Aryna Sabalenka (1. WTA) w trakcie turnieju w Madrycie broni mistrzowskiego tytułu. Tegoroczne zmagania rozpoczęła od zwycięstw w dwóch setach z Peyton Stearns (43. WTA) i Jaqueline Cristian (33. WTA). W walce o ćwierćfinał czekało ją jednak znacznie poważniejsze wyzwanie. Trafiła na byłą liderkę światowych list - prowadzoną przez Tomasza Wiktorowskiego - Naomi Osakę (15. WTA).
Japonka już raz w tym roku miała okazję zagrać przeciwko Białorusince. W IV rundzie Indian Wells przegrała 2:6, 4:6. Teraz jednak mecz rozpoczęła znacznie lepiej. Od początku nie oglądaliśmy w nim wielu długich wymian. Obie panie uderzały bardzo mocno i szybko kończyły akcje. Bez większych problemów utrzymywały przy tym własny serwis. Bliżej przełamania była Sabalenka, która przy stanie 1:1 miała break pointa. Osaka odpowiedziała jednak asem serwisowym i po chwili wyszła na prowadzenie.
28-latka była zresztą znakomicie dysponowana w polu serwisowym. Przy wyniku 3:2 miała już na koncie cztery asy. Mimo to pewniej swoje gemy serwisowe wygrywała Sabalenka. Trzy razy w pierwszej partii zwyciężała do zera. Przełamania nie się jednak nie doczekała i o losach seta zadecydował tie-break. A ten potoczył się dla niej fatalnie. Sabalenka zaczęła popełniać mnóstwo błędów i przegrywała w nim już 0:5. Przy swoim serwisie raz wyrzuciła piłkę na aut, a raz uderzyła w siatkę. Później co prawda trafiła na 1:5, ale po chwili Osaka odpowiedziała pięknym returnem, a przy piłce setowej Białorusinka znów uderzyła w aut.
Zobacz też: Koszmar Peguli w Madrycie! Wynik mówi sam za siebie
Wygrana Osaki w tie-breaku 7:1 była nie lada niespodzianką. Sabalenka musiała więc odrabiać straty w kolejnej partii. Rozpoczęła ją od pewnego zwycięstwa w pierwszym gemie do 15. Później zaś prowadziła 40:15, ale Japonka wyszła z opresji. W sumie obroniła trzy break pointy i po pasjonującej walce doprowadziła do remisu 1:1. Na domiar złego w kolejnym gemie Sabalenka sama dała się przełamać. W decydującym momencie trafiła w aut, a na jej twarzy pojawiła się wściekłość.
Sportowa złość najwyraźniej podziałała, bo liderka rankingu WTA zrewanżowała się błyskawicznie. Przy serwisie Osaki wygrała do zera i wyrównała. Chwilę później wyszła na prowadzenie 3:2. Potem mogła pójść nawet za ciosem. W kolejnym gemie prowadziła 40:30, ale zmarnowała break pointa. Choć następnie aż siedem razy doprowadzała do stanu równowagi, drugiej szansy już nie miała. Morderczy szósty gem padł ostatecznie łupem Osaki. To było jednak wszystko, na co stać było Japonkę w tej partii. Sabalenka dalej walczyła bardzo ambitnie. Pewnie zdobyła punkt przy własnym podaniu, a potem w końcu drugi raz przełamała. Do remisu w całym meczu brakowało jej więc jednego gema. Szybko dopięła swego, bo zwyciężyła wówczas do 15, a w całym secie 6:3. Drugą partię zakończyła asem serwisowym.
O losach awansu zadecydował trzeci set. Ten na początku był wyrównany, ale większą inicjatywę wykazywała Białorusinka. Pewnie wygrywała własne podania, czego nie można powiedzieć o Osace. Ta niemal w każdym gemie serwisowym miała problemy. W trzeciej odsłonie tej partii wyszła z opałów. W piątej znów znalazła się pod ścianą. Ba, przy stanie 15:40 aż rzuciła rakietą ze złości. I choć doprowadziła do stanu 40:40, z wielkim trudem powstrzymując emocje, to finalnie nie uratowała tego gema. Sabalenka ją przełamała i prowadziła już 3:2, a po chwili było 4:2. Siódma odsłona to kolejne gigantyczne problemy Japonki przy własnym serwisie. I tym razem również ich nie opanowała. Przegrywała już 2:5 i była o krok od porażki. Ta błyskawicznie nadeszła. Sabalenka wygrała własnego gema do 0 - 6:2. Mecz trwał aż dwie godziny i 22 minuty.
Aryna Sabalenka - Naomi Osaka 6:7(1), 6:3, 6:2
W ćwierćfinale zmierzy się z Hailey Baptise (32. WTA). Amerykanka w poniedziałek pokonała w IV rundzie Belindę Bencić (12. WTA) 6:1, 6:7(14:16), 6:3.