Iga Świątek przezwyciężyła kryzys i wydaje się wracać do formy pod wodzą nowego trenera Francisco Roiga. Polka pokonała już trzy rywalki podczas turnieju WTA 1000 w Rzymie, a jej mecz przeciwko Naomi Osace wprawił w osłupienie wielu fanów tenisa. Tak fenomenalnie grającej Świątek bowiem dawno nie oglądaliśmy.
Niespełna 25-letnia zawodniczka o półfinał zagra z Jessicą Pegulą, czyli dobrze jej znaną przeciwniczką. Patrząc na światowy ranking, w którym Amerykanka plasuje się na piątej pozycji, będzie to na papierze najtrudniejsza rywalka Świątek w tegorocznym rzymskim tysięczniku.
- To jest mega przeciwniczka, doświadczona i w pewnym sensie zawsze grająca z zimną krwią, więc trzeba być gotowym na to, żeby być bardziej solidną od niej i na takie granie na niskiej, płaskiej piłce, bo tym się w sumie wyróżnia. Nie jest to przyjemna piłka, ale na pewno przygotuję się taktycznie - mówiła o Peguli reprezentantka Polski.
Planowo obie panie powinny pojawić się na korcie Campo Centrale w środę 13 maja o godz. 13:00. Sęk w tym, że na nieco ponad godzinę przed rozpoczęciem rywalizacji ze stolicy Włoch dotarły do nas niepokojące informacje. Profil "Z kortu - informacje tenisowe" na portalu X opublikował wideo, na którym widać, że pogoda pozostawia wiele do życzenia.
- Kort na Campo Centrale został już przygotowany do gry i wtem... Znów zaczęło padać. Tym razem niestety mocniej - czytamy.
Świątek nie ma szczęścia do pogody podczas zmagań w Rzymie. Przypomnijmy, że podczas meczu III rundy z Elisabettą Cocciaretto również zaczęło padać i zawodniczki musiały na kilka minut przerwać grę. Radary pogodowe wskazują wprawdzie, że po godz. 13:00 ciemne chmury powinny opuścić stolicę Italii i przesunąć się na wschód kraju. Wciąż jednak zagrożenie opóźnieniem godziny rozpoczęcia meczu jest realne.
Relację tekstową na żywo ze spotkania Igi Świątek z Jessicą Pegulą będzie można śledzić za pośrednictwem portalu Sport.pl oraz aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE. Zwyciężczyni w półfinale zmierzy się z wygraną z pary Jelena Rybakina - Elina Switolina.
Zobacz też: Gauff i Andriejewa dały popis! Co za thriller. Zmarnowane cztery meczbole