Szalone 12 minut Igi Świątek. Włosi przecierali oczy ze zdumienia

Dominik Senkowski
12 minut - tyle czasu Iga Świątek rozdawała autografy i robiła sobie zdjęcia z kibicami po wtorkowym treningu w Rzymie. Polka szykuje się do ćwierćfinału z Jessicą Pegulą i najwyraźniej odzyskała radość związaną z tenisem - pisze z Rzymu Dominik Senkowski, korespondent Sport.pl.
Iga Świątek
Własne

Podczas poniedziałkowego meczu Igi Świątek z Naomi Osaką (6:2, 6:1 dla Polki) trybuny miejscami świeciły pustkami. W Rzymie dowiedziałem się od Włochów, że to efekt m.in. wysokich cen biletów, późnej pory rozgrywania spotkania oraz wyznaczenia go na mniejszy obiekt BNP Paribas Arena, a nie kort centralny Campo Centrale.

Zobacz wideo Iga Świątek podpisała kontrakt z gigantem. "Pierwsza Polka w historii"

Tak kibice podeszli do Świątek, a ona do nich

Można powiedzieć, że niewiele mniej widzów niż na poniedziałkowym meczu, zjawiło się dzień później na treningu naszej tenisistki na bocznym korcie numer jeden. Wśród widzów byli zarówno gospodarze, jak i Polacy. Wielokrotnie przerywali trening brawami po udanych zagraniach Świątek, a tych nie brakowało. Polka trenowała ze swoim sparingpartnerem Tomaszem Moczkiem pod okiem trenera Francisco Roiga, psycholog Darii Abramowicz oraz trenera przygotowania fizycznego Macieja Ryszczuka.

Niemal każdy winner kończył się żywiołową reakcją publiczności, a zwłaszcza jeden udany wolej po dłuższej akcji, którym popisała się nasza zawodniczka. Świątek uśmiechnęła się wtedy szeroko i od razu spojrzała w kierunku Roiga, a ten gratulował jej, przekazując przy tym kolejne wskazówki. Tenisistka konsultowała się ze swoim hiszpańskim szkoleniowcem o wiele częściej niż w trakcie sesji treningowej przed meczem z Osaką. Kilka razy podchodziła do trenera, bo ten - z uwagi na problemy zdrowotne - porusza się o kulach i śledzi jej treningi oparty o bandy reklamowe lub siedząc na krzesełku.

Pod koniec wtorkowego treningu, gdy Świątek zbierała się już do zejścia z kortu, fani po angielsku krzyczeli do niej głośno: "Prosimy, prosimy!". Nie brakowało dzieci, ale także dorosłych. Wszyscy liczyli na zdjęcie, autograf lub krótką rozmowę z byłą liderką rankingu. Gdy obiekt opuścili Ryszczuk, Roig i Abramowicz, Świątek spełniła życzenie kibiców i podeszła do nich. I to na jak długo! Patrzyłem wtedy na zegarek - minęło równo 12 minut, gdy nasza tenisistka w końcu udała się do tunelu po zejściu z kortu.

Świątek na przemian podpisywała zdjęcia, czapki, bilety - wszyscy chcieli jej autograf. Wielu fanów prosiło ją o zdjęcie, przekazując telefon, a ona ustawiała się z nimi do selfie. Wszyscy współpracownicy dawno zostawili Igę, a towarzyszył jej jedynie ochroniarz, który bacznie pilnował, by przy kontaktach z kibicami nie stała się żadna krzywda.

Jak będzie z Pegulą?

Na trybunach podczas treningu Świątek były tłumy, ale wydaje się, że i tak znaczna część osób doczekała się upragnionego zdjęcia lub autografu. Wśród nich był syn włoskiego dziennikarza, który siedział obok mnie i razem obserwowaliśmy te szalone sceny na korcie numer jeden. Kilkukrotnie powiedział do siebie "Mamma Mia!", będąc pod wrażeniem zainteresowania fanów oraz zaangażowania naszej tenisistki. To rzadki obrazek w tenisie, by po treningu zawodnik tyle czasu spędzał z publicznością.

12 minut spędzonych z kibicami to także sygnał, że Świątek w Rzymie odzyskuje radość z tenisa, której brakowało jej w ostatnich tygodniach. Widok tenisistki tej klasy, która po intensywnej jednostce treningowej, gdy sztab dawno zniknął w szatniach, cierpliwie ustawia się do selfie, jest najlepszą odpowiedzią na pytania o jej kondycję mentalną.

W trakcie samych ćwiczeń Świątek trenowała z Moczkiem forhend, następnie bekhend oraz serwis. Ostatnie minuty poświęciła już tylko na sprawdzenie podania, które może być kluczowe w środowym starciu ćwierćfinałowym z Pegulą. Roig cały czas był aktywny, udzielając jej rad, wielokrotnie też rozmawiał z Ryszczukiem. Abramowicz pozostawała zaś skupiona bardziej na obserwacji treningu z boku.

W pewnym momencie Roig poprosił wszystkich o rozmowę. Jego współpracownicy stanęli wspólnie w grupie i dyskutowali, gdy Świątek akurat siedziała na ławce i odpoczywała. I to stały obrazek, bo członkowie zespołu tenisistki stale wymieniają się uwagami. Hiszpański trener zaś ma nieco inny temperament niż byli szkoleniowcy Polki - Piotr Sierzputowski, Tomasz Wiktorowski i Wim Fissette. Dużo częściej gestykuluje nawet w trakcie krótkiej pogawędki z zawodniczką.

Ta nowa energia w sztabie jest niemal namacalna. Roig, mimo fizycznego ograniczenia wymuszonego przez kule, wnosi do treningów Igi typowo hiszpański, "mączkowy" etos pracy, w którym każdy centymetr kortu musi zostać wybiegany, a każda piłka musi mieć swój cel. Czy takie przygotowanie pozwoli Polce awansować do półfinału w Rzymie?

Mecz Świątek - Pegula odbędzie się na Foro Italico w środę. Transmisja w Canal+ Sport, relacja w Sport.pl.

Dominik Senkowski
Więcej o: