"W minioną sobotę Marketa Vondrousova wróciła na kort po niemal trzech miesiącach przerwy. Wystąpiła w deblowym spotkaniu w ramach kwalifikacji do finałów Billie Jean King Cup. Z kolei w najbliższych dniach miała znów wystartować w zmaganiach singlowych, tym razem indywidualnie, nie dla drużyny narodowej. Zgłosiła się do WTA 250 w Rouen. Wiązała z tym turniejem spore nadzieje, ale już wiadomo, że ich nie spełni" - pisała Agnieszka Piskorz ze Sport.pl.
Vondrousova musiała wycofać się z rywalizacji we francuskim turnieju z powodów zdrowotnych. Nie wiadomo, czy Czeszka znów zmaga się z urazem barku, ale to kolejna jej rezygnacja w krótkim czasie. W ciągu ostatnich dwóch lat 26-latka trzykrotnie kreczowała, trzykrotnie oddawała mecze walkowerem, a w rankingu WTA wyraźnie spada. Aktualnie zajmuje 45. miejsce.
Była mistrzyni Wimbledonu jednak może mieć teraz dużo poważniejsze problemy, przez które na powrót na kort czekałaby dużo dłużej. Wprawdzie Vondrousova planuje wystąpić w tysięczniku w Madrycie, ale jej plany mogą zostać pokrzyżowane przez potencjalne zawieszenie, które mogłoby potrwać nawet cztery lata.
Czeska tenisistka i jej prawnik Jan Exner za pośrednictwem portalu iSport.cz opisali sytuację, za którą 26-latce grozi kara. 3 grudnia ubiegłego roku 26-latka nie wpuściła do mieszkania kontrolera antydopingowego i nie oddała próbki. Jak twierdzi Vondrousova, komisarz niemieckiej komisji nie zachował się zgodnie z procedurami.
Na ten moment nie wiadomo, jak potoczą się losy Markety Vondrousovej. Gdyby jednak została zawieszona, mówilibyśmy o kolejnej głośnej aferze dopingowej w kobiecym tenisie. Problemy z tego tytułu miewały Iga Świątek czy Simona Halep.
Zobacz też: Tak Andriejewa nazwała Świątek tuż przed meczem. Pierwsze takie spotkanie