Osaka prowadziła już 6:4, 2:0 w Rzymie. Na koniec aż spojrzała w niebo

Co za bój w II rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie! Naomi Osaka i Eva Lys dały z siebie wszystko. Grały ponad dwie godziny, a trzeci set był kompletnie szalony. Ostatecznie to Japonka wygrała 6:4, 4:6, 6:3 i udowodniła, że wizyta w USA tuż przed turniejem wcale jej nie zaszkodziła.
TENNIS-ROME/
Fot. REUTERS/Claudia Greco

O Naomi Osace głośno zrobiło się jeszcze przed turniejem w Rzymie. Japonka bowiem tuż przed rozpoczęciem rywalizacji "wyskoczyła" sobie do... Nowego Jorku. Konkretnie na Met Galę 2026, gdzie imponowała bardzo wymyślną suknią. "Wykończono ją tysiącami kryształów Swarovskiego, ponad 659 000 ściegów i poświęcono ponad 3200 godzin pracy" - opisywał jej kreację serwis collegefootballnetwork.com.

Zobacz wideo Co dalej z karierą Szczęsnego? Żelazny: Wojtek przeszedł tę grę. Już jest wygranym

Osaka z wycieczką do USA, ale na korcie początkowo wyglądała dobrze

Były głosy, że Japonka traktuje obecnie tenis średnio poważnie, skoro tuż przed prestiżowym turniejem pokonała tysiące kilometrów przez ocean na niezwiązaną ze sportem galę. Jendak nie od dziś wiadomo, że moda to jej wielka pasja, więc dziwić się przesadnie nikt nie powinien. Wszystko i tak miał zweryfikować kort, zaś na nim rozstawioną z nr 15 tenisistkę czekał mecz II rundy z Evą Lys. Niemka awansowała do niej po trwającym prawie 2,5 h starciu z Katie Boulter (6:4, 3:6, 6:4). 

Pierwszy set sugerował, że dalekie podróże do USA wielkiego wpływu na Osakę nie wywarły. Wyglądała lepiej od rywalki, a w czwartym gemie zdobyła przewagę przełamania. Mogła tę partię wygrać 6:2, ale zmarnowała piłkę setową. Niewiele brakowało, a gorzko by tego pożałowała, bo Lys, która wcześniej nie miała nawet breakpointa, zupełnie niespodziewanie przełamała Japonkę, odrabiając straty. Niemka jednak nie umiała tego wykorzystać i to kompletnie, bo w kolejnym gemie Osaka wywarła na nią presję, co dało jej ostatecznie wygraną w secie 6:4. 

Lys nie dała za wygraną. Osaka miała dla niej wiele prezentów

Lys znalazła się pod ścianą, a w drugiej partii szybko się do ów ściany jeszcze mocniej "przytuliła". Już w pierwszym swoim gemie serwisowym narobiła błędów i dała Osace szansę. Pierwszą Japonka zmarnowała kiepskim forhendem, ale przy drugiej to Niemka wpakowała forhend w siatkę i zrobiło się 2:0 dla Naomi. Tym razem jednak to Lys szybko się zrewanżowała. Wywalczyła sobie breakpointa, mimo że przegrywała już 0:30 w gemie, a w kluczowym momencie zagrała rywalce tuż pod nogi, zmuszając ją do błędu. Strata została odrobiona. 

W kolejnych dwóch gemach obie zawodniczki miały szanse na przełamanie. Różnica polegała na tym, że Lys wykorzystała swoją, a Osaka wyrzuciła forhend. Zresztą potem to też jej prosty błąd doprowadził do tego, iż na prowadzenie 4:2 wyszła Niemka. Nie był to jednak koniec emocji w tym secie. Wręcz przeciwnie. Kolejne dwa gemy padły łupem Osaki, która odrobiła straty. Lys zareagowała na to jednak najlepiej, jak mogła. Przy stanie 4:4 wyciągnęła ze swojego tenisowego arsenału najmocniejsze uderzenia. Przy serwisie Osaki biła w nią z całych sił, a w dodatku skutecznie. Naomi po jednym z błędów aż zaczęła walić rakietą o kort. Taka postawa dała Evie przełamanie. Na to Japonka już nie odpowiedziała. Popełniła za dużo niewymuszonych błędów (19 w secie) i właśnie takowy zakończył seta wynikiem 6:4 dla Niemki. 

Przełamanie, przełamanie, przełamanie! Szalony set rozstrzygnął mecz

Wydawało się, że dla Osaki to koniec, bo w pierwszym gemie decydującej partii popełniła trzy proste błędy i dała się przełamać. Japonka jednak się nie poddała. Jak za pstryknięciem palcami odmieniła swą grę. Choć właściwie to grała podobnie agresywnie, jak wcześniej. Tylko zaczęła trafiać. Efekt? Trzy wygrane gemy z rzędu, w tym dwa przy serwisie rywalki. W tym meczu jednak nic nie było oczywiste.

Kolejny gem? Przełamanie na korzyść Lys. A co potem? Znów przełamanie. Tym razem dla Osaki i to po dwóch podwójnych błędach serwisowych Niemki z rzędu. Festiwal przełamań trwał, ale ktoś to w końcu musiał przerwać. Zrobiła to Japonka. W najlepszym momencie, bo gdy serwowała na mecz. Dzięki temu po 129-ciu minutach to ona wygrała to spotkanie 6:4, 4:6, 6:3! Po ostatniej piłce, aż spojrzała z ulgą w niebo. W III rundzie zmierzy się z Rosjanką Dianą Sznajder

Więcej o: