Był 9 lipca 2021 roku, gdy Hubert Hurkacz i Matteo Berrettini spotkali się w półfinale wielkoszlemowego Wimbledonu. Polak był wówczas świeżo po ograniu w trzech setach Rogera Federera, w jak się później okazało ostatnim meczu legendarnego Szwajcara w karierze. Rozpędzonemu wówczas Włochowi jednak nie dał rady. Berrettini wygrał 6:3, 6:0, 6:7(4), 6:4 i zameldował się w finale (przegranym potem z Novakiem Djokoviciem). Żaden z nich nie zagrał potem już drugiego tak dobrego turnieju wielkoszlemowego w karierze (Włoch miał jeszcze półfinał Australian Open 2022).
Niespełna pięć lat później panowie natrafili na siebie w ćwierćfinale, ale Challengera w Cagliari. Berrettiniego straszliwie w tym okresie wymęczyły liczne kontuzje, przez które jest dziś 92. zawodnikiem rankingu ATP, a nie mistrzem wielkoszlemowym (co w 2021 roku wydawało się nieuniknione). Hurkacza też przez ostatnich kilkanaście miesięcy los nie oszczędzał i tak oto doszło do ich piątego w historii starcia, ale na zdecydowanie najniższym poziomie turniejowym z dotychczasowych. Polak jak dotąd w Cagliari nie stracił seta. Włoch prawie trzy godziny męczył się w I rundzie z Amerykaninem Patrickiem Kypsonem, ale wygrał trzysetówkę.
Obaj zawodnicy zawsze potężnie serwowali, więc nikogo nie zdziwiło, że w pierwszej partii to właśnie ten element o wszystkim zdecydował. Hurkacz wygrał tylko pięć wymian będąc na returnie. Berrettini zaledwie sześć. Problem w tym, że cztery z nich miały miejsce w trzecim gemie. To właśnie wtedy Włoch przełamał Polaka, wykorzystując już pierwszego breakpointa. Zaowocowało to wygraniem przez Berrettiniego całego seta 6:4.
Hurkaczowi zaczęła grozić czwarta w karierze porażka z tym rywalem (wygrał tylko raz), a w drugim secie wydawało się, że jeśli ktoś tu przełamie, to znów Włoch. Dwa pierwsze gemy serwisowe Polaka były grane na przewagi, a Wrocławianin bronił nawet dwóch breakpointów. Tym razem wyszedł jednak z opresji, a przy stanie 2:1 niespodziewanie pierwszy raz poważnie zagroził rywalowi z returnu. Co więcej, przekuł to zagrożenie w przełamanie i zdobył przewagę. Po tym okresie nieco dłuższych gemów zawodnicy wrócili do niedawania sobie szans przy własnym podaniu. Tym razem cieszył się z tego Polak, który wygrał drugiego seta 6:3, doprowadzając do decydującej partii.
W niej dość szybko zrobiło się bardzo miło dla naszego reprezentanta, bo już w trzecim gemie wywalczył przewagę przełamania! Zdecydowało połączenie bekhendowego błędu Włocha, który dał Polakowi breakpointa, a także świetnego returnu Hurkacza, wymuszającego pomyłkę rywala i dającego Wrocławianinowi przewagę w secie.
Polak mógł ją utracić, bo Berrettini miał breakpointa przy stanie 4:3. Na szczęście jednak w kluczowym momencie się pomylił, a nasz rodak błyskawicznie z tego skorzystał i podwyższył na 5:3. To okazało się kluczowe. Wszak gdy Hurkacz serwował na wygranie meczu, nie miał żadnych problemów. Gem do zera, set do czterech, mecz 4:6, 6:3, 6:4! Wrocławianin wygrał i awansował do półfinału Challengera w Cagliari w godzinę i 59 minut. Tam zmierzy się z rozstawionym z nr 4 Romanem Andresem Burruchagą z Argentyny.