Sport.pl+

Relacja skośna. Czy Daria Abramowicz łamie zasady w pracy z Igą Świątek?

Dariusz Wołowski
Daria Abramowicz i Iga Świąek
fot. Artur Widak/NurPhoto via Getty Images

Iga Świątek nie jest dobrem narodowym, ani własnością wszystkich Polaków. Jest szefową własnej firmy i może podejmować decyzje, jakie chce. Co nie znaczy, że jej relacje z psycholog Darią Abramowicz nie mogą wywoływać niepokoju - pisze Dariusz Wołowski, autor Sport.pl.

O nieszablonowej współpracy sportsmenki z psycholożką, porozmawiałem - bez włączania dyktafonu - z jednym z doświadczonych psychologów sportu. Byłem ciekaw, co o relacji Igi Świątek i Darii Abramowicz sądzi ktoś z branży. 

Usłyszałem, że na początku Abramowicz zrobiła dla Świątek wiele dobrego: nie tylko dla niej jako tenisistki, ale także dla promocji roli, jaką w zawodowym sporcie może odgrywać trener mentalny. To fakt, któremu zaprzeczyć trudno.

Tyle że, według mojego rozmówcy, od jakiegoś czasu Abramowicz łamie zasady obowiązujące w zawodzie psychologa sportowego. I to może niepokoić. 

Jane zasady psychologii sportu

To tak zwana relacja skośna: ktoś o większym autorytecie, doświadczeniu i wiedzy (czyli psycholog), ma wspierać kogoś, kto ma je mniejsze (czyli sportowca). Uczyć go jak reagować w sytuacjach stresowych, ale bez uzależniania od siebie i przywiązywania na stałe.

Tymczasem Abramowicz współpracuje z najlepszą polską tenisistką ponad siedem lat i nie zanosi się, by Iga mogła się bez niej obejść. Co więcej: sportsmenka i jej psycholog spędzają wspólnie 300 dni w roku, bo Abramowicz jest w boksie Świątek w zdecydowanej większości turniejów, ale nie tylko: obie wyjeżdżają też  razem na wakacje. 

Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! "Bardzo jej ufa"

To oczywiście wzbudza wiele dyskusji. Zadałem jednak mojemu rozmówcy pytanie: - Z jakiej racji ktoś z zewnątrz miałby ingerować w decyzje Świątek z kim i na jakich zasadach współpracuje? Przecież Iga nie jest własnością wszystkich Polaków, dobrem narodowym, ale szefową własnej firmy, którą sama zbudowała.

W odpowiedzi usłyszałem, że w psychologii sportowej powinny istnieć określone zasady. 

Psycholog to ta osoba w sztabie, która z założenia powinna stać w cieniu. Służyć radą, ale nie ulegać pokusie ingerowania w zbyt wiele obszarów funkcjonowania zawodnika lub zawodniczki. Nie może przekraczać ściśle określonych granic, bo przestaje być trenerem mentalnym, a staje się na przykład menedżerem lub szefem sztabu szkoleniowego.

Sytuacja jest o tyle delikatna, że ani ja, ani mój rozmówca nie chcemy się podpisywać pod hejtem, który spada na Abramowicz, szczególnie po przegranych meczach Świątek. Obarczanie winą pani psycholog za każde niepowodzenie tenisistki jest tak samo absurdalne i nieuzasadnione, jak twierdzenie, że Polka wygrała sześć turniejów wielkoszlemowych wyłącznie dzięki pracy z Abramowicz.

Celna rada Dawida Celta

Jest też inny aspekt sprawy, który podkreśla mój redakcyjny kolega Radek Leniarski. On uważa, że nagonka na Abramowicz jest w dużym stopniu skutkiem seksistowskiej wizji świata i sportu, w którym dwie kobiety osiągające globalny sukces budzą zawiść.

Tak naprawdę Świątek już w wieku 24 lat osiągnęła w tenisie wszystko. Krytycy Abramowicz byli cicho, gdy w poprzedniej edycji Wimbledonu polska mistrzyni oddała rywalkom w półfinale i finale dwa gemy. Iga cztery razy wygrała Roland Garros, raz US Open i WTA Finals. Tylko w Australian Open nie grała dotąd w wielkim finale. Spędziła na pierwszym miejscu w rankingu WTA 125 tygodni, co daje jej siódme miejsce w historii.

To wszyscy wiedzą, ale zapominają po każdej porażce Igi. Co więcej: ona sama zapomina, skupiona na tym co przed nią. Wciąż ma ogromny głód sukcesu, w wywiadzie z Radkiem Leniarskim powiedziała, że znów chciałaby być tą ścianą, od której odbijają się piłki i rywalki.

Jak każdy kibic życzę tego polskiej mistrzyni. Moją uwagę zwróciły jednak słowa Dawida Celta, kapitana polskiej drużyny w Pucharze Federacji, który stwierdził, że fajnie by było dostrzec u Igi radość z jej wielkich sukcesów, a nie tylko żal i frustrację po porażkach. Już teraz jest mocną kandydatką do tytułu sportsmenki wszech czasów w Polsce. Żaden rodak przed nią nie wygrał turnieju wielkoszlemowego w singlu, żaden nie był liderem światowego rankingu.

Po igrzyskach w Soczi Adam Małysz powiedział o dwukrotnym mistrzu olimpijskim Kamilu Stochu: "on już niczego nie musi". I pewnie miał rację. Stoch wzruszył na to ramionami i zdobył trzecie złoto w Pjongczangu, a od 2014 roku i pamiętnych igrzysk w Rosji wygrywał przez kolejną dekadę. Życzmy Idze tego samego, z zastrzeżeniem, że nie musi popadać w rozpacz po każdym słabszym meczu.

Hejt wobec sportowca o tak niezaprzeczalnych i bezdyskusyjnych osiągnięciach to Himalaje absurdu. Co nie znaczy, że o formie Igi, powodach jej kłopotów na korcie nie wolno dyskutować. Dlatego postanowiłem zacytować opinię psychologa sportowego na temat pracy Abramowicz. Wielu specjalistów tego zawodu uważa zresztą podobnie. Co nie zmienia faktu, że to Świątek będzie decydowała z kim i na jakich zasadach współpracuje, a cała reszta niech zada sobie pytanie, czy wie o jej relacji z Abramowicz wystarczająco dużo, by w ogóle zabierać głos na ten temat.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...