Świątek prowadziła 5:0, a komentator alarmował. "Niepokojące"

Agnieszka Niedziałek
- "Co ja mam robić?" - to zdaniem komentatorów wyrażała początkowo mina bezradnej Darii Snigur. Reakcja Ukrainki po wygraniu pierwszego gema z Igą Świątek w drugiej rundzie turnieju w Madrycie tylko potwierdzała przepaść dzielącą obie tenisistki. Choć w pewnym momencie idąca jak burza Polka, która wygrała 6:1, 6:2, wpadła w turbulencje.
Fot. Violeta Santos Moura / REUTERS

Wydawać mogłoby się, że przy prowadzeniu 5:0 nie ma powodu do niepokoju. Ale właśnie przy tak dużej przewadze Igi Świątek w meczu inaugurującym jej tegoroczny występ w Mutua Madrid Open komentator Canal+ Żelisław Żyżyński zwrócił uwagę na to, co działo się po stronie Polki. Choć wynik końcowy pierwszego w karierze pojedynku tych zawodniczek odzwierciedlił fakt, że tenisowo są w dwóch różnych światach.

Zobacz wideo Ojciec Igi Świątek nie wytrzymał! Ostry wpis. "Miał rację"

Świątek prowadziła już 5:0. Reakcja Ukrainki i jej ojca mówiła wszystko

Po 28 minutach gry 98. w światowym rankingu Snigur wzniosła triumfalnie rękę z zaciśniętą pięścią. A siedzący w jej boksie ojciec Serhij, który jest też jej szkoleniowcem, odpowiedział podobnym gestem. 24-letnia zawodniczka, która na co dzień trenuje w Warszawie, właśnie wtedy - przy stanie 0:5 - uniknęła przegrania seta do zera. A w rywalizacji ze Świątek w ostatnich latach podobną radość prezentowało wiele innych tenisistek. Nieraz wyżej notowanych i bardziej ogranych w tourze niż Ukrainka. 

Trudno się dziwić tej reakcji czwartkowej przeciwniczki Polki. Już po dziewięciu minutach przegrywała 0:3. A po kolejnych zagraniach faworytki kręciła tylko ze smutkiem głową, patrząc pytającym wzrokiem na ojca.

- To taka rotacja, że ma się wrażenie, iż wyłamuje rakietę z rąk – tłumaczyła trudność rywalizacji przeciwko Świątek partnerująca za mikrofonem Żyżyńskiemu Klaudia Jans-Ignacik.

Po chwili ze śmiechem skwitowała zaś minę kwalifikantki, której w treningach pomaga też na co dzień Dawid Celt.

- Co ja mam robić? – tak była tenisistka podsumowała to, co wyrażała mimika Snigur.

A Żyżyński zwracał uwagę na przepaść, jaka dzieli obie zawodniczki pod względem szybkości poruszania się po korcie.

Świątek wyciągnęła pomocną dłoń. A potem ją zabrała

Ukrainka, która zaledwie cztery razy była w głównej drabince Wielkiego Szlema, początkowo też sama ułatwiała zadanie sześciokrotnej triumfatorce tych najbardziej prestiżowych tenisowych zmagań.

Komentatorzy przypominali wtedy nie tylko o tym, jak trudno się rywalizuje ze Świątek na "mączce", ale i o tym, że Snigur w środę stoczyła wyczerpujący fizycznie i emocjonalnie pojedynek z Darią Kasatkiną. Trzysetowy pojedynek z reprezentującą Australię Rosjanką trwał niemal dwie i pół godziny.

O ile na początku jednak w czwartek Ukrainka sama pomagała Polce, to potem i ta wyciągnęła pomocną dłoń do niej. - Niepokojąca jest duża liczba niewymuszonych błędów – zwracał uwagę Żyżyński przy prowadzeniu Świątek 5:0.

Czy było to związane ze specyfiką pierwszego meczu w danym turnieju? Czy Polka – jak sugerowała Jans-Ignacik – wobec dużej przewagi testowała nowe rozwiązania? Czy może po prostu chwilowo uciekła jej koncentracja przy dużej przewadze? Trudno to jednoznacznie stwierdzić. Być może wszystkie te elementy się tu złożyły. Do tego też Snigur chyba mogła poczuć, że nie ma już nic do stracenia i zaczęła grać skuteczniej.

Turbulencje po stronie Świątek były odczuwalne jeszcze na początku drugiego seta. Pierwszego gema oddała wtedy po czterech niewymuszonych błędach. Łącznie w całym spotkaniu zanotowała ich aż 22. Tyle co Snigur. I przy 16 uderzeniach wygrywających. Na szczęście, dla siebie i jej kibiców, niespełna 25-letnia zawodniczka w porę cofnęła tę pomocną dłoń.

Trudno mówić tu na razie o poważnych powodach do niepokoju, mając na uwadze, że było to otwarcie turnieju dla Świątek. I że trudno uznać ten mecz za miarodajny test. Ale z pewnością wciąż widać, że na efekty pracy z trenerem Francisco Roigiem trzeba jeszcze poczekać. Polka mówiła o tym już na koniec ubiegłotygodniowego występu w Stuttgarcie, gdy odpadła w ćwierćfinale. Wtedy nie sprostała dziewiątej na liście WTA Marii Andriejewej 6:3, 4:6, 3:6. W pewnym momencie, gdy Rosjanka opanowała buzujące w niej wielkie emocje, to była pierwsza rakieta świata nie była w stanie jej się przeciwstawić. I po raz szósty z rzędu przegrała z rywalką z Top10.

Na konfrontację z tenisistką ze ścisłej światowej czołówki w stolicy Hiszpanii Polka musi jeszcze zaczekać. O awans do 1/8 finału zagra ze zwyciężczynią amerykańskiego meczu między Ann Li (34. WTA) i Alycią Parks (84.).

Agnieszka Niedziałek
Więcej o: