Skandal po finale w Madrycie. A gdyby na miejscu Ukrainki była Iga Świątek?

Dominik Senkowski
Marta Kostiuk
Fot. REUTERS/Ana Beltran

Marta Kostiuk wygrała turniej w Madrycie, ale świat zamiast o jej wielkim sukcesie woli dyskutować o braku uścisku dłoni z rywalką, Rosjanką Mirrą Andriejewą. To absurdalna sytuacja, w której od ukraińskiej tenisistki wymaga się przestrzegania tenisowej etykiety, podczas gdy na jej kraj spadają bomby. Czy gdyby Polska została zaatakowana przez Rosję, opinia publiczna oczekiwałaby od Igi Świątek na korcie przymilnych uśmiechów do Rosjanek?

Zwycięstwo Marty Kostiuk w Madrycie powinno być tematem numer jeden w świecie tenisa. Ukrainka wygrała pierwszy raz zawody rangi WTA 1000 i zostawiła w tyle m.in. Arynę Sabalenkę, Jelenę Rybakinę, Coco Gauff i Igę Świątek. Niestety, w serwisach społecznościowych zamiast o jej bekhendzie i fenomenalnym poruszaniu się po korcie huczy o tym, czego Ukrainka nie zrobiła. Nie podała ręki Mirrze Andriejewej po finale, nie pogratulowała jej podczas przemówienia, nie wspomniała o 19-letniej Rosjance ani słowem.

Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! "Bardzo jej ufa"

Fala krytyki, która wylała się na Kostiuk, jest nie tylko niesprawiedliwa - jest wręcz absurdalna. Jako dziennikarz obserwujący rozgrywki tenisowe od lat czuję obowiązek powiedzenia głośno: dajmy spokój Marcie Kostiuk. Ma pełne prawo do swojego gniewu, a jej zachowanie to nie brak klasy, lecz wyraz najwyższej lojalności wobec własnego narodu, który od ponad czterech lat krwawi w wyniku brutalnej rosyjskiej agresji.

Czego oczekiwaliby kibice od Igi Świątek?

Zanim zaczniemy rzucać kamieniami, spróbujmy na chwilę przyjąć polską perspektywę. Wyobraźmy sobie najczarniejszy scenariusz: Rosja napada na Polskę. Nasze miasta są bombardowane, giną nasi bliscy, a miliony Polaków muszą uciekać z kraju. Właśnie tak, jak jest w Ukrainie. Czy w takiej sytuacji oczekiwalibyśmy od Igi Świątek, Magdy Linette, Magdaleny Fręch, Huberta Hurkacza albo Kamila Majchrzaka, by po meczach z rosyjskimi tenisistami uśmiechali się przymilnie przy siatce i dziękowali za "dobrą grę"?

Odpowiedź jest oczywista. Bylibyśmy dumni, gdyby nasi sportowcy, nie tylko tenisiści, manifestowali swój sprzeciw.

Ukraińskie tenisistki, takie jak Elina Switolina i właśnie Marta Kostiuk, są w swoim kraju bohaterkami narodowymi. Tenis to sport globalny, elitarny i niezwykle prestiżowy. Każdy gest na takim korcie jak ten w Madrycie idzie w świat. Kostiuk wie, że podanie ręki rosyjskiej zawodniczce byłoby natychmiast wykorzystane przez kremlowską propagandę jako dowód na przewrotną tezę, że "sport jest ponad polityką". W Ukrainie taki gest zostałby odebrany jako zdrada pamięci o tych, którzy giną na froncie.

Flaga czy postawa

Krytycy Kostiuk często używają argumentu, że Andriejewa "to tylko młoda dziewczyna, która nie jest odpowiedzialna za decyzje Putina". Ale diabeł tkwi w szczegółach. Pamiętajmy o zarzutach, które formułowała chociażby inna tenisistka, Dajana Jastremska - ukraińskie zawodniczki mają podobno dowody, że Andriejewa lajkowała w serwisach społecznościowych wpisy wspierające agresję. W tym kontekście milczenie Kostiuk przy siatce to tym bardziej nie był kaprys.

Jak zauważył w swoim mocnym wpisie na platformie X hiszpański dziennikarz tenisowy Jose Moron z serwisu Punto de Break, reakcja mediów i kibiców jest często kompletnie pozbawiona empatii wobec traumy, którą przechodzą Ukrainki. Moron pisze wprost: "Mamy tendencję do analizowania wszystkiego z dystansu, nie rozumiejąc, że dla nich to nie jest sportowa rywalizacja, to walka o godność ich kraju". I ma rację. Kostiuk nie gra tylko dla siebie. Gra dla flagi, która obecnie kojarzy się światu z walką o wolność.

