Po 20 minutach rywalka Świątek nie wytrzymała. Polka tylko patrzyła

Agnieszka Niedziałek
Zaczęło się od mocnego bicia się po nodze po błędzie, a potem Mirra Andriejewa jeszcze wiele razy dawała się porwać emocjom w ćwierćfinale turnieju w Stuttgarcie z Igą Świątek. Ale będąca złotym dzieckiem światowego tenisa Rosjanka w porę uporała się z powracającymi demonami, które jeszcze niedawno były też bolączką Polki. I m.in. dlatego wygrała 3:6, 6:4, 6:3, przekreślając szanse Świątek na wyczekiwany od miesięcy przełom.
Mirra Andriejewa
Fot. RONALD WITTEK, PAP/EPA

Nieco ponad miesiąc temu kibice oglądający mecz Mirry Andriejewej w Indian Wells byli świadkami ataku furii tej - wesołej i sympatycznej na co dzień - niespełna 19-letniej zawodniczki. W piątkowym pojedynku z Igą Świątek w Stuttgarcie nie było aż tak gorąco, ale przy dziewiątej tenisistce świata będąca czwartą rakietą globu Polka była przeważnie oazą spokoju. Jak się ostatecznie okazało, aż za dużą.

Zobacz wideo Bogusław Leśnodorski finansował karierę Igi Świątek? "To on polecił Darię"

Bicie się po udzie, rzucanie rakietą, krzyki i ironiczny kciuk w górę. Emocjonalna burza w głowie rywalki Świątek 

Nie jest całkowitym przypadkiem, że Adriejewa wygrała dwa poprzednie pojedynki ze Świątek. Już od kilku lat wiadomo, że w młodziutkiej Rosjance drzemie olbrzymi potencjał, którego nieraz dawała już próbkę. M.in. właśnie wiosną ubiegłego roku, triumfując w Dubaju i Indian Wells, gdy pokonała w drodze po tytuł Polkę. Ale też trzeba otwarcie przyznać, że trafiła wtedy na czas, w którym gra Polki pozostawiała sporo do życzenia. A ostatnio, kiedy Świątek trenowała pod okiem nowego trenera Francisco Roiga, nastolatka z Rosji triumfowała na kortach ziemnych w Linzu.

Początek spotkania wyraźnie pokazał, która z zawodniczek jest już bardziej ograna na "mączce". Andriejewa była skuteczniejsza, co zaowocowało prowadzeniem 2:0. W czwartym gemie popisała się wysmakowanym skrótem, po którym z satysfakcją spojrzała w kierunku swojej trenerki, Conchity Martinez.

Słynna przed laty tenisistka tworzy barwny duet z Rosjanką. Ta ostatnia nieraz po sukcesach żartobliwie dogryza Hiszpance, ale też bardzo często – już z pełną powagą - podkreśla jej zasługi. Zwyciężczyni Wimbledonu 1994 z właściwą sobie cierpliwością znosi emocjonalne burze podopiecznej, które nieraz są elementem występów 19-latki.

W piątek taka burza zaczęła się w piątym gemie, po ok. 20 minutach gry. To wtedy po jednym z błędów Andriejewa biła się mocno po udzie. Chwilę później, po kolejnym, uderzyła ze złością rakietą o kort. W dalszej części tego seta były jeszcze krzyki, machanie rękami i rzut rakietą. Rosjanka znana jest z tego, że bardzo frustruje się pomyłkami i to wyraźnie utrudnia jej utrzymanie stabilności gry. Na jej tle w tej części spotkania Świątek była zdecydowanie bardziej opanowana. Owszem, zdarzały jej się błędy, po których machała zniechęcona ręką, ale nie pozwoliła, by negatywne emocje ją zdominowały. Czasem wystarczyło, by przebiła piłkę na drugą stronę i czekała na błąd przeciwniczki. Jeszcze kilka tygodni temu była to recepta na sukces rywalek zdobywczyni sześciu tytułów wielkoszlemowych.

Choć i tak zachowanie Rosjanki było tym razem spokojniejsze niż choćby w trzeciej rundzie wspomnianego już turnieju w Indian Wells. Broniąca tytułu nastolatka nie radziła sobie wtedy z presją i oczekiwaniami w spotkaniu z Czeszką Kateriną Siniakową. Rzucała rakietą, wulgaryzmami w kierunku publiczności, a w pewnym momencie nawet nakazała trenerce i reszcie osób z jej boksu opuszczenie trybun.

Świątek w kluczowym momencie tylko patrzyła. Czarna passa trwa

W ćwierćfinale w Stuttgarcie Rosjanka zdecydowanie lepiej poradziła sobie z zalewem emocji. To ona lepiej wytrzymała pod tym względem kluczowe momenty spotkania. Co prawda jeszcze na początku decydującej partii, gdy straciła podanie, pokazała ironicznie w stronę swojego boksu wyciągnięty w górę kciuk, ale potem po raz kolejny w tym meczu opanowała burzę, szalejącą w jej głowie. Efekt: nie tylko uchroniła się przed przegrywaniem 0:3 w trzecim secie, ale potem wyszła na prowadzenie 5:2.

O ile w pierwszym secie Świątek można było chwalić za spokój, potem pojawił się u niej pewien marazm. Już w minionych miesiącach zwracano uwagę, że nie potrafi się przeciwstawić rywalce, gdy ta jest na fali. Tak samo było w decydującej odsłonie ćwierćfinału w Stuttgarcie, gdzie Polka w przeszłości triumfowała dwukrotnie. A tym, co rzucało się w oczy, był fakt, że Andriejewa wykazywała więcej waleczności, ale też po prostu była lepsza tenisowo. Szczególnie jeśli chodzi o skuteczność serwisu.

Tym samym trwa zła passa Świątek w meczach z rywalkami z top 10. W piątek przegrała szóste takie spotkanie z rzędu, a z 10 ostatnich rozstrzygnęła na swoją korzyść zaledwie dwa.

Ostatnie 10 meczów Igi Świątek przeciwko rywalkom z Top10:

  • Mirra Andriejewa (9. WTA), ćwierćfinał w Stuttgarcie, 6:3, 4:6, 3:6
  • Elina Switolina (9.), ćwierćfinał w Indian Wells, 2:6,6:4,4:6
  • Jelena Rybakina (5.), ćwierćfinał Australian Open, 5:7, 1:6
  • Coco Gauff (4.), półfinał United Cup, 4:6, 2:6
  • Jelena Rybakina (6.), WTA Finals, 6:3, 1:6, 0:6
  • Amanda Anisimova (4.), WTA Finals, 7:6, 4:6, 2:6
  • Madison Keys (7.) WTA Finals, 6:1, 6:2
  • Jasmine Paolini (8.), ćwierćfinał w Wuhan, 1:6, 2:6
  • Amanda Anisimova (9.), ćwierćfinał US Open, 4:6, 3:6
  • Jasmine Paolini (8.), finał w Cincinnati, 7:5, 6:4

Świątek wciąż pozostaje bez awansu do półfinału w tym sezonie. Przed turniejem w Stuttgarcie mówiła, że cierpliwie czeka na efekty rozpoczętej niedawno współpracy z Roigiem. Oby jednak niedługo pojawiło się jakieś światełko w tunelu.

Agnieszka Niedziałek
Więcej o: