Turniej WTA 500 w Stuttgarcie będzie ciekawy z wielu perspektyw. Przede wszystkim to pierwszy turniej na mączce z obsadą zawodniczek ze ścisłej światowej czołówki (zabraknie tylko Aryny Sabalenki). Poza tym wielu kibiców czeka na to, jak zaprezentuje się Iga Świątek, która na początku kwietnia rozpoczęła oficjalnie współpracę z nowym szkoleniowcem - Francisco Roigiem. Na starcie imprezy w Niemczech nie zabraknie Coco Gauff, która niedawno wyprzedziła Polkę w rankingu WTA. Gauff poruszyła ważny temat na konferencji prasowej.
Amerykanka dała do zrozumienia, że często spotykała się z kamerami podążającymi za nią w strefach pod trybunami podczas turniejów. Jasno podkreśliła, że WTA musi coś z tym zrobić, bo zaraz okaże się, iż tenisiści wcale nie mają prywatności.
- Trzeba kontrolować to, co jest pokazywane, a co nie. Mamy wiele prywatnych momentów. Ja na przykład modlę się przed każdym meczem i musiałam prosić, aby kamery tego nie nagrywały, ponieważ mamy bardzo mało miejsc, w których możemy pobyć sami - podkreśliła Gauff.
Trzecia zawodniczka rankingu WTA wróciła do sytuacji, kiedy po przegranej w Australian Open - już po zejściu z kortu - zniszczyła rakietę. Była wówczas bardzo zła, ale nie miała świadomości, że nagranie tak szybko przedostanie się do sieci. W dodatku wyraziła zadowolenie z faktu, iż rozpoczęła już jakiś czas temu dyskusję na ten temat, bo o prywatności wypowiadał się już choćby Carlos Alcaraz.
- Uważam, że to zaszło za daleko. My, sportowcy, tworzymy widowisko na korcie, ale nie powinniśmy poświęcać całego naszego życia prywatnego poza nim. Na siłowni to jeszcze jest zrozumiałe, ale w korytarzach i w innych sytuacjach... - dodała poruszona.
- Niektórzy nawet powiększali obraz na telefony ludzi i czytali ich wiadomości. Widziałam takie wpisy w mediach społecznościowych. Myślę, że to już przesada - skwitowała. Gauff otworzy turniej w Stuttgarcie meczem z Ludmiłą Samsonową.