Nowa mistrzyni Mutua Madrid Open od 2022 pozostaje konsekwentna. Podobnie jak inne Ukrainki przestała podawać rękę Rosjankom i Białorusinkom. Wyjątkiem jest urodzona w Rosji, ale od zeszłego roku reprezentująca Australię Daria Kasatkina, która otwarcie potępiła wojnę i za swój odważny głos zyskała szacunek w ukraińskim obozie. To dowód na to, że Ukrainki nie nienawidzą Rosjan "za paszport", ale za brak sprzeciwu wobec zła. Zresztą w ten sposób wypowiadała się Kostiuk także po półfinale, w którym ograła w stolicy Hiszpanii Anastazję Potapową. Ta nie gra już dla Rosji, a dla Austrii, ale Ukrainka nie podała jej ręki, bo Potapowa "nie zmieniła swojego podejścia do wojny".

Czytaj także: Hiszpanie zobaczyli, co zrobiła Lewandowska

Najbardziej zdumiewa mnie fakt, że środowisko tenisowe, tak bardzo dbające o etykietę i tradycję, częściej oburza się na brak uścisku dłoni niż na fakt, że zawodnicy z kraju agresora wciąż podróżują po świecie, zarabiają miliony i promują swoje nazwiska, podczas gdy ukraińska infrastruktura sportowa leży w gruzach. Domaganie się od Kostiuk "sportowej postawy" w obliczu tragedii jej narodu to szczyt hipokryzji. To próba upchnięcia brutalnej rzeczywistości w sztywne ramy przedwojennego ładu. Krytycy zdają się nie rozumieć, że podanie ręki to nie tylko gest uprzejmości - to symbol akceptacji status quo. Sport nie jest odizolowaną wyspą, a milczenie mistrzyni turnieju jest uczciwsze niż wymuszony uśmiech do kamery.

Kostiuk nie gra tylko o wynik

Dlaczego ta burza dotyczy głównie tenisa kobiecego spod znaku WTA? Odpowiedź jest prozaiczna, choć gorzka. W męskim cyklu ATP Ukraińcy nie mają obecnie zawodników w ścisłej czołówce, którzy regularnie graliby w finałach wielkich turniejów. To sprawia, że ich bojkoty są mniej widoczne. W kobiecym tenisie Ukrainki są potęgą. Ostatni sukces w Billie Jean King Cup, gdzie w Gliwicach wywalczyły awans do finałów rozgrywek, tegoroczne wyniki Switoliny, która jest piąta na świecie w rankingu WTA obejmującym starty jedynie z obecnego sezonu, jak i dziewiątej Kostiuk - to wszystko pokazuje, że ukraiński tenis mimo wojny żyje.

Dlatego też każdy ruch Kostiuk jest pod lupą. Każde przemówienie, każda sekunda po meczu. Ale czy ktoś z tych, którzy dziś wypisują w internecie o "braku sportowej postawy", zastanowił się, co ona czuje, gdy dzwoni do rodziny w Kijowie podczas alarmu przeciwlotniczego?

Kostiuk nie ma obowiązku gratulować Andriejewej. Jej obowiązkiem jako obywatelki kraju w stanie wojny jest przypominanie światu, że normalność to iluzja, dopóki na jej ojczyznę spadają bomby. Jak napisał Moron, krytykowanie Kostiuk za brak uścisku dłoni w obliczu tego, co przechodzi jej naród, jest po prostu małostkowe.

Zamiast wymagać od ukraińskich tenisistek uścisków dłoni, wymagajmy od świata sportu, by nie zapominał o wojnie. Kostiuk jest w tej chwili symbolem oporu. Ma prawo do milczenia wobec przeciwniczki, do podkreślania, że tenis postąpił inaczej niż część dyscyplin sportowych, w których Rosjanie zostali wykluczeni z międzynarodowej rywalizacji. Tenisiści z tego kraju nadal mogą rywalizować, a jedyna sankcja to konieczność gry "w statusie neutralnym".

Dziś naszą rolą, polskich kibiców, na pewno nie jest atakowanie Kostiuk, a prędzej jej obrona. Tym bardziej że jej trenerką pozostaje Sandra Zaniewska, a za przygotowanie fizyczne odpowiada Jolanta Rusin-Krzepota. Zaniewska to była tenisistka (najwyżej 142. na świecie w 2012 roku), wcześniej trenowała m.in. Chorwatkę Petrę Martić oraz Francuzkę Alize Cornet. Rusin-Krzepota przez lata współpracowała z Igą Świątek, z którą wchodziła w kobiece rozgrywki WTA, a odeszła z teamu naszej najlepszej zawodniczki w trakcie sezonu 2019.

Kostiuk wykonała kawał świetnej roboty na madryckim korcie, a poza nim zachowała się jak człowiek z zasadami. Dlatego jej sukces w Hiszpanii ma podwójne znaczenie.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...