Dlatego Świątek przegrała z Andriejewą. To było widać nawet z trybun

Dominik Senkowski
Iga Świątek przegrała z Mirrą Andriejewą 6:3, 4:6, 3:6 w ćwierćfinale turnieju w Stuttgarcie. Polka grała dużo spokojniej niż w poprzednich meczach, ale to nie pozwoliło jej wygrać pierwszy raz od listopada 2025 z rywalką z top 10 rankingu. Przez moment jej mecz oglądała z trybun zaniepokojona Karolina Muchowa, a publiczność do końca wspierała Polkę.
Iga Świątek
Fot. RONALD WITTEK, PAP/EPA

To był poważny sprawdzian dla Igi Świątek na wielu polach. W Stuttgarcie rozgrywała pierwszy turniej za kadencji nowego trenera Francisco Roiga, także pierwszy na mączce w tym sezonie. Dodatkowo Polka od listopada nie wygrała meczu z rywalką z top 10 rankingu, a w piątek zmierzyła się z rozpędzoną Mirrą Andriejewą - dziewiątą rakietą świata, która wygrała dwa ostatnie mecze z naszą tenisistką wiosną ubiegłego roku.

Zobacz wideo Iga Świątek podpisała kontrakt z gigantem. "Pierwsza Polka w historii"

Początek meczu nie ułożył się dobrze dla Świątek. Szybko została przełamana i przegrywała 0:2. Grała nerwowo, popełniała kolejne błędy. Zawodził ją także serwis.

Spokój mimo złego startu

Tuż przed ćwierćfinałowym spotkaniem z Andriejewą byłem w Stuttgarcie na treningu Polki, na którym pod koniec ćwiczyła wyłącznie podanie. Wychodziło jej wtedy nieźle, skuteczność serwisową doceniał także trener Roig, chwaląc Polkę. Czym innym są jednak warunki treningowe, a czym innym oficjalny mecz, gdy pojawia się presja i rywalka po drugiej stronie siatki.

Rosjanka wyglądała pewniej w trakcie wymian. Jedną z nich, składającą się z kilkudziesięciu uderzeń, zakończyła efektownym skrótem, po czym otrzymała gromkie brawa od kibiców. Jednak po chwili jej gra zacięła się. Zaczęła rosnąć liczba błędów nastolatki, pierwszy raz bezradnie rozłożyła ręce, patrząc w kierunku trenerki Conchity Martinez.

Świątek ze stanu 0:2 wyszła na 3:2. To zasługa spokoju, jakim epatowała mimo słabszego początku. W przeciwieństwie do ostatnich spotkań za kadencji Wima Fissette’a, starała się nie przejmować pomyłkami i skupiać na każdym kolejnym punkcie. Poprawiła także celownik z bekhendu, a po jednym z takich uderzeń efektownie minęła stojąca przy siatce Andriejewą. Kibice wstali wtedy na moment z miejsc, a niemiecki dziennikarz siedzący obok mnie złapał się za głowę z wrażenia. To był bardzo ważny gem, który trwał aż 18 punktów i pozwolił Polce pierwszy raz wyjść na prowadzenie.

Czuć było, że nasza tenisistka zaczyna zyskiwać przewagę na korcie. Jej forhend wyglądał stabilniej, starała się go grać nie tak płasko, ale z większym topspinem, co na żywo robi jeszcze większe wrażenie niż w telewizji. Z wysokości trybun mogłem przyjrzeć się, jak dzięki zakrzywionemu torowi lotu piłki Świątek może uderzać mocniej, nie ryzykując przy tym autu tak bardzo, jak przy płaskich uderzeniach. Gdy zaczęła także lepiej serwować, od razu mecz układał się korzystniej.

Z kolei Andriejewej z minuty na minutę coraz częściej puszczały nerwy. W ostatnich miesiącach nieraz wyładowywała złość na rakiecie, trenerce lub kibicach. W piątek pod koniec pierwszej partii rzuciła sprzętem o ziemię, ale nie aż tak mocno, jak potrafi, a następnie zaczęła spierać się z Martinez, gestykulować intensywnie w jej kierunku. Od stanu 2:0 wygrała tylko jednego z sześciu gemów i przegrała partię 3:6.

Nasza tenisistka mogła liczyć na spore wsparcie publiczności. Niemcy doceniają jej występy, jako dwukrotnej już mistrzyni tej imprezy (2022-23). Ponadto, z racji odległości z Polski, do Stuttgartu co roku przyjeżdża sporo Polaków. Nie inaczej jest w tym roku. Polskie flagi dominowały na trybunach, a kibice głośno wspierali ulubienicę: "Iga, Iga". 

Muchowa patrzyła na mecz Świątek

W ostatnich miesiącach Iga Świątek wielokrotnie po wygranym pierwszym secie obniżała poziom gry i ostatecznie przegrywała spotkania. Można było się obawiać, czy w ćwierćfinale z Mirrą Andriejewą nie powtórzy się taka sytuacja. Tym bardziej, że początek drugiej partii, podobnie jak pierwszej, zaczął się od 0:2. Obok mnie przeszła wtedy, udając się na swoją konferencję prasową, Karolina Muchowa. Czeszka przystanęła i przyglądała się spotkaniu Świątek - Andriejewa z zaniepokojoną miną. Muchowa w piątek awansowała do półfinału, po ograniu pierwszy raz w karierze Coco Gauff 6:3, 5:7, 6:3.

Rosjanka prowadziła 3:1, ale znów straciła przewagę przełamania. Grała "falami", efektowne zagrania przeplatała błędami. Polka zaś pozostawała spokojna, nawet w najtrudniejszych momentach. Nie było widać z jej strony gestów irytacji, a w zamian po obronie kolejnego break pointa i wyrównaniu na 4:4 zacisnęła mocno pięść, patrząc na swojego nowego trenera. 

Więcej nerwowych reakcji widzieliśmy po stronie Mirry Andriejewej, ale to ona w końcówce okazała się lepsza. Przy swoim gemie popisała się kapitalnym lobem obronnym, a na koniec wolejem, który pozwolił jej wyjść na 5:4. Po chwili było już 6:4, gdy winnerem z returnu zamknęła drugą partię. W ostatnich kilku akcjach młoda Rosjanka ryzykowała i wszystko trafiała. Część kibiców oszalała z radości, że spotkanie potrwa dłużej. 

Czytaj także: Cyrk w Ekstraklasie

W przerwie, czego nie pokazały kamery, Świątek udała się do toalety, a Andriejewa podbiegła do niższej części trybun, gdzie zeszła jej trenerka i przez kilka chwil intensywnie dyskutowały o przebiegu gry. Martinez próbowała uspokoić podopieczną, która mimo wygrania seta nadal sprawiała wrażenie podenerwowanej. 

Andriejewa w półfinale

Po powrocie na kort Iga Świątek przełamała szybko Mirrę Andriejewą, wyglądała pewniej w wymianach. Miała nawet break pointa na 3:0 i piłkę w górze, ale zdecydowała się na lżejsze zagranie, a rywalka przeszła do ataku i obroniła się. Za moment Rosjanka doprowadziła do 2:2, popisując się kolejnym genialnym skrótem, po którym tylko spojrzała w kierunku swojej trenerki. Publiczność ożywiła się, doceniając klasę zagrania w kluczowym fragmencie meczu. 

Od połowy trzeciego seta Świątek znacznie obniżyła poziom, a w siódmym gemie pierwszy raz pokazała większe nerwy, rozkładając ręce po kolejnym błędzie. Kibice do końca dopingowali naszą tenisistkę, namawiając ją do walki, ale na więcej tego dnia nie było Polkę stać. Przegrała 6:3, 4:6, 3:6. Kolejny raz w tym sezonie schodzi z kortu pokonana mimo wygranej pierwszej partii.

Po tej przegranej Iga Świątek może już przygotowywać się do turnieju rangi WTA 1000 w Madrycie. Zawody w Hiszpanii rozpoczynają się 21 kwietnia. W Stuttgarcie w półfinałach Karolina Muchowa zagra z Eliną Switoliną, a Mirra Andriejewa z Jeleną Rybakiną lub Leylah Fernandez.

Dominik Senkowski
Więcej o: