Hubert Hurkacz (63. ATP) stanął przed szansą na pierwszy tytuł w tym roku. Po nieudanych zawodach w Madrycie, gdzie odpadł już w II rundzie, postanowił wziąć udział w Challengerze w Cagliari. Dla Polaka był to pierwszy występ w zawodach tej rangi po siedmiu latach przerwy. Na Sardynii pokazał się z bardzo dobrej strony - w drodze do finału pokonał m.in. słynnego Matteo Berrettiniego (92. ATP) czy wyżej notowanego Romana Andresa Burruchagę (59. ATP). Ostatnią przeszkodą był natomiast Włoch Matteo Arnaldi (103. ATP).
Mecz o główne trofeum miał dość nieoczekiwany przebieg. Słynący z potężnego serwisu Hurkacz dość mocno w tym elemencie zawodził - przez całego pierwszego seta nie zaserwował ani jednego asa. Już w pierwszym gemie został przełamany, na szczęście błyskawicznie się zrewanżował. Wkrótce wyszedł nawet na prowadzenie 3:1, ale wtedy nastąpił u niego nieoczekiwany kryzys. Przy własnym podaniu przegrał gema do zera, a potem trzy kolejne i znalazł się w arcytrudnym położeniu.
Przy stanie 3:5 Hurkacz przegrywał 0:40 i musiał bronić piłek setowych. Nie dał jednak za wygraną, bo powstrzymał ich aż sześć. W końcu wygrał wojną nerwów i doprowadził do wyniku 4:5. Spektakularnego powrotu jednak nie oglądaliśmy - przy swoim serwisie Arnaldi dokończył dzieła. Hurkacz co prawda obronił jeszcze siódmą piłkę setową, ale przy ósmej już skapitulował. Gema przegrał do 15, a całą partię 4:6.
Zobacz też: Nowy rekord Polski! Takiej ryby nie było od 1970 roku. Monstrum
W drugim secie Wrocławianin nieźle grał przy siatce, ale popełniał znacznie więcej niewymuszonych błędów i miał mniej zagrań kończących. Do tego dość wyraźnie szwankował jego serwis. Na początku drugiego seta wydawało się jednak, że Hurkacz wraca na właściwe tory. Bardzo pewnie wygrał dwa pierwsze gemy, ale potem znów został przełamany, a rywal wyrównał na 2:2.
Arnaldi na tym się nie zatrzymał. Wygrał następne dwa gemy, a do tego sam dołożył asa serwisowego, co Hurkaczowi nadal nie wychodziło. Włoch z przewagą przełamania był na dobrej drodze do końcowego zwycięstwa. Później panowie grali gem za gem, co działało na jego korzyść. W tym decydującym szybko wyszedł na 40:0 i wykorzystał już pierwszego meczbola.
Cały mecz w godzinę i 44 minuty zakończył się wygraną Włocha 6:4, 6:4. Po ostatniej piłce kibice wstali z miejsc. Włosi przez całe spotkanie wspierali swojego rodaka i nie kryli swojej wielkiej radości. Dla Arnaldiego jest to piąty tytuł rangi Challenger w karierze.