Sport.pl +

Takiej Igi Świątek nie oglądaliśmy od miesięcy. Aż boimy się o tym pisać

Łukasz Jachimiak
TENNIS-ROME/
Ciro De Luca / REUTERS

Iga Świątek dopiero drugi raz w 2026 roku zagrała taki mecz. Po poprzednim - rewelacyjnym z Karoliną Muchovą w Indian Wells - odtrąbiliśmy wielki powrót Polki do formy. Myliliśmy się. Bardzo. Chwilę później Świątek zwolniła trenera. Teraz aż trochę się boimy pisać, że królowa mączki wraca na tron, ale przesłanki są tak mocne, że nie sposób ich zignorować.

Czy w trzech ostatnich meczach Iga Świątek była już najlepszą wersję siebie, czy jeszcze nie? Z Włoszką Cocciaretto wygrała 6:1, 6:0. Ale w porządku, ta rywalka to "tylko" 41. tenisistka świata. Z Japonką Osaką było 6:2, 6:1, ale tu też można było znaleźć jakieś "ale". Choćby takie, że dawna liderka światowego rankingu dziś jest na liście WTA "dopiero" 16. Za to teraz – po tym, jak Świątek wygrała w środę 6:1, 6:2 z Jessicą Pegulą – już chyba można, a nawet trzeba głośno Polkę oklaskiwać. Zdecydowanie jest za co, w jej grze i postawie widzimy co najmniej cztery elementy świadczące o jej dobrej formie.

Efektowny triumf naszej numer trzy światowego rankingu nad "piątką" tego zestawienia w walce o półfinał turnieju WTA 1000 w Rzymie to dla Świątek przełom. To jej to pierwsze zwycięstwo nad kimkolwiek z top 10 od pół roku. Ta wygrana Igi przyszła po aż sześciu z rzędu porażkach z rywalkami z pierwszej "dziesiątki". A półfinał, do którego Świątek właśnie awansowała, jest jej pierwszym w tym sezonie. Dostała się do niego po czterech z rzędu przegranych ćwierćfinałach.

Dzięki czemu Świątek jest w Rzymie skuteczna, a coraz częściej wręcz spektakularna i nieosiągalna dla rywalek? Na pewno cieszą:

  • topspinowy forhend à la Rafael Nadal
  • coraz lepszy serwis
  • znowu fantastyczne poruszanie się po korcie
  • spokój i rosnąca pewność siebie

To są klucze do sukcesu. A wszystkie ładnie omówiła sama Świątek tuż po meczu z Pegulą. W rozmowie z Maciejem Łuczakiem z Canal+ nasza tenisistka powiedziała tak: "To, co robimy przez ostatnie tygodnie, pokazało dobre skutki w tym turnieju i mam nadzieję, że w kolejnych meczach będzie podobnie". A gdy reporter stwierdził, że w meczu z Osaką szczególne wrażenie robił serwis Igi, a w meczu z Pegulą – forhend, Świątek przeprowadziła coś w rodzaju szybkiej analizy.

- Generalnie serwis jest super, ale to nie jest tak, że wygrałam ten mecz serwisem. Na pewno dużo rzeczy działało i dużo rzeczy fajnie zrobiłam. Dawałam dużo rotacji piłce i ona odskakiwała Jessice z rakiety. Taki był cel, tak trenowałam przez ostatnie tygodnie. Taktycznie zagrałam tak, jak chciałam – usłyszeliśmy od Igi.

Zobacz wideo Łukasz Piszczek ambasadorem Sport.pl+!

Świątek nie zdołała się przełamać z Fissettem. A teraz tak mówi o pracy z nowym trenerem

Wszystko, co powiedziała Świątek, jest prawdą. A szczególnie warto się skupić na serwisie. Zwłaszcza że ten element najłatwiej ocenić, podpierając się liczbami, a nie tylko bazując na wrażeniach.

W ćwierćfinale z Pegulą Świątek wprowadzała piłkę do gry tak pewnie, że rywalka nie miała ani jednej szansy na przełamanie! Zero, nic, żadnego breakpointa! Coś takiego zdarzyło się dopiero drugi w sumie już 26 tegorocznych występach Świątek. Równie skutecznie Iga serwowała w 2026 roku tylko w marcowym meczu z Karoliną Muchovą w Indian Wells.

- Tęskniliśmy za tym wytrzymywaniem dłuższych wymian, za nieatakowaniem bez potrzeby, za grą trochę bardziej kombinacyjną, przynajmniej momentami, za dobrym serwisem. Ale chyba najbardziej jednak za tym uśmiechem. – zachwycaliśmy się wtedy na Sport.pl postawą Świątek w rozmowie z komentatorką tenisa, Justyną Kostyrą.

Zachwyty były na miejscu, bo Muchova uległa Świątek 2:6, 0:6 po tym, jak przez półtora miesiąca pozostawała niepokonana. Będąca wówczas na 13. miejscu w rankingu WTA Czeszka nie miała żadnych szans w walce z Polką o ćwierćfinał. Wówczas wydawało się, że Iga wygra i w następnej rundzie z Eliną Switoliną, i będzie triumfowała w całym turnieju. Że po słabszych tygodniach z końca roku 2025 i z początku nowego sezonu odnalazła formę. Niestety, po festiwalu niewymuszonych błędów ze Switoliną w Indian Wells przyszedł jeszcze gorszy występ przeciw Magdzie Linette w Miami. I wkrótce Świątek zdecydowała się zwolnić Wima Fissette’a. A dziś odradza się pod wodzą nowego trenera, Francisco Roiga.

We wspomnianej już rozmowie z Canal+ po rzymskim ćwierćfinale z Pegulą Świątek przyznawała, że byłoby ciężko "bez treningu i bez poczucia, że idzie się do przodu w takim kierunku, w którym wszyscy rozumieją jak mam grać i ja wiem, jak mam grać, a decyzje, które podejmuję na korcie, są intuicyjne, a nie jakieś wymuszone".

Iga nie chciała wprost mówić o zmianach w codziennym treningu, odkąd prowadzi ją Roig. Ale oglądając mecze, po prostu widzimy, że coraz częściej potrafi zachowywać cierpliwość w budowaniu punktów, że nie chce ich za wszelką cenę wygrywać jednym, mocnym i ryzykownym uderzeniem. Widzimy też, że wprowadziła zmiany w swoim ruchu serwisowym.

Serwis Świątek w liczbach, które mówią bardzo dużo

W Rzymie w czterech meczach Świątek została w sumie przełamana przez przeciwniczki pięć razy. Z czego aż cztery breakpointy ugrała na Idze Amerykanka McNally. To był pierwszy mecz Polki, wtedy dopiero wchodziła w turniej, potrzebowała chwili, żeby się przyzwyczaić do warunków i przede wszystkim, żeby nabrać pewności siebie, którą w ostatnich miesiącach zgubiła.

Rzym jest ostatnim testem przed Roland Garros i zarazem jest pierwszym turniejem, w którym naprawdę zaczyna procentować praca wykonana przez Świątek, Roiga i przez kilka dni również Rafaela Nadala, który pomagał temu duetowi w treningach w swojej akademii na Majorce.

Z Nadalem Świątek bywała porównywana w minionych latach za sprawą topspinowego forhendu. Rywalki Igi czując siłę i głębokość jej uderzeń, kojarzyły je właśnie z hiszpańskim królem mączki. Teraz ten forhend w wykonaniu Igi znów oglądamy coraz częściej. Ale chyba jeszcze bardziej cieszy serwis. Bo on wiele razy martwił nas w ostatnich miesiącach najbardziej.

Odkąd trenerem Igi jest Roig, w ośmiu meczach Polka została przełamana w sumie 17 razy. To daje średnią 2,1 utraty serwisu na mecz. We wcześniejszych 18 meczach w 2026 roku Świątek była przełamywana łącznie 53 razy. Średnia – 2,95 przełamania na mecz.

Już w tych liczbach widać poprawę. A jeszcze raz podkreślmy, że w samym Rzymie to jest 1,25 przełamania na mecz (w sumie pięć razy w czterech spotkaniach).

Czyli jest coraz lepiej. I kto wie, być może jest to droga do takiego serwowania, jakie Świątek ostatnio pokazywała na Wimbledonie 2025. Tam w siedmiu wygranych meczach straciła serwis w sumie zaledwie sześć razy. W imponujących szczegółach wyglądało to tak:

  • 0 przełamań w meczu z Kudiermietową;
  • 2 przełamania z McNally;
  • 0 przełamań z Collins;
  • 2 przełamania z Tauson;
  • 2 przełamania z Samsonową;
  • 0 przełamań z Bencić;
  • 0 przełamań z Anisimovą.

Czyli w wygranym Wimbledonie Iga była przełamywana średnio tylko 0,85 raza na mecz.

Nawet Sabalenka nie umiała przełamać Świątek. 7/7!

Niespełna rok temu w świątyni tenisa Świątek serwowała tak pewnie, że aż przypominały nam się czasy jej dominacji w tourze. Żeby nie szukać daleko – w 2024 roku Świątek wygrała turniej w Rzymie po raz trzeci w karierze i dała popis m.in. serwowania. W finale nie dała szans Arynie Sabalence (6:2, 6:3). Obroniła wtedy wszystkie siedem breakpointów. A w całym turnieju w sześciu meczach (z Perą, Putincewą, Kerber, Keys, Gauff i Sabalenką) dała się przełamać w sumie tylko pięć razy.

Wtedy przy breakpointach Świątek potrafiła posyłać wygrywające serwisy z prędkościami przekraczającymi 190 km/h. To były popisy pewności siebie, to były demonstracje siły, to były potwierdzenia, że jest się numerem jeden światowego tenisa.

Dziś Świątek nie serwuje (jeszcze?) po 190 km/h, ale bardzo dobrze wybiera kierunki, włącza też wyrzucający rywalki poza kort kick serwis. A nawet jeśli popełni podwójny błąd serwisowy, to się nim nie zraża, nie wpada w panikę, tylko dalej robi swoje. I to jest w jej wszystkich zmianach najważniejsze.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...