Takiej Igi Świątek dawno nie widzieliśmy. Wiktorowski aż zaczął kręcić głową

Dominik Senkowski
Iga Świątek pewnie pokonała Naomi Osakę 6:2, 6:1 w czwartej rundzie turnieju w Rzymie. To był mecz byłej zawodniczki trenera Tomasza Wiktorowskiego z obecną. Zwycięsko wyszła z niego Polka, a siedząc blisko Wiktorowskiego na trybunach, mogłem z bliska przyjrzeć się jego reakcjom - pisze z Rzymu korespondent Sport.pl Dominik Senkowski.
Iga Świątek i Tomasz Wiktorowski
screeny z Canal+

W poniedziałkowy wieczór w Rzymie byliśmy świadkami starcia dwóch byłych liderek kobiecego rankingu WTA: Igi Świątek i Naomi Osaki. Tłumy kibiców zjawiły się na drugim co do wielkości korcie BNP Paribas Arena, by śledzić pojedynek, który zapowiadało się pasjonująco. Smaczku tej rywalizacji dodawał fakt, że Świątek pierwszy raz w karierze zmierzyła się z zawodniczką prowadzoną przez swojego byłego trenera - Tomasz Wiktorowski od sierpnia zeszłego roku prowadzi właśnie Japonkę.

Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! "Bardzo jej ufa"

Nazwisko Wiktorowskiego odmieniano przed tym meczem przez wszystkie przypadki. To przy nim Świątek osiągnęła dotychczas największe sukcesy w karierze, to z nim Osaka latem zeszłego roku odżyła, dochodząc pierwszy raz od dłuższego czasu do finału imprezy WTA 1000 w Montrealu, a następnie do półfinału US Open.

Świetny set Igi Świątek

Przypadek sprawił, że miałem okazję oglądać ten mecz z trybuny prasowej w Rzymie, bardzo blisko miejsca, które zajmował Wiktorowski. Mogłem przyjrzeć się z bliska, jak reagował na przebieg meczu. Kamera telewizyjna rzadko pokazuje boks zawodniczki przez więcej niż pięć sekund. Natomiast z trybun widać całą "rozmowę bez słów": gesty, mimikę trenera, słychać pojedyncze słowa rzucane do podopiecznej.

Wiktorowski nie należy do trenerów nader ekspresyjnych w trakcie gry, ale to nie znaczy, że pozostawia mecz zupełnie bez reakcji. Jeśli kibice pół żartem zastanawiali się, kogo będzie dopingował, to szybko przekonaliśmy się, że skupiony jest na swojej obecnej pracy. Po jednym z asów Osaki na początki meczu zacisnął mocno pięść, po innym wyrzuconym forhendzie klaskał, siedząc za jej plecami i krzyknął głośno, gdy już wszyscy ucichli: "Naomi!". Na pewno usłyszała wtedy jego wsparcie.

Wspierana przez polskiego trenera Japonka odrobiła straty z 0:2 na 2:2. Chciała grać agresywnie, równie głęboko jak Świątek. Brakowało jej jednak takiej cierpliwości, jaką imponowała nasza tenisistka. W efekcie po kolejnym błędzie Wiktorowski zaczął kręcić głową, a po wymianie, która dała Polce przełamanie na 3:2 zacisnął zęby i patrzył przez chwilę przed siebie. Jakby nie wierzył, że jego podopieczna znów będzie musiała gonić wynik.

Do końca seta przewaga naszej tenisistki tylko rosła. Świątek grała coraz pewniej, czuła się swobodnie na korcie. Wymowny obrazek: zanim skończyła się jedna z przerw między gemami, wstała z krzesełka i podbiegła już do linii końcowej. To zwykle znak, jak dobrze jest dysponowana. Po wykorzystaniu piłki setowej Polka zacisnęła mocno pięść, a ja spojrzałem wtedy na Wiktorowskiego: trener podrapał się delikatnie po brodzie i patrzył na wszystko rozczarowanym wzrokiem. To nie tak miało się układać dla Osaki, która pierwszego seta przegrała 2:6.

W tym roku w Rzymie jest dość wilgotno, a mączka jest wolna i ciężka. W telewizji kibice widzą tylko ślizgi, ale z trybun słychać ich dźwięk. Mogłem zobaczyć na żywo, że Polka nie tylko się ślizga - ona "wbija" się w kort z niesamowitą siłą. Bardzo precyzyjnie ustawia się do uderzeń w pełnym biegu. Jej zdolność do zatrzymania się w ułamku sekundy na tak śliskiej nawierzchni i natychmiastowego powrotu do środka jest unikalna. Inne zawodniczki tracą tu cenne ułamki sekund, co Iga natychmiast wykorzystuje, posyłając kontrę. Tak było również w starciu z Osaką.

Świątek ograła Osakę i Wiktorowskiego

Można było zastanawiać się, jak Świątek wejdzie w drugiego seta, bo w ostatnich miesiącach nieraz po pewnym triumfie w otwierającej partii, obniżała loty. Jednak tym razem było inaczej - szybko odskoczyła na 2:0, potem na 4:1. Imponowała świetnym timingiem przy returnie, co pokazała już w trakcie gry z Cocciaretto w drugiej rundzie. Z trybun widać, że ona nie tylko odbija piłkę - ona wchodzi w kort o pół metra głębiej niż wiele innych tenisistek. Przy potężnym serwisie Osaki to był klucz: gdy Iga zdołała "stłamsić" Japonkę już przy pierwszej piłce. W telewizji to wygląda na błąd rywalki, z trybun widać, że to Iga zabiera jej tlen.

Wiktorowski do końca próbował motywować Osakę, brawami zachęcał ją do walki. Nic to jednak nie dało, dominacja Świątek była wyraźna. Polka po tym zwycięstwie awansowała do ćwierćfinału turnieju rozgrywanego na kortach Foro Italico. W środę w kolejnym spotkaniu będzie rywalizować z Jessicą Pegulą, która pokonała Anastazję Potapową 7:6, 6:2.

Dominik Senkowski
Więcej o: