Aryna Sabalenka do zawodów w Rzymie przystępowała jako wielka faworytka. Liderka światowego rankingu sprawiła jednak swoim kibicom ogromny zawód. W sobotnim meczu III rundy wygrywała już z Soraną Cirsteą 6:2, 2:0, ale wtedy nastąpiła u niej nagła zapaść. Białorusinka drugą partię przegrała do trzech, a kolejną 5:7 i odpadła z turnieju. Świętować mogła za to jej rywalka.
Dla Cirstei, która przez całą karierę zwyciężała raptem w czterech turniejach WTA i nigdy nie znalazła się w pierwszej "10" światowych list, to z pewnością spore osiągnięcie. Sabalenkę pokonała dopiero po raz drugi w karierze. Po spotkaniu nie kryła swojej radości. - Jestem bardzo, bardzo szczęśliwa. Aryna to niesamowita zawodniczka. Nie trzeba jej przedstawiać. Jest numerem jeden na świecie. Jestem bardzo zadowolona z wygranej. Myślę, że grałam dziś naprawdę dobrze. Bardzo, bardzo ciężko pracuję. Miło jest mieć taki wynik jako nagrodę - powiedziała w pomeczowym wywiadzie na korcie.
36-letnia Rumunka na początku tego sezonu ogłosiła w mediach społecznościowych, że zaraz po nim zakończy karierę. Do tej deklaracji nawiązała prowadząca rozmowę dziennikarka. - Wiemy, że to twój ostatni rok w tourze… Ale czy jest coś, co możemy zrobić, żeby zmienić twoje zdanie? - zapytała. Jaka była reakcja tenisistki?
Zobacz też: Rewolucja w skokach. Wydarzy się to po raz pierwszy w historii
Cirstea uśmiechnęła się od ucha do ucha i złożyła nieoczekiwaną deklarację. - Może jeśli wygram ten turniej... Obiecuję, że się nad tym zastanowię - wypaliła wprost.
Do zwycięstwa w całych zawodach wciąż jednak daleka droga. Na razie Cirstea awansowała do IV rundy, w której spotka się z Lindą Noskovą. Czeszka pokonała w sobotę 6:1, 6:3 Ukrainkę Ołeksandrę Olijnikową. W ewentualnym ćwierćfinale Rumunkę czeka zaś Jelena Ostapenko lub zwyciężczyni meczu Anna Kalinska - Belinda Bencic.