Iga Świątek w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Madrycie zmierzyła się z Ann Li. Polka przegrała pierwszego seta 6:7 (4), następnie drugą partię pewnie wygrała (6:2), ale w trzeciej wyraźnie nie była sobą. Potrzebowała przerwy medycznej, ale ostatecznie nie dokończyła spotkania, kreczując przy stanie 0:3. Później Raszynianka przyznała, że zmaga się najprawdopodobniej z jakimś wirusem.
- Dwukrotnie w karierze byłam już chora i udawało mi się wygrywać mecze, więc to zależy od tego, jak źle się czujesz. Tym razem było gorzej. Raczej nie chcecie usłyszeć o objawach - podkreśliła Świątek tuż po meczu, cytowana przez "Przegląd Sportowy Onet".
- Ostatnie trzy dni czułam się okropnie. Złapałam jakiegoś wirusa. W niektórych godzinach czułam się w porządku, w innych fatalnie. Słyszałam, że wśród innych zawodniczek również coś się dzieje, więc wirus jest "ze środka" - dodała.
Później okazało się, że nie tylko Świątek miała poważne problemy zdrowotne. W Madrycie potwierdzono bowiem, że do tej pory zgłoszono osiem przypadków zapalenia żołądka i jelit. Wśród pań z turnieju wycofały się Madison Keys i Ludmiła Samsonowa, a w rywalizacji tenisistów z dalszego udziału zrezygnował Marin Cilic. Sytuacja stała się naprawdę poważna.
Pojawiły się głosy, że wpływ na fatalne samopoczucie tenisistek i tenisistów mają posiłki serwowane w Madrycie. "L'Equipe" podał jednak, że zespół medyczny w swoim raporcie nie potwierdził tego faktu.
"Niemożliwe jest ustalenie jednoznacznego związku przyczynowo-skutkowego między posiłkami turniejowymi a zgłoszonymi ostrymi zaburzeniami żołądkowo-jelitowymi" - czytamy.
Podkreślono, że w przypadku sześciu kobiet "etiologia i źródła zakażenia są niepewne", a u dwóch panów zakażenie najprawdopodobniej miało miejsce poza turniejem.