Hubert Hurkacz trwającego sezonu nie może zaliczy do udanych. Od Australian Open zanotował wstydliwą serię siedmiu porażek z rzędu. Najlepszym jego występem był awans do III rundy w Monte Carlo. Krótko trwała też jego przyda w Madrycie. Wrocławianin w I rundzie rozprawił się z Portugalczykiem Jaime Farią 6:3, 6:3, ale już w starciu z 9. w rankingu ATP Lorenzo Musettim musiał uznać wyższość rywala. Przegrał 4:6, 6:7 (4). Mimo odpadnięcia szybko powinniśmy go zobaczyć z powrotem na korcie.
Co prawda do turnieju ATP Masters 1000 w Rzymie pozostało jeszcze sporo czasu (ten rozpoczyna się 6 maja - red.), ale nasz tenisista nieco zmienił swoje plany startowe. A wszystko dzięki "dzikiej karcie", jaką otrzymał od organizatorów turnieju Sardegna Open, czyli zawodów rangi ATP Challenger 175 w Cagliari.
Oczywiście będą to zmagania nieco niższej rangi, w których Hurkacza dawno już nie oglądaliśmy. Jak odnotowano na oficjalnej stronie internetowej turnieju, dla naszego tenisisty będzie to pierwszy start w cyklu Challenger od siedmiu lat. - W tej kategorii turniejowej zdobył trzy tytuły singlowe - w Poznaniu i Breście w 2018 roku oraz w Canberze w 2019 roku - oraz dwa tytuły deblowe - przypomnieli organizatorzy.
Zobacz też: Świątek poddała mecz w Madrycie. Oto konsekwencje w rankingu WTA
Zawody na kortach w Cagliari rozpoczną się 28 kwietnia i potrwają do 3 maja. Ich zwycięzca wzbogaci się o 175 punktów do światowego rankingu. Pula nagród wynosi zaś raptem nieco ponad 272 tys. euro. Dla Huberta Hurkacza będzie to okazja do sprawdzenia się na tle nieco słabszych rywali i przetarcia ważniejszymi imprezami. Później czeka go wspomniany turniej w Rzymie, a następnie wielkoszlemowy Roland Garros.