- Jesteśmy stworzeni do tego, żeby obserwowano nas podczas gry i w mediach. To nasza praca. Nie jest nią z kolei zostanie memem, gdy zapomnisz o zabraniu akredytacji. To na pewno zabawne dla ludzi, bo mają o czym rozmawiać. Z kolei nie sądzę, żeby nam było to potrzebne - dodawała, a podobnie do sprawy podchodzi m.in. Coco Gauff (3. WTA), nagrana w Melbourne, gdy doszczętnie demoluje rakietę po klęsce z Eliną Switoliną (7. WTA), jak również Jessica Pegula (5. WTA). Ich głosy zostały wysłuchane.
Podczas niedawnej konferencji prasowej pytanie o to dostała Amelie Mauresmo, dyrektorka Roland Garros. Ogłosiła ona, że w Paryżu dostęp obiektywów do zawodników będzie ograniczony. - Gracze potrzebują prywatnej przestrzeni, to coś, co się nie zmienia. Kamery nie będą miały (pełnego - red.) dostępu - powiedziała (cytat za: abc.net.au).
Francuzka zdradziła też, że nie ma w planach organizacji wydarzenia takiego jak "AO 1 point Slam", gdzie mecze toczyły się do jednego punktu, a zwycięzca (amatorski gracz Jordan Smith) zgarnął milion dolarów. - Naszą ambicją nie jest powtarzanie wszystkiego, co zrobiono gdzie indziej. To nie jest coś, co pasuje do nas, do wizerunku Roland Garros - podkreśliła.
Zobacz także: 19-latka największą sensacją kobiecego tenisa. Debiut jak z bajki
Co do kamer, to Iga Świątek, Coco Gauff oraz inne gwiazdy rewolucji nie mają co spodziewać się w innym Wielkim Szlemie. "Wimbledon poinformował zawodników, że nie będzie wprowadzał żadnych zmian w ustawieniach kamer podczas tegorocznych mistrzostw, pomimo sprzeciwu wobec dostępu do kamer za kulisami Australian Open" - przekazały brytyjskie media już w lutym.