Ależ mecz Świątek! Deklasacja w Rzymie

Francisco Roig rozmawiał z Tomaszem Moczkiem, a Daria Abramowicz wymieniała uwagi z Maciejem Ryszczukiem, gdy Iga Świątek robiła swoje w meczu z Elisabettą Cocciaretto w trzeciej rundzie turnieju w Rzymie. Polki nie zatrzymał nawet deszcz - wygrała 6:1, 6:0. Teraz czeka ją dużo poważniejsze zadanie - starcie z byłą mistrzynią wielkoszlemową, Naomi Osaką, i ze swoim byłym trenerem Tomaszem Wiktorowskim.
Iga Świątek
screen z Canal+

Aż dwie godziny i 43 minuty grała Iga Świątek dwa dni temu. W swoim pierwszym meczu turnieju WTA 1000 w Rzymie trzykrotna mistrzyni tej imprezy wygrała w trzech setach z Amerykanką Caty McNally. Tym razem emocji było o wiele mniej. Żeby nie powiedzieć, że wcale ich nie było.

Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! "Bardzo jej ufa"

Elisabetta Cocciaretto to 41. zawodniczka światowego rankingu. To dobra tenisistka, ale bez takich atutów, którymi mogłaby wyrządzić Świątek krzywdę. Z drugiej strony – Polka w ostatnich miesiącach tak często przegrywała sama ze sobą, że nieco dziwiły liczby podane nam przed tym meczem przez sztuczną inteligencję. Według AI Świątek miała aż 88 proc. szans na wygraną.

Świątek czekała na to dwa miesiące

Nasze - ludzkie - umysły powinny analizować te szanse ostrożniej. Przecież od dwóch miesięcy (od Indian Wells) nie było turnieju, w którym była numer jeden światowego rankingu wygrałaby chociaż dwa mecze z rzędu. W Miami przegrała już pierwsze spotkanie – z Magdą Linette. W Stuttgarcie i w Madrycie po jednym meczu wygrała i po jednym przegrała. Nawet po przejściu na swoją ulubioną nawierzchnię ziemną Świątek nie prezentowała takiej pewności i solidności, z jakiej dała się poznać w minionych latach.

Nawet w ubiegłym roku, trochę gorszym, Świątek z rywalkami z tej półki, co Cocciaretto, wygrywała bez większych problemów. A w bieżącym sezonie to nie jest reguła. Dlatego, choć pamiętaliśmy wygraną Igi nad tą Włoszką 6:1, 6:0 w ich jedynym starciu – też w Rzymie, rok temu – i tak trochę się obawialiśmy, co zobaczymy tym razem.

Na szczęście Świątek szybko przejęła kontrolę nad meczem. I – co jeszcze ważniejsze – nie oddała jej nawet na chwilę. Już po pięciu minutach przełamała serwis rywalki i wyszła na 2:0. Po 10 minutach było 3:0, a po 20 minutach gry i przy wyniku 4:1 dla naszej zawodniczki realizator transmisji przez dłuższą chwilę pokazywał nam jej boks.

Szkoleniowiec Francisco Roig rozmawiał ze sparingpartnerem Igi Tomaszem Moczkiem, a psycholożka Daria Abramowicz wymieniała uwagi z trenerem przygotowania fizycznego Maciejem Ryszczukiem. Wszyscy członkowie sztabu Igi wyglądali tak, jakby spokojnie omawiali to, co Świątek robiła.

Trzecia zawodniczka listy WTA potrzebowała tylko 30 minut, żeby zamknąć pierwszy set. Wynik 6:1 oddawał jej przewagę. Świątek wygrała w tej partii 29 punktów, a Cocciaretto tylko 15. Polka miała 11 uderzeń kończących i sześć niewymuszonych błędów, a Włoszka dwa winnery i siedem własnych pomyłek. Iga nie musiała bronić żadnego breakpointa. Grała pewnie, spokojnie i dość swobodnie. Była lepsza pod każdym względem. I wyglądało na to, że ma świadomość swojej przewagi.

Drugiego seta faworytka zaczęła najlepiej jak mogła – przełamała serwis rywalki. Po chwili podwyższyła wynik na 6:1, 2:0. Już wtedy, po zaledwie 40 minutach, można było odetchnąć. Tym razem naprawdę nie zanosiło się na nagły zwrot, na to, że Świątek sama wpędzi się w kłopoty jakimś pośpiechem i obniżeniem poziomu gry.

Świątek nie chciała parasola. Po chwili złapała ręcznik i...

Akurat wtedy zaczął padać deszcz. Sędzia musiał przerwać mecz. Była godzina 19.50. Po 42 minutach gry tenisistki skryły się pod parasolami, choć Iga pokazywała, że nie potrzebuje tej ochrony. Zdawało się, że Polka byłaby gotowa grać dalej, bez żadnej przerwy. Posiedziała pod parasolem zaledwie minutę, po czym złapała ręcznik i zaczęła nim wycierać linie.

Mecz został wznowiony zaledwie cztery minuty po tym, jak go przerwano. Po powrocie na kort Świątek wygrała cztery z rzędu akcje przy serwisie rywalki i od stanu 6:1, 2:0, 0:30 doprowadziła do 6:1, 3:0. Czyli w drugim secie prowadziła już z podwójnym przełamaniem.

W tym deszczowym gemie mecz tak naprawdę się skończył. Cocciaretto chyba straciła resztki złudzeń. A Świątek utwierdziła się w swoim dobrym, pewnym graniu. I rozbiła rywalkę. Mimo że Włoszka z całych sił walczyła w końcówce o wyszarpanie choć honorowego gema w drugim secie (obroniła trzy meczbole), skończyło się wynikiem 6:1, 6:0.

Teraz, po dobrym występie przeciwko zawodniczce gospodarzy, Igę Świątek czeka większe wyzwanie. Pierwszy raz zmierzy się ze swoim byłym trenerem - Tomaszem Wiktorowskim, który teraz prowadzi Naomi Osakę. Iga zagra z czterokrotną mistrzynią wielkoszlemową, która obecnie zajmuje 16. w światowym rankingu, w poniedziałkowym meczu czwartej rundy. Stawką będzie ćwierćfinał.

Więcej o: