"Oboje pragnęliśmy więcej i ciężko na to pracowaliśmy, ale dzieliliśmy ważne chwile i doświadczenia. Iga, życzę ci teraz powodzenia i sukcesów w przyszłości. Jestem pewien, że je osiągniesz" - pisał Wim Fissette. Tak podziękował Idze Świątek za współpracę, która trwała przeszło rok. Nie musieliśmy jednak długo czekać, by ponownie zobaczyć go na korcie. W tym tygodniu prowadził reprezentację Belgii w kwalifikacjach do finałów Billie Jean King Cup. I jego zawodniczki sprawiły wielką sensację!
Przed Belgią było trudne wyzwanie. W kwalifikacjach rywalkami były Amerykanki, finalistki zeszłorocznej edycji. Choć w składzie nie było tych największych tenisistek WTA, czyli Coco Gauff, Jessiki Peguli czy Amandy Anisimowej, to nadal USA dysponowało silnymi zawodniczkami. Mowa m.in. o Ivie Jović. Najmocniejszą Belgijką była z kolei Elise Mertens. Jej koleżanki z kadry były zdecydowanie niżej notowane, ale udało im się stawić opór przeciwniczkom.
Już w pierwszym meczu, w piątek, podopieczne Fissette'a zaskoczyły. Hanne Vandewinkel, 94. rakieta świata, pokonała 16. Jović i to dość pewnie, bo 7:6(3), 6:3. Ba, ani razu nie dała się przełamać! Następnie na kort wkroczyła Mertens, a jej rywalką była McCartney Kessler. Amerykanka doznała jednak kontuzji pleców przy stanie 1:1 w setach i 3:3 w gemach. Musiała skreczować.
W sobotę Belgijki i reprezentantki USA znów pojawiły się na korcie. Zaczęły od debla. Elise Mertens i Magali Kempen uległy jednak Caty McNally i Nicole Melichar-Martinez 4:6, 2:6, co znów przywróciło Amerykankom nadzieje. Te zostały ostatecznie zniweczone w kolejnym starciu tego dnia, singlowym. Tym razem po przeciwnych stronach stanęły Greet Minnen, dopiero 149. zawodniczka rankingu WTA i Jović. Choć to Amerykanka lepiej rozpoczęła ten mecz, bo od szybkiego przełamania, to później nieco się pogubiła, co pozwoliło wrócić rywalce do gry. Wydawało się, że dojdzie do tie-breaka, ale w 11. gemie Minnen przełamała Jović i chwilę później wygrała 7:5.
Zobacz też: Było 3:0 dla Ukrainy, gdy Klimovicova wyszła na kort.
Drugi set już tak wyrównany nie był. Belgijka była wyraźnie lepsza, co mogło zszokować, a zarazem ucieszyć publiczność zebraną w Ostend. Prowadziła aż 4:1, by ostatecznie wygrać 6:3 i cały mecz. To ona wprowadziła gospodynie do finałów Billie Jean King Cup! Fissette i jego kadra odnieśli więc spory sukces i już za kilka miesięcy polecą do Shenzhen, gdzie powalczą o medale. "BELGIA TO ZROBIŁA! Sklasyfikowana na 17. miejscu na świecie, wyeliminowała 18-krotnych mistrzów, USA, i awansowała do finałów Pucharu BJK 2026" - pisali organizatorzy na X.