Zaledwie kilka tygodni po rozstaniu z Igą Świątek, Wim Fissette dopisał do swojego CV kolejny wielki sukces. Choć mało kto dawał Belgijkom szanse w starciu z USA, pod wodzą Fissette'a wygrały mecz i zameldowały się w finałowym turnieju Billie Jean King Cup. Trener udowodnił, że potrafi budować zwycięski zespół niemal z niczego. - Kapitan odegrał w tym sukcesie kluczową rolę - słyszymy od belgijskich ekspertów.
Pod koniec marca Iga Świątek ogłosiła zakończenie współpracy z Wimem Fissettem. Belg od kilku sezonów jest też kapitanem reprezentacji Belgii w Billie Jean King Cup i właśnie sprawił jedną z największych niespodzianek tegorocznych eliminacji kobiecych drużynowych rozgrywek, odprawiając Amerykanki.
Sukcesy drużynowe
Belgia wygrała Fed Cup 2001 (dawny Billie Jean King Cup), ale lata świetności w kobiecym tenisie, z Justine Henin i Kim Clijsters, ma dawno za sobą. Ale triumf w starciu eliminacyjnym z USA (3:1) nie jest dziełem przypadku, ale elementem szerszego zjawiska, jak twierdzi dziennikarz Christophe Moons z redakcji Tennisplaza.
- W ciągu ostatnich kilku miesięcy naprawdę poczuliśmy, że tenis w Belgii przeżywa odrodzenie i zyskuje na popularności zarówno w mediach, jak i wśród fanów. Mamy talenty, jak Zizou Bergs czy Raphaël Collignon, Elise Mertens wracającą na szczyt rankingu debla, oraz młodzież: Alexandra Blockxa czy Hanne Vandewinkel. To nowa generacja i nowa wibracja belgijskiego tenisa - analizuje Moons.
Ekspert podkreśla, że awans do turnieju finałowego w Shenzhen to ukoronowanie świetnej passy. Belgowie niedawno błysnęli w Davis Cup oraz United Cup - w styczniu w tych drugich rozgrywkach dotarli do półfinału. Z kolei awans w BJKC smakuje wyjątkowo, bo droga do elity była wyboista.
- Fakt, że wróciliśmy do finałów, mówi wiele. Jeszcze kilka lat temu musieliśmy walczyć kilka poziomów niżej - dodaje Moons.
Fissette jako architekt
W sukcesie Belgijek kluczową rolę odegrał kapitan. Wim Fissette, znany wcześniej z pracy z takimi gwiazdami jak Naomi Osaka, Wiktoria Azarenka czy Angelique Kerber, w reprezentacji musiał zmierzyć się z innym wyzwaniem: jak z grupy bez większych gwiazd wycisnąć 150 procent możliwości.
Według Filipa Dewulfa, byłego świetnego tenisisty (m.in. półfinalista Roland Garros 1997), a dziś dziennikarza, to właśnie Fissette był "świeżym powiewem", którego drużyna potrzebowała.
- To pierwszy wielki sukces Wima jako kapitana. Zaczął kilka lat temu z bardzo młodym zespołem i ta zmiana sprawiła, że nawet Elise Mertens ponownie zainteresowała się występami w barwach narodowych, co wcześniej nie było normą - mówi nam Dewulf.
Podobnego zdania jest Christophe Moons, który wskazuje na psychologiczne aspekty pracy Fissette’a. - Myślę, że kapitan taki jak Wim, z całym swoim doświadczeniem w pracy z bardzo różnymi i silnymi osobowościami na najwyższym światowym poziomie, odegrał ogromną rolę. Sprawił, że ta grupa stała się prawdziwym zespołem - zaznacza Moons.
Jednocześnie trzeba pamiętać o korzystnych okolicznościach dla gospodyń - Amerykanki nie przyjechały do Ostendy w najmocniejszym składzie, co bezlitośnie wykorzystały podopieczne Fissette’a. W zespole USA brakowało m.in. Coco Gauff, Jessiki Peguli czy Amandy Anisimowej, czyli tenisistek z top 10 rankingu WTA.
- Nie spodziewałem się zwycięstwa, przyznaje otwarcie Dewulf. I dodaje: - Mieliśmy trochę szczęścia, że Amerykanki nie zagrały w najsilniejszym zestawieniu. 18-letnia Iva Jovic (16. WTA) miała trudności z nawierzchnią i zmagała się z presją występu w roli liderki reprezentacji, a McCartney Kessler (48.) doznała kontuzji, grając naprawdę dobry tenis. Z drugiej strony, Hanne Vandewinkel (94.) i Greet Minnen (149.) zaprezentowały się świetnie, a Elise Mertens była po prostu sobą.
Czytaj także: Szczęsny już wie
W drugim dniu zawodów Belgowie drżeli o stan zdrowia Mertens, która nie wyszła do kolejnego meczu singlowego. Nasi rozmówcy tłumaczą, dlaczego Fissette nie wystawił jej do gry. - Elise nie zagrała drugiego singla, ponieważ odczuwała dyskomfort fizyczny. Nie chciała ryzykować kontuzji, zwłaszcza że były to jej pierwsze mecze na mączce w tym sezonie - wyjaśnia Moons. Dewulf doprecyzowuje: - To był problem z plecami po ciężkim piątkowym meczu, w którym musiała się nabiegać. Próbowała jeszcze w deblu, ale nie była gotowa na sto procent, dlatego zastąpiła ją Greet Minnen.
W zeszły piątek Vandewinkel pokonała Jovic 7:6, 6:3, a Kessler skreczowała w meczu z Mertens przy wyniku 6:7, 6:2, 3:3. Kolejnego dnia, w deblu, Kempen i Mertens przegrały z McNally i Melichar 4:6, 2:6, a w singlu Minnen pokonała Jović 7:5, 6:3 i to gospodynie mogły cieszyć się z awansu do finałów.
Co dalej z trenerem?
Sukces w BJKC to jedno, ale pytanie, co dalej z Wimem Fissettem. Po rozstaniu z Igą Świątek Belg stał się najbardziej pożądanym wolnym trenerem w świecie kobiecego tenisa, biorąc pod uwagę jego doświadczenie i sukcesy. Choć w Ostendzie świętował z kadrą, wszyscy zastanawiają się, kogo poprowadzi po Polce.
Filip Dewulf, który dobrze zna się z Wimem, zdradza nam kulisy jego obecnej sytuacji: - Nie ma jeszcze nowych wieści co do jego przyszłej pracy. Wim otrzymał kilka propozycji, ale zamierza poświęcić czas na dokonanie właściwego wyboru. W ostatnich latach bardzo dużo podróżował. Mówi, że jest otwarty na wszystko, może to być również zawodnik z rozgrywek ATP, a może młody, perspektywiczny talent z Belgii.
W ostatnich dniach spekulowano, że Wim Fissette może zostać nowym trenerem Amandy Anisimowej, której nie ma w Stuttgarcie, ale to szósta dziś rakieta świata. Amerykanka w poprzednim roku m.in. wygrała turnieje WTA 1000 w Dosze i Pekinie oraz była w finale Wimbledonu (pamiętne 0:6, 0:6 z Igą Świątek) i US Open. To był jej najlepszy sezon w karierze, ale w marcu niespodziewanie rozstała się z holenderskim szkoleniowcem Rickiem Vleeshouwersem. Kim Clijsters, legenda belgijskiego tenisa oraz była podopieczna Fissette'a, także sugerowała, że może objąć Anisimową. Z naszych informacji wynika, że były trener Świątek przebywa obecnie w USA. Pojawiały się także głosy, że może trenować Mirrę Andriejewą.
Dla Wima Fissette’a ostatni mecz reprezentacji był okazją, by odżyć po zakończeniu współpracy ze Świątek. Pokazał, że potrafi wygrywać nie tylko z wielkimi mistrzyniami, ale też budować zespół od podstaw, zarządzać kryzysem (problemy zdrowotne liderki), wykorzystywać atut własnej hali oraz szczęście z uwagi na osłabienia rywalek.
Belgia znów żyje tenisem, choć - jak zauważa Dewulf - kraj nie oszalał całkowicie na punkcie tenisowej reprezentacji, bo w tym samym czasie kolarz Wout van Aert wygrywał legendarny wyścig Paryż-Roubaix.
Fani czekają, jak Belgijki zaprezentują się pod koniec września w finałach BJKC w Chinach. Do tego czasu Fissette prawdopodobnie będzie miał już nową podopieczną. A może podopiecznego, co stanowiłoby dużą zmianę w jego trenerskiej karierze, bo do tej pory prowadził wyłącznie kobiety.