska: Sabalenka, Osaka, Eala, Noskova, Andriejewa i dwa razy Gauff.
Awans do półfinału w Rzymie sprawił, że Cirstea w rankingu WTA Live wyrównała swój najlepszy wynik w karierze (21. miejsce), natomiast w klasyfikacji WTA Race za sezon 2026 jest na 11. pozycji, tuż za plecami Igi Świątek. W dodatku zapisała się w historii turnieju. Została trzecią najstarszą półfinalistką w Rzymie w erze Open, ustępując jedynie absolutnym legendom: Billie Jean King oraz Martinie Navratilovej.
- Zawsze powtarzałam, że ambicje i marzenia nie mają daty ważności - mówiła Cirstea po awansie do półfinału. - Myślę, że wszyscy widzą, że absolutnie kocham ten sport. Mam do niego ogromną pasję. To, że mogę tu grać i dotrzeć do półfinału w Rzymie jest dla mnie czymś absolutnie niesamowitym - dodała.
Deklaracja o końcu kariery ją wyzwoliła
Rumunka sama przyznała, że ogłoszenie przejścia na emeryturę mogło mieć znaczący wpływ na jej wysoką dyspozycję. Wywołało to u niej, jak to sama nazwała, "chęć cieszenia się nowo odkrytą wolnością".
- Cieszę się każdym tygodniem, nie odczuwam presji. Staram się po prostu skupić na tenisie, czerpać z niego przyjemność. Myślę, że ogłoszenie przejścia na emeryturę w pewnym sensie trochę mnie wyzwoliło. Poczułam, że nie muszę już niczego udowadniać. Ten rok jest jeszcze lepszy, niż się spodziewałam. Po prostu bardzo mi się podoba. Możliwość kontynuowania dobrej gry i rywalizacji przed publicznością we wszystkich tych miastach, w których grałam przez tyle lat, jest czymś wspaniałym. Zawsze byłam bardzo profesjonalna. Chociaż ogłosiłam, że to mój ostatni rok, wciąż ciężko pracuję. Nie chciałam przyjechać do Rzymu jako turystka. Chciałam pokazać, że wciąż trzymam poziom i mogę konkurować z najlepszymi. Powrót do pierwszej dwudziestki rankingu wiele by dla mnie znaczył, bo czuję, że ciężko pracowałam, żeby to osiągnąć. Ale z drugiej strony też nie chcę, żeby moje życie zależało od jakiejś liczby. Jeśli zakończę sezon na 17. lub 21. miejscu, moje życie pozostanie dokładnie takie samo - podkreśliła Cirstea.
Polscy fani są teraz pod wrażeniem formy Igi Świątek, która w Rzymie w imponującym stylu pokonała w dwóch ostatnich meczach Naomi Osakę oraz Jessicę Pegulę i też zameldowała się w półfinale imprezy na Foro Italico. Imponujący renesans formy Świątek byłby z pewnością tematem numer jeden, ale dziś to Cirstea zadzwia wszystkich najbardziej.
Czy to będzie jej ostatni sezon? Tego nie wiadomo. Mimo 36 lat i dwóch dekad zawodowej kariery Cirstea wciąż podkreśla, że kocha tenis i wiąże z nim przyszłość także na sportowej emeryturze. - Oczywiście chciałabym założyć rodzinę. Wszystkie sportsmenki w pewnym momencie o tym myślą, choć niełatwo pogodzić te dwie rzeczy. Chciałabym też pozostać zaangażowana w tenis, bo ten sport dał mi wszystko. Chciałabym się odwdzięczyć i podzielić się swoim doświadczeniem - powiedziała Rumunka, która właśnie otrzymała nagrodę za lata wyrzeczeń oraz poświęceń. W czwartek o finał turnieju WTA 100 w Rzymie powalczy z Coco Gauff.
Gauff to zdecydowana faworytka, ale patrząc na to, co do tej pory robiła Cirstea w tej imprezie, jej zwycięstwo też nie powinno nikogo zdziwić. Początek meczu o godz. 15.