Dochodziły dwie godziny walki w Rzymie, gdy Katerina Siniakova (Czechy, 39. WTA) prowadziła z Anną Kalinską (Rosja, 24. WTA) 6:4, 5:3 i serwowała po zwycięstwo. Wtedy przegrała swoje podanie. W dziesiątym gemie Kalinska obroniła aż pięć piłek meczowych. O losach seta zadecydował tie-break. W nim Rosjanka była zdecydowanie lepsza i wygrała go 7:4.
W decydującym secie Siniakova znów miała korzystną sytuację, bo prowadziła 5:4 i serwowała po zwycięstwo. W dziesiatym gemie zmarnowała jednak kolejne cztery piłki meczowe (w sumie aż dziewięć w meczu!) i została przełamana. Rosjanka wykorzystała swoją szansę, wygrała od stanu 3:5, cztery gemy z rzędu i cieszyła się ze zwycięstwa. Mecz trwał aż trzy godziny i 31 minut.
Kalinska po ostatniej piłce, złapała się za głowę i przykucnęła, jakby nie mogła uwierzyć, że potrafiła odwrócić losy tego pojedynku i wygrać.
"Dziewięć piłek meczowych uratowanych. 3 godziny i 31 minut. Przegrywający break w każdym secie. Co za niewiarygodny powrót Anny. Spójrz na jej reakcję… ledwo może w to uwierzyć. Wojowniczka" - napisał w serwisie X The Tennis Letter.
"To jeden z największych powrotów tego roku" - dodał Haute Cadence - WTA w serwisie X.
Zobacz także: Gauff zagrała z utalentowaną 19-latką. Drugi set trwał 55 minut
Kalinska w III rundzie zmierzy się ze zwyciężczynią meczu: Belinda Bencić (Szwajcaria, 12. WTA) - Bianca Andreescu (Kanada, 137. WTA). Rosjanka z Igą Świątek może się spotkać dopiero w ewentualnym finale.