Tylko siedem gemów straciła Veronika Podrez w kwalifikacjach do WTA 250 w Rouen. Po raz pierwszy w karierze udało jej się awansować do głównej drabinki. Losowanie nie było dla niej łaskawe, a mimo to poradziła sobie z nim śpiewająco. Pokonała Sloane Stephens, Elisabettę Cocciaretto i Katie Boulter. W półfinale czekało na nią kolejne spore wyzwanie, ale... nie musiała się z nim mierzyć.
Rywalką Podrez miała być Sorana Cirstea, turniejowa "2". Miała, bo do tego starcia nie dojdzie. W mediach pojawiła się informacja o rezygnacji Rumunki. Oddała spotkanie walkowerem z powodu kontuzji. Co to oznacza dla Ukrainki? Bezpośredni awans do finału!
To wielki sukces w jej karierze, który zapewni jej również gigantyczny skok w rankingu WTA. Przed startem turnieju była 209. A teraz? W zestawieniu na żywo jest 147. Niżej nie spadnie, a w niedzielę może awansować jeszcze mocniej. Maksymalnie Rouen może opuścić na 126. miejscu w rankingu.
By tak się stało, musi stoczyć siostrzany pojedynek i go wygrać. W finale jej rywalką będzie bowiem Marta Kostjuk. To turniejowa "1" i zdecydowanie największe wyzwanie na drodze Podrez w tej imprezie, a kto wie, pewnie i w karierze. Starsza z Ukrainek rozgrywa solidny sezon. Na koncie ma m.in. finał z Brisbane. Tam musiała uznać wyższość Aryny Sabalenki.
Zobacz też: Jest reakcja Roland Garros po słowach Świątek. Ogłaszają zmiany.
Ewentualne zwycięstwo 19-latki będzie ogromną sensacją, ale do tych w Rouen młoda zawodniczka nas już przyzwyczaiła. "Być może jesteśmy świadkami narodzin nowej gwiazdy tenisa. Veronika Podrez - warto zapamiętać to nazwisko. Ukrainka, wychowana we Francji, zaskoczyła kibiców i ekspertów tenisa. (...) Gra odważny, pozbawiony kompleksów tenis. Właśnie przeżywa najlepszy czas w swojej krótkiej karierze. (...) Pokazała, że w debiucie w cyklu WTA Tour nie ma dla niej rzeczy niemożliwych" - pisał Jacek Hafka ze Sport.pl.