Rewelacja turnieju gra dalej w Rzymie! Zadecydował tie-break

Sorana Cirstea się nie zatrzymuje. Rumunka pokonała Jelenę Ostapenko 6:1, 7:6(0) w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Rzymie. 36-latka kontynuuje zwycięską passę i zmierza po sprawienie ogromnej niespodzianki, jaką byłby końcowy triumf w tysięczniku w stolicy Włoch.
Fot. Claudia Greco / REUTERS

Sorana Cirstea prezentuje w ostatnich dniach fenomenalną formę. Rumunka jak burza idzie przez kolejne fazy turnieju WTA 1000 w Rzymie, z którego wyrzuciła już Lindę Noskovą i przede wszystkim liderkę światowego rankingu Arynę Sabalenkę. W ćwierćfinale na jej drodze stanęła Łotyszka Jelena Ostapenko, która na rozkładzie miała już m.in. Qinwen Zheng i Annę Kalinską.

Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! "Bardzo jej ufa"

Demolka w pierwszym secie. Wystarczyło 26 minut

Cirstea nie zamierzała się cofać i składać broni przed nemezis Igi Świątek. Tym bardziej że obiecała kibicom, iż w przypadku triumfu w rzymskim tysięczniku nie zakończy sportowej kariery. Po wyeliminowaniu Sabalenki miała na sobie większą presję, z której jednak nic sobie nie robiła. Po prostu grała swojego skutecznego tenisa.

W pierwszej partii wprawdzie już na samym początku mogła zostać przełamana przez Ostapenko, ale udało jej się wybronić break pointa i przystąpić do dalszej części seta bez utraty serwisu. Łotyszka swojego gema serwisowego wygrała do zera i dała sygnał, że Cirstei nie będzie wcale łatwiej niż z poprzednimi rywalkami. Cóż, to był tylko sygnał.

Kolejne gemy to prawdziwy koncert Rumunki. 36-letnia zawodniczka raz za razem udowadniała fenomenalną dyspozycję, co przełożyło się na dwa przełamania. Ostapenko wprawdzie broniła się zaciekle, ale musiała uznać wyższość Cirstei. 80 proc. punktów zdobytych po pierwszym serwisie oraz 83 proc. po drugim - to dało rumuńskiej tenisistce wygraną 6:1.

Ostapenko miała piłkę setową, ale ją zmarnowała. Zadecydował tie-break

Kolejna partia zaczęła się od pewniejszej gry łotewskiej tenisistki. Ostapenko utrzymała swój serwis i choć za chwilę przegrała gema do zera, to raz jeszcze nie pozwoliła rywalce na przełamanie. Ale Cirstea przy własnym podaniu grała jak w transie i wyrzucała Łotyszkę pod linię, zmuszając do popełniania kolejnych błędów. To poskutkowało kolejnym gemem serwisowym wygranym przez Rumunkę bez utraty punkty.

Ostapenko nie mogła uwierzyć także w to, jak perfekcyjnie i w jak błyskawicznym tempie returnowała Cirstea. W głowie 36. rakiety światowego rankingu z pewnością wciąż kołatały się myśli o pierwszym secie. Teraz nie chciała pozwolić bardziej doświadczonej rywalce na powtórkę z rozrywki, choć nie było o to łatwo. Tym bardziej że Łotyszka zmarnowała świetną szansę na zamknięcie piątego gema, trafiając w siatkę po zbyt krótkim zagraniu rywalki. Dopuściła ją nawet do break pointa, ale wybroniła go pięknym forhendem wzdłuż linii. I tak jak w pierwszej odsłonie do rozstrzygnięcia potrzeba było 26 minut, tak w drugim po takim samym czasie mieliśmy 3:2 dla Ostapenko.

Po chwili niespodziewanie łotewska tenisistka stanęła przed szansą na przełamanie Cirstei, która dwukrotnie wpakowała piłkę w siatkę. Niewymuszone błędy lubią się mścić - Ostapenko po genialnym wyrzucającym zagraniu po crossie prowadziła 4:2 z przełamaniem i wyglądało na to, że może dojść do trzysetowej rywalizacji. Łotyszka jednak również popełniła błąd, podejmując ryzyko przy break poincie dla Rumunki i zniweczyła przewagę.

To jednak nie był koniec walki Ostapenko o swoje. Pozbierała się i raz jeszcze zdołała przełamać rywalkę i przy wyniku 5:3 to właśnie Łotyszka serwowała o wygranie seta. Ale ponownie dopuściła do głosu Cirsteę. Tym samym doszło do czterech przełamań z rzędu. To Ostapenko jednak miała piłkę setową przy returnie - doświadczona Rumunka ponownie nie dała się zaskoczyć i odrobiła straty, wyrównując na 5:5 po bardzo szczęśliwym uderzeniu po taśmie. Jak można było się spodziewać, po nieco ponad godzinie rywalizacji w drugiej odsłonie doszło do tie-breaka.

Cirstea szybko doprowadziła do mini-breaka i ustawiła się w dobrej pozycji do tego, by rozstrzygnąć losy spotkania. Ostapenko była niedokładna i niestaranna - to zadecydowało o jej porażce we wtorkowe popołudnie. Rumunka seryjnie punktowała i wygrała w tie-breaku bez straty punktu.

W półfinale Sorana Cirstea zmierzy się ze zwyciężczynią meczu pomiędzy Coco Gauff a Mirrą Andriejewą. W teorii faworytką jest Amerykanka, lecz ta miała już problemy z niżej notowanymi rywalkami. Rosjanka będzie starała się to wykorzystać i wskoczyć do najlepszej czwórki turnieju w Rzymie.

Sorana Cirstea (Rumunia) - Jelena Ostapenko (Łotwa) 6:1, 7:6(0)

Zobacz też: Annabel Croft skrytykowała Coco Gauff. "Jest pewien schemat, który się powtarza"

Więcej o: