Wszyscy wiedzieli, co się działo ze Świątek. Czegoś takiego nigdy nie przeżyła

Agnieszka Niedziałek
- Ręce swoje, nogi swoje - podsumowała w pewnym momencie komentatorka, opisując wielką bolączkę Igi Świątek w pierwszej fazie trzeciej rundy turnieju w Madrycie. Ale na niej kłopoty polskiej tenisistki się nie skończyły. Z czasem coraz bardziej uwagę zwracało uwagę niepokojące zachowanie faworytki, która skreczowała w meczu z Amerykanką Ann Li.
TENNIS-MADRID/
Fot. REUTERS/Ana Beltran

W pierwszym secie Iga Świątek podczas przerw w sobotnim meczu w Madrycie wydawała się bardzo skupiona. Jakby analizowała na bieżąco przebieg rywalizacji. Na początku trzeciej partii, siedząc na krzesełku, ukryła twarz w dłoniach. Wtedy jednak nie walczyła tylko z przeciwniczką, ale przede wszystkim z własnymi kłopotami, które nie pozwoliły jej dokończyć spotkania.

Zobacz wideo Iga Świątek podpisała kontrakt z gigantem. "Pierwsza Polka w historii"

Zaskakujące błędy Świątek. "Rzuca się to w oczy"

Czująca się jak ryba w wodzie na kortach ziemnych Świątek dwa lata temu wygrała prestiżowy turniej w Madrycie, a w 2023 roku dotarła do finału. Nawet w poprzednim, trudnym sezonie zatrzymała się dopiero na półfinale. Teraz, po raz pierwszy w karierze, nie dotarła tam nawet do 1/8 finału. Ale nie było to związane jedynie z jej grą.

- Trudno wytłumaczyć ten błąd – komentowała w Canal+ Joanna Sakowicz-Kostecka pod koniec drugiego seta zepsuty forhend Świątek.

A na początku kolejnej odsłony partnerujący jej za mikrofonem Dawid Celt zaczął się zastanawiać, czy aby Polka nie walczy z jakimiś dolegliwościami zdrowotnymi.

- Rzuca się w oczy ten brak energii – dodała Sakowicz-Kostecka.

Sytuacja chwilę potem się wyjaśniła, gdy po dwóch gemach Polka poprosiła w trybie pilnym o przerwę medyczną, podczas której mierzono jej m.in. ciśnienie. Wróciła jeszcze na kort, ale nie wytrwała na nim długo. Skreczowała przy stanie 6:7, 6:2, 0:3. Dopiero po raz trzeci w seniorskiej rywalizacji poddała spotkanie.

Celt i Sakowicz-Kostecka wcześniej kilkakrotnie zwracali uwagę na brak ożywienia po stronie wielkiej faworytki tego spotkania (na bazie wyliczeń sztucznej inteligencji Polce dawano 90 procent szans na zwycięstwo). Także w drugiej partii, gdy gra układała się wreszcie po jej myśli. A nie było tak od początku.

Wszystko miało zależeć od Świątek. "Widziałaś? Akcja-reakcja". Łzy na koniec

Choć prawie 26-letnia Li od jakiegoś już czasu należy do czołowej 40 światowego rankingu, to nie jest zbyt znaną postacią. Pozycję w rankingu budowała głównie dzięki dobrym wynikom w mniejszych turniejach touru. Tych, w których obsadzie nie ma najlepszych tenisistek. W ubiegłorocznym US Open po raz pierwszy i jedyny jak na razie dotarła do 1/8 finału w Wielkim Szlemie.

- Nie ma się specjalnie czym postawić Idze. Jest bardzo regularna, ale nie ma jednego uderzenia, które by ją wyróżniało. Iga będzie więc miała raczej czas na budowanie akcji. Od Igi będzie zależało, jak to będzie wyglądało – analizował Celt jeszcze przed pierwszą piłką sobotniego meczu, który był pierwszym pojedynkiem w karierze tych tenisistek.

Szybko jednak okazało się, że będąca czwartą rakietą świata Polka sama sobie utrudniała zadanie. Początkowo, tak jak w poprzedniej rundzie, notowała bardzo dużo niewymuszonych błędów. Komentatorzy zaś zwracali uwagę, że co chwilę widać u niej problemy z decyzyjnością.

- Całkowicie pogubiony rytm. Ręce swoje, nogi swoje – wskazywała Sakowicz-Kostecka.

Razem z Celtem tłumaczyli to jednym – brakiem zaufania do własnych wyborów Świątek. Ale też zaznaczali, że nie jest to zbyt zaskakujące, mając na uwadze, że Polka dopiero się stara się odzyskać regularność.

- Odbudować pewność siebie jest piekielnie trudno, a stracić można bardzo szybko – podsumował kapitan reprezentacji Polski w Pucharze Billie Jean King.

W pierwszym secie była liderka światowego rankingu zanotowała aż 23 niewymuszone błędy. Czyli o jeden więcej niż w całym poprzednim meczu. Choć właściwie można tu niemal postawić znak równości, bo czwartkowy pojedynek z Ukrainką Darią Snigur składał się jedynie z 15 gemów.

Jednocześnie początkowo w sobotę Świątek nie wykorzystała swoich szans. Takimi były choćby dwie piłki setowe przy prowadzeniu 6:5. Znów wracał też problem, który trapi Polkę już od poprzedniego sezonu. Nieraz zbyt szybko starała się kończyć akcje, strzelając po autach.

- Widziałaś? Akcja-reakcja – punktował Celt po zepsutym returnie niespełna 25-letniej zawodniczki w odpowiedzi na szybki serwis Li.

Wydawało się, że przegranie tej partii podziałało jak zimny prysznic, którego Świątek potrzebowała. Wielka szkoda, że potem doszedł jej dodatkowy przeciwnik w postaci własnego organizmu. W ten sposób Li zanotowała drugie w karierze zwycięstwo nad rywalką z Top10 (z takimi rywalkami ma bilans 2-10).

Polce, która opuściła kort zapłakana, pozostaje teraz w pierwszej kolejności życzyć szybkiego powrotu do zdrowia. A z odpowiedzią na pytanie o pierwsze sygnały poprawy gry u boku trenera Francisco Roiga trzeba wciąż jeszcze poczekać. Na razie pod okiem Hiszpana rozegrała zaledwie cztery mecze. W minionym tygodniu w Stuttgarcie odpadła w ćwierćfinale. Kibice sześciokrotnej triumfatorki turniejów wielkoszlemowych zapewne będą teraz mocno trzymać kciuki, by w Rzymie mogli ją obejrzeć w większym wymiarze.

Agnieszka Niedziałek
Więcej o: