Linette musiała zastąpić Świątek. Demolka w drugim secie

Dobry mecz rozgrywała Magda Linette przeciw znacznie wyżej notowanej Marcie Kostiuk w Gliwicach w starciu otwierającym walkę Polek i Ukrainek o miejsce w finałach Billie Jean King Cup, czyli nieoficjalnych drużynowych mistrzostw świata tenisistek. Niestety, tak było tylko przez 40 minut. Liderka naszej kadry występująca w tej roli pod nieobecność Igi Świątek przegrała 4:6, 0:6.
Magda Linette
screen z Polsatu Sport

Iga Świątek była w akademii Rafaela Nadala na Majorce, a teraz jest już w Stuttgarcie, gdzie za kilka dni rozegra swój pierwszy turniej pod wodzą nowego trenera. Igi Świątek nie ma w Gliwicach, gdzie na specjalnie usypanym korcie ziemnym w hali trwa starcie Polska – Ukraina o miejsce w gronie ośmiu najlepszych tenisowych drużyn świata. Wobec nieobecności Świątek, a także Magdaleny Fręch, w roli liderki naszej reprezentacji gra Magda Linette.

Notowana na 55. miejscu światowego rankingu WTA Linette na otwarcie meczu Polek z Ukrainkami zmierzyła się z 27. na tej liście Martą Kostiuk. Faworytką musiała być rywalka. Generalnie szanse Ukrainek na zwycięstwo i awans do wrześniowych finałów w Chinach są dużo większe. Przede wszystkim dlatego, że w naszej ekipie nie ma czwartej w tej chwili w rankingu WTA Igi Świątek.

Linette aż kręciła głową. Później przegrała wszystko do końca

Kapitan Dawid Celt starał się przekonać naszą najlepszą tenisistkę, żeby w Gliwicach wystąpiła. Ale Świątek uznała, że to nie jest dobry moment na grę o dużą stawkę pod dużą presją. Gdyby była w kadrze Polski na mecz z Ukrainą, na trybunach w Gliwicach pewnie mielibyśmy komplet 12 tysięcy widzów. I ci wszyscy ludzie oczekiwaliby od niej wygranych nie tylko z Kostiuk, ale też z Eliną Switoliną (nr 7 WTA). Tymczasem m.in. po niedawnej porażce ze Switoliną (w Indian Wells) i z Linette (w Miami) Świątek zdecydowała się zwolnić trenera Wima Fissette’a.

Podczas gdy Świątek z nowym szkoleniowcem, Francisco Roigiem, w spokoju przygotowuje się do pierwszych w tym roku występów na swoich ulubionych kortach ziemnych, na mączce w Gliwicach pierwsze skrzypce w naszej kadrze próbuje grać Linette. Tak naprawdę trzecia najwyżej notowana Polka jest w meczu z Ukrainą naszą pierwszą rakietą, bo poza Świątek w reprezentacji nie ma teraz również Magdaleny Fręch. Tak naprawdę mecz Linette – Kostiuk był starciem polskiej numer trzy z ukraińską numer dwa, a nie naszej „jedynki" z ich „dwójką". Ale przez 40 minut ich starcie wyglądało, jakby obie były liderkami swoich drużyn.

Do stanu 4:4 obie panie pewnie wygrywały swoje gemy serwisowe. Mimo że obie naprawdę dobrze returnowały, decydująca była jednak jakość podania. Niestety, przy stanie 4:5 Linette pozwoliła wyjść Kostiuk na 40:30. Ukrainka wykorzystała okazję – pierwszy breakpoint w meczu dał jej od razu triumf w secie.

Po 42 minutach równej walki w pierwszym secie tenisistki miały chwilę odpoczynku, ale chyba za krótką, żeby Linette zdołała ochłonąć. Gdy Polka i Ukrainka wróciły na kort, widzieliśmy, jak Linette z niedowierzaniem kręci głową. Wygląda na to, że nie zdążyła poukładać sobie w głowie wydarzeń z pierwszego seta, a Kostiuk poszła za ciosem.

W drugiej partii Ukrainka szybko wyszła na prowadzenie 2:0, a z czasem tylko je podwyższała. Mimo że Linette mocno walczyła, dystans między nią a rywalką się powiększał. Przy wyniku 4:6, 0:4 Dawid Olejniczak komentujący mecz w Polsacie Sport zauważał, że właśnie zobaczyliśmy, jak Ukrainka wygrywa już szóstego gema z rzędu. I chociaż podkreślał, że wynik nie odzwierciedla tego, jak wciąż wyrównany jest ten mecz, to Kostiuk dalej była górą w kluczowych momentach.

Przy wyniku 4:6, 0:5, patrząc z perspektywy Linette, martwiliśmy się już raczej o to, żeby Polka nie przegrała drugiego seta do zera, niż realnie rozważaliśmy możliwość, że tę partię odwróci. Niestety, nie udało się nawet to pierwsze.

Wkrótce po meczu Linette z Kostiuk na kort wyjdą Katarzyna Kawa (160 WTA) i Elina Switolina (7 WTA). Dokończenie meczu Polska – Ukraina w sobotę. Wygra ta drużyna, która zdobędzie trzy punkty. Na razie przegrywamy 0:1.

Więcej o: