Ostapenko przegrywała już 4:6, 3:4. Niebywałe, co stało się potem

Jelena Ostapenko gra dalej w turnieju WTA 1000 w Rzymie. Tenisistka, która dała się poznać jako "koszmar Igi Świątek", przegrywała już w sobotnim meczu z Qinwen Zheng 4:6, 3:4, ale odwróciła losy rywalizacji. Po dwóch godzinach i 29 minutach walki pokonała mistrzynię olimpijską z Paryża 4:6, 6:4, 6:4 i to ona awansowała do IV rundy.
TENNIS-ROME/
Fot. REUTERS/Ciro De Luca

Jelena Ostapenko i Qinwen Zheng to dwie zawodniczki, które z pewnością nie kojarzą się dobrze Idze Świątek. Z pierwszą Polka nie wygrała jeszcze ani razu w karierze. Przeciwko drugiej przegrała olimpijski półfinał w Paryżu i straciła szansę na złoto. Podczas zmagań w Rzymie obie znalazły się jednak w innej połowie drabinki niż nasza tenisistka. Trafiły za to na siebie w III rundzie.

Zobacz wideo Prezes Wieczystej przejmie Wisłę Kraków? Żelazny: Kibice mogą się czuć oszukani

Co za mecz w III rundzie w Rzymie! Ostapenko była już pod ścianą

Łotyszka i Chinka zmierzyły się w sobotnie popołudnie. Choć faworytką wydawała się Zheng, to Ostapenko zanotowała lepsze otwarcie. Szybko wyszła na prowadzenie 3:1 i miała przewagę jednego przełamania. Chinka zdołała jednak odpowiedzieć. Od stanu 3:4 nie dała ugrać rywalce choćby jednego gema w pierwszym secie. Najpierw przełamała, a potem pewnie utrzymała serwis. W decydującym gemie prowadziła 40:30 i miała w górze piłkę setową. Ostapenko nie wytrzymała wówczas ciśnienia i trafiła w siatkę. W ten sposób pierwszy set zakończył się zwycięstwem Zheng 6:4.

W drugiej odsłonie panie grały początkowo punkt za punkt. Dopiero w szóstym gemie Ostapenko zaczęła popełniać proste błędy. Uderzyła w siatkę przy próbach smecza, a potem skrótu. Mocno szwankował też pierwszy serwis. Musiała przez to bronić breakpointa, ale ostatecznie wygrała na przewagi i doprowadziła do remisu 3:3. Później obie panie znów łatwo wykorzystały przewagę własnego serwisu. Przy wyniku 4:4 problemy tym razem dotknęły Zheng. Po podwójnym błędzie serwisowym rywalka miała dwa breakpointy. Chinka wyszła z opresji, ale tylko na moment. Panie aż siedem razy doprowadzały do stanu równowagi. W końcu Ostepenko wykorzystała piątego breakpointa, wyszła na prowadzenie 5:4 i serwowała po wyrównanie w całym meczu. Szybko dopięła swego, bo seta zamknęła zwycięstwem do zera. O losach awansu zadecydowała więc trzecia partia.

Zobacz też: Włoszka zaskoczyła przed meczem ze Świątek. "Znamy się od dziecka"

Ostapenko nie zmarnowała okazji. Prawie dwie i pół godziny walki

Ostapenko poszła w niej za ciosem. Co prawda rozpoczęła ją od przegranej do zera, ale jej łupem padły trzy kolejne gemy. Nie obyło się jednak bez kłopotów. W czwartym 28-latka prowadziła już 40:0, by ostatecznie wygrać dopiero na przewagi. Od tamtej pory obydwie tenisistki bardzo pewnie zwyciężały w swoich gemach serwisowych. Nie dawały nawet przeciwniczce okazji na przełamanie. To premiowało rzecz jasna Ostapenko, która przy wyniku 5:4 serwowała po zwycięstwo. Wystarczyła jej zaledwie jedna piłka meczowa. Pięknym trafieniem w linię zakończyła spotkanie po dwóch godzinach i 29 minutach zwycięstwem 4:6, 6:4, 6:4.

Tym samym to Ostapenko zakwalifikowała się do IV rundy zmagań. O tym, z kim się w niej zmierzy, zadecyduje wieczorny mecz pomiędzy Belindą Bencic a Anną Kalinską. W ćwierćfinale Łotyszka może natomiast trafić na liderkę rankingu WTA - Arynę Sabalenkę.

Więcej o: