Niemka postawiła się Świątek w Stuttgarcie! 88 minut walki o ćwierćfinał

Agnieszka Niedziałek
Poślizgnięcie i wywrotka na chwilę wybiły z rytmu Igę Świątek, ale szybko otrzepała się - dosłownie i w przenośni. Czwarta tenisistka świata pokonała Niemkę Laurę Siegemund 6:2, 6:3 i awansowała do ćwierćfinału turnieju w Stuttgarcie. A nowy trener Polki Francisco Roig tylko patrzył.
Iga Świątek - Laura Siegemund
C+ Online

Przez ostatnie lata mecze otwarcia Igi Świątek były zwykle formalnością. Niektórzy nawet zaczynali śledzić jej udział w danym turnieju dopiero na dalszym etapie, gdy pojawiały się większe emocje. Ale na środowy pojedynek z Laurą Siegemund fani Polki czekali z niecierpliwością. Bo nie tylko rozpoczęła nim ulubioną część sezonu na kortach ziemnych, ale także nowy etap w karierze. Etap, w którym towarzyszy jej trener Francisco Roig - zaufany człowiek legendarnego Rafaela Nadala. Zaczęli od zwycięstwa w meczu, w którym 24-latka miała niespodziewane kłopoty.

Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! "Bardzo jej ufa"

Świątek po zimnym prysznicu rozpoczęła maraton. Niemka zapowiadała pełne ryzyko

Świątek wróciła do gry o stawkę po blisko miesiącu przerwy. I po sensacyjnej przegranej w 2. rundzie w Miami, gdy nie sprostała 50. w światowym rankingu Magdzie Linette, a tym samym po przerwaniu po prawie pięciu latach składającej się z 73 zwycięstw serii wygranych w pierwszym meczu turnieju. Wiele osób było zdumionych, gdy w pewnym momencie trener Wim Fissette rzucił w trakcie tamtego spotkania do pogubionej byłej liderki światowego rankingu: "Zmień coś". Kilka dni po tym występie zmieniła właśnie jego.

Do Stuttgartu 24-latka dotarła już z Francisco Roigiem u boku. Po kilku dniach wspólnych treningów w akademii Rafaela Nadala na Majorce, podczas których pomocą służył jej także sam Rafa - zdobywca 22 tytułów wielkoszlemowych. Świątek na spotkaniu z dziennikarzami w Niemczech opowiadała, że ostatnie nieudane występy były dla niej bardzo bolesne i stanowiły zimny prysznic. A hiszpański szkoleniowiec szybko wyłapał techniczne aspekty, które u niej nie działały, co pozwoliło jej dostosować się i nie powielać dłużej złych wzorców. Ale jednocześnie podkreślała, że daje sobie czas na powrót do regularności i skuteczności.

- Tak jak powtarzają ludzie: to nie sprint, to maraton – podkreślała.

Za specjalistkę od tenisowych maratonów na korcie uchodzi Siegemund. Potwierdziła to także na otwarcie w Stuttgarcie, gdy dopiero po dwóch godzinach i 45 minutach wyeliminowała 156. na światowej liście Bułgarkę Wiktorię Tomową. 38-letnia Niemka w rozmowie z dziennikarzem Canal+ zapowiadała, że w pojedynku ze Świątek nie będzie miała nic do stracenia i zagra na pełnym ryzyku.

Początkowo będąca 51. rakietą globu weteranka zupełnie nie mogła się wstrzelić. Pierwszy punkt zdobyła dopiero w drugim gemie, przy stanie 40:0 dla rywalki i przy własnym podaniu. A po 13 minutach będąca bezsprzecznie faworytką Polka prowadziła już 3:0.

Przewrotka Świątek i kłopoty. Siegemund polowała na słabości

W minionych miesiącach nieraz wpadała nagle w kłopoty na korcie, po których miała problem z powrotem na właściwą ścieżkę. W środę odgłos zaniepokojenia na trybunach poniósł się na początku piątego gema, gdy Polka poślizgnęła się na dość śliskiej nawierzchni w niemieckiej hali i przewróciła. Świątek szybko się podniosła i dała znać, że nic jej się nie stało, ale wyraźnie wybiło ją to z rytmu. Efektem była nie tylko przyklejona do pleców mączka, ale także m.in. dwa podwójne błędy. Z czego ten drugi kosztował ją stratę gemu serwisowego.

Realizator transmisji co jakiś czas pokazywał Roiga, obok którego w boksie tenisistki zasiadał jej ojciec Tomasz. Szkoleniowiec, który przez 17 lat był asystentem w sztabie Nadala, nie przekazywał na bieżąco w trakcie gry Polce żadnych wskazówek, ale od czasu do czasu wymieniał uwagi z trenerem przygotowania fizycznego Maciejem Ryszczukiem. A na koniec wygranego pewnie seta pokazał triumfatorce sześciu tytułów wielkoszlemowych wyciągnięty w górę kciuk.

Świątek w ostatnich latach zapracowała na miano jednej z najlepiej poruszających się na korcie tenisistek w tourze, o ile nie najlepszej pod tym względem. Ale w środę miała problemy z przyczepnością na specyficznej nawierzchni w Stuttgarcie, co wpływało na jej grę. Siegemund wychwyciła nie tylko to, ale i kłopoty Polki z forhendem, nad którym ta niedawno pracowała z Nadalem. Głównie to uderzenie szwankowało teraz – obok serwisu - po stronie faworytki. Ale nie na tyle, by nie przypieczętowała zwycięstwa w secie otwarcia.

Z jednego strony, Niemka w drugiej partii próbowała jeszcze mocniej naciskać Igę Świątek, korzystając m.in. z deblowego doświadczenia i dobrej gry przy siatce. Z drugiej, sama też miała nieraz kłopoty z poruszaniem się po korcie. Od stanu 4:2 dla Polki zaczęła się seria przełamań, którą dwukrotna zwyciężczyni tego turnieju zakończyła w dziewiątym gemie, kończąc spotkanie i wygrywając po raz trzeci w karierze z Siegemund. A w ostatniej akcji popisała się...efektownym forhendem.

Ćwierćfinałową rywalką Świątek będzie Mirra Andriejewa lub Alycia Parks. Spotkanie Rosjanki i Amerykanki odbędzie się w czwartek, a Polka wróci do rywalizacji dzień później.

Agnieszka Niedziałek
Więcej o: