Już w drugiej rundzie rywalizacji w Rzymie doszło do hitowego starcie Aryny Sabalenki z Barborą Krejcikovą. To dlatego, że Czeszka, była wiceliderka rankingu, z uwagi na liczne kłopoty spadła na 53. miejsce na świecie. Ostatni mecz przed imprezą we Włoszech rozegrała w połowie lutego, a w pierwszej rundzie na kortach Foro Italico ograła Francuzkę Elsę Jacquenot 6:2, 6:4.
W czwartek Białorusinka i Czeszka spotkały się po raz ósmy (6:1). Krejcikova wcześniej tylko raz pokonała Sabalenkę - trzy lata temu w Dubaju. Pozostałe pojedynki między nimi bywały jednak zacięte, a Krejcikova to w końcu mistrzyni Roland Garros 2021 w singlu - zawodniczka, która na mączce potrafiła w ostatnich latach ogrywać największe rywalki.
Początek ich starcia w Rzymu miał zaskakujący charakter. Krejcikova już w pierwszym gemie przełamała Sabalenkę. Na koniec popisała się kapitalnym winnerem z returnu. - Ależ dobrze teraz zagrała czeska tenisistka. Musi w ten sposób, jeśli chce odnieść sukces w tym meczu - przyznał komentujący Żelisław Żyżyński z Canal+ Sport.
Prowadzenie byłej mistrzyni Roland Garros nie trwała jednak długo. W kolejnym gemie, już przy swoim podaniu, musiała bronić break pointów. Dwa razy uratowała się, ale za trzecim razem została przełamana. Przede wszystkim nie pomógł jej własny serwis - trzykrotnie popełniła podwójny błąd serwisowy. W ten sposób nie da się rywalizować z liderką rankingu.
- Widać, że Barbora musi oswoić się z powrotem do rywalizacji. Nie wierze, że jej tego rytmu meczowego nie brakuje - wskazał komentator. 30-letnia Czeszka ma wielkie doświadczenie, ale i tak można było zauważyć, że momentami brakuje jej pewności siebie w poszczególnych uderzeniach.
Za moment wyrównała jeszcze na 2:2 i to w kapitalny sposób. W ostatniej akcji Krejcikova przelobowała stojącą tuż przy siatce Sabalenkę, ta druga pobiegła do linii końcowej, odegrała piłkę między nogami (tzw. tweener), ale rywalka odegrała piłkę na spokojnie po tym efektownym uderzeniu i zdobyła punkt. Mimo przegranej Sabalenka uśmiechnęła się szeroko, zadowolona z tego, jak się broniła. Krejcikova biła jej brawa, podobnie jak kibice na trybunach.
Od tego momentu faworytka zaczęła przejmować inicjatywę. Grała coraz mocniej, a jednocześnie dokładnie. Jej siła uderzeń - nawet na tej wolniejszej mączce w Rzymie - robiła wrażenie. Po chwili kolejny raz przełamała przeciwniczkę, odskakując na 4:2. Krejcikova próbowała ją zaskoczyć slajsem, to koronne zagranie w repertuarze Czeszki. Pierwsza rakieta świata odczytywała jednak doskonale wszystkie pomysły, za pomocą których Krejcikova chciała ją zaskoczyć - także woleje, skróty. W efekcie kolejne przełamanie i 6:2.
W drugim secie Barbora Krejcikova podjęła znów walkę. Przy stanie 1:1 miała szansę odebrać serwis rywalce, na co zapracowała dobrymi returnami. Przy break poincie Czeszka poszła do siatki, ale została precyzyjnie minięta przez Arynę Sabalenkę. - Zrobiła, co mogła. Zaryzykowała, ale rywalka znów była za dobra - podsumował Żyżyński. Po chwili było już 4:1, ale dla Białorusinki.
Czytaj także: Prawdziwa fortuna w Ekstraklasie!
Sabalenka nie dawała złudzeń przeciwniczce, kto jest tego dnia lepszy. Utrzymywała koncentrację, serwowała stabilnie, rzadko psuła. Krejcikova zaś od połowy drugiej partii zaczęła okazywać gesty irytacji. Mogła czuć niedosyt, bo jak na to, że wróciła po dłuższej przerwie i rywalizowała z pierwszą rakietą świata, nie prezentowała się źle. Na dominującą w tym sezonie Sabalenkę to było jednak za mało.
Faworytka wygrała 6:2, 6:3 po 85 minutach. To był kolejny świetny występ zawodniczki urodzonej w Mińsku. Jeszcze nigdy nie wygrała w Rzymie, ale w ostatnich latach znacznie poprawiła się na kortach ziemnych. Dwa lata temu na Foro Italico doszła do finału, w którym przegrała z Igą Świątek.
Po czwartkowej wygranej nad Barborą Krejcikovą Aryna Sabalenka jest już w trzeciej rundzie w stolicy Włoch. W kolejnym spotkaniu zmierzy się z Rumunką Soraną Cirsteą, która pokonała w drugiej rundzie Niemkę Tatianę Marię 6:2, 6:0. Transmisje z imprezy w Canal+ Sport.