Była końcówka drugiego seta w meczu Hubert Hurkacz (63. ATP) - Roman Andres Burruchaga (59. ATP) przy stanie 4:6, 4:4 i serwisie Polaka. Wtedy przytrafił się znów fatalny gem serwisowy Hurkacza. Po dwóch nieudanych zagraniach z forhendu i podwójnym błędzie serwisowym przegrywał 0:40. Pierwszego break pointa obronił po wygrywającym serwisie, ale przy drugim rywal mocno zaatakował i skończył akcję z forhendu przy siatce. Argentyńczyk serwował, by wygrać mecz, ale zmarnował szansę i został przełamany. Doszło do tie-breaka, w którym Hurkacz był zdecydowanie lepszy i wygrał 7:3.
Decydujący set rozpoczął się kapitalnie dla Hurkacza, bo przełamał rywala w gemie na przewagi. A potem wreszcie umiejętnie pilnował swoich serwisów, choć w poprzednich dwóch setach aż cztery razy został przełamany. Polak obronił w decydującej partii trzy break pointy. Mało tego, w 9. gemie przy podaniu rywala prowadził 40:0 i miał trzy piłki meczowe. Wykorzystał już pierwszą po efektownym winnerze z forhendu wzdłuż linii.
Hurkacz w ostatnich dniach pokazywał dobrą formę i pokonał trzech rywali w challengerze w Cagliari: Amerykaninów Zachary'ego Svajdę (88. ATP), Emilio Navę (116. ATP) i Włocha Matteo Berrettiniego (92. ATP). Jego półfinałowy rywal 24-letni Argentyńczyk Roman Andres Burruchaga miał serię 11 zwycięstw w ostatnich 12 spotkaniach, wygrany challenger w Sao Paulo i finał turnieju ATP 250 na kortach ziemnych w Houston.
Początek meczu należał do Argentyńczyka. Przy stanie 2:2, 15:40 i serwisie Polaka, miał on dwie szanse na przełamanie. Od razu wykorzystał pierwszą, bo Hurkacz wyrzucił piłkę w aut z bekhendu. Już w następnym gemie odrobił jednak straty. To efekt aż trzech błędów z bekhendu Burruchagi w tym gemie.
W siódmym gemie Hurkacz obronił dwa break pointy. Przy trzecim uderzył jednak z bekhendu w siatkę i nieco zrezygnowany schodził w stronę ławki rezerwowych. Potem nie był już w stanie odrobić strat przełamania i przegrał pierwszego seta 4:6. Miał w nim mniej winnerów (6-7) i popełnił więcej niewymuszonych błędów (21-17).
Druga partia zaczęła się dla Polaka niepokojąco. Po autowym bekhendzie przegrywał przy swoim podaniu 0:40. Polak obronił jednak wszystkie trzy break pointy, a potem w grze na przewagi, jeszcze jednego. W drugim gemie miał jednego break pointa, ale źle zagrał returnem. Kolejne szanse (dwie) zmarnował przy stanie 2:1. W piątym gemie Polak przegrywał 30:40 i doszło do długiej wymiany, którą zepsuł Argentyńczyk. Miał on jednak drugą szansę, a przy niej Hurkacz popełnił niewymuszony błąd z forhendu i przegrywał 2:3 z przełamaniem. Już w szóstym gemie odrobił jednak straty. A potem doszło do wydarzeń z końcówki tego seta, które opisaliśmy na początku tekstu.
Sobotni pojedynek trwał aż dwie godziny i 54 minuty. Polak miał w nim więcej winnerów (34-25), ale popełnił też siedem więcej niewymuszonych błędów (59-52).
Zobacz także: Największa sensacja z Madrytu wspierana przez Polkę. Dlatego nie poda ręki rywalce
Hurkacz w finale zmierzy się z Włochem Matteo Arnaldim (103. ATP), który pokonał 1:6, 6:1, 6:0 swojego rodaka Gianlucę Cadenasso (232. ATP).