5 maja w Rzymie wystartował turniej WTA 1000, dzień później ruszy główna drabinka u panów. Ostatnio światowy tenis żyje jednak nie tylko sportowymi wydarzeniami. W poniedziałek takie gwiazdy światowych kortów jak Iga Świątek, Aryna Sabalenka, Coco Gauff, Carlos Alcaraz czy Jannik Sinner podpisały list, wzywający do sprawiedliwego podziału zysków z największych tenisowych imprez.
"Przy szacowanych przychodach przekraczających 400 mln euro w tym roku, udział wygranych wypłacanych zawodnikom prawdopodobnie pozostanie poniżej 15 proc., daleko od 22 proc., których domagamy się, aby zrównać turnieje Wielkiego Szlema z połączonymi turniejami ATP i WTA 1000, takimi jak np. ten w Rzymie" - napisali w liście zawodnicy i zawodniczki.
Wciąż nie wiadomo, czy protest będzie miał wyłącznie formę listu. Pójście o krok dalej rozważa Aryna Sabalenka, która wprost mówi o bojkocie turniejów wielkoszlemowych.
"Myślę, że w pewnym momencie to zbojkotujemy. Czuję, że to będzie jedyny sposób, by walczyć o swoje prawa. Zdecydowanie, kiedy widzisz te liczby i kwoty, które otrzymują zawodnicy… czuję, że to my jesteśmy winni. Mam wrażenie, że bez nas nie byłoby turnieju i nie byłoby tej rozrywki. Czuję, że zdecydowanie zasługujemy na większy procent. Co mogę powiedzieć? Mam tylko szczerą nadzieję, że wszystkie negocjacje, które prowadzimy, w końcu doprowadzą do podjęcia właściwej decyzji, do wniosku, z którego wszyscy będą zadowoleni" - stwierdziła na konferencji prasowej przed startem turnieju w Rzymie Sabalenka, cytowana przez "The Guardian".
Zobacz też: 3:6 i zwrot akcji w Rzymie. Ależ emocje w meczu mistrzyni olimpijskiej!
W bardziej wyważony sposób wypowiedziała się Iga Świątek. Nasza najlepsza tenisistka stwierdziła, że bojkot to "trochę ekstremalna sytuacja".
"Myślę, że mamy dość jasną i podobną wizję. Ale bojkot turnieju to trochę ekstremalna sytuacja. Nie wiem. Myślę, że my, zawodniczki, jesteśmy tu po to, by grać indywidualnie i rywalizować ze sobą. Zdarzały się takie sytuacje, więc naprawdę trudno mi powiedzieć, jak to by działało, jeśli w ogóle jest to możliwe. Na razie nic nie słyszałam" - powiedziała Świątek cytowana przez "The Guardian".
Sabalenka nie zamierza się jednak poddawać, Białorusinka jest przekonana, że w czołówce touru jest sporo osób podzielających jej punkt widzenia.
"Mam wrażenie, że my, dziewczyny, możemy się teraz łatwo zjednoczyć i to zrobić, ponieważ niektóre rzeczy wydają mi się naprawdę niesprawiedliwe wobec zawodniczek. Myślę, że w pewnym momencie do tego dojdzie" - podkreśla Sabalenka.
Sabalenka rozpocznie turniej w Rzymie od drugiej rundy, w pierwszej Białorusinka miała wolny los.