Wystartowały eliminacje do turnieju finałowego Billie Jean King Cup. Polki bez Igi Świątek w składzie zmierzą się w Gliwicach z Ukrainkami. Nim jednak obydwie nacje wyjdą na kort w światowych rozgrywkach doszło do niespodziewanych rozstrzygnięć.
W rozgrywanym w Melbourne meczu pomiędzy Australijkami a Brytyjkami w pierwszym spotkaniu na John Cain Arena reprezentantka gospodarzy Talia Gibson zmierzyła się z nisko notowaną 17-latką Miką Stojsavljević. Gibson w ostatnich tygodniach pokazała się szerszej publice ze znakomitej strony. Podczas Indian Wells 21-latka dotarła do ćwierćfinału, po drodze eliminując takie zawodniczki jak Jekaterina Aleksandrowa, Clara Tauson czy Jasmine Paolini. W meczu o awans do najlepszej "czwórki" turnieju, po trzysetowym boju musiała uznać wyższość Lindy Noskovej. W drugiej imprezie (Miami Open), która wchodzi w skład Sunshine Double Australijka zatrzymała się na 1/8 finału, gdzie lepsza okazała się triumfatorka Australian Open, Jelena Rybakina. Warto dodać, iż do drabinek głównych w obydwu turniejach Gibson awansowała poprzez kwalifikacje.
Tak dobra dyspozycja 21-latki stanowiła pełnoprawne podstawy ku temu, by sądzić, iż z notowaną na 275. miejscu w rankingu WTA Stojsavljević nie będzie miała większych problemów. W tym miejscu należy wspomnieć, iż Brytyjka posiada polskie korzenie. Jej ojciec pochodzi z Serbii, zaś matka jest Polką. Sama zawodniczka przyszła na świat w Londynie. Jej największym sukcesem jak do tej pory było zwycięstwo w singlowych rozgrywkach dziewcząt podczas US Open 2024.
Pierwszy set rywalizacji pań przebiegał w początkowej fazie pod dyktando 17-latki, która prowadziła 3:1. Brytyjka zdołała odrobić straty, a o losach partii zdecydował tie-break, w którym młodsza z zawodniczek okazała się lepsza 7-4. W drugiej odsłonie Stojsavljević prowadziła już 4:1 oraz 5:2, lecz jej rywalka zdołała odrobić straty. Najbardziej emocjonujący był jedenasty gem w tym secie. Gibson nie wykorzystała w nim pięciu break pointów, wobec czego tenisistka z polskimi korzeniami koniec końców obroniła swoje podanie, a w kolejnym gemie przełamała przeciwniczkę, sensacyjnie triumfując w tym spotkaniu.
W drugim spotkaniu na korcie pojawiły się Kimberly Birrell (Australia) oraz Harriet Dart (Wielka Brytania). W tym starciu faworytką "na papierze" także była reprezentantka gospodarzy. Pierwsza partia, choć nie należała do najłatwiejszych, zgodnie z oczekiwaniami padła łupem Birrell - 6:4. W drugiej oglądaliśmy prawdziwe pasmo przełamań: w dziewięciu rozegranych gemach aż siedem kończyło się utratą podania przez serwującą zawodniczkę. Tym razem górą wyszła Dart, która doprowadziła do decydującego trzeciego seta - 3:6. W niej wyrównana walka toczyła się do stanu 3:3. Wówczas niżej notowana zawodniczka przełamała faworytkę, a po chwili pewnie obroniła swoje podanie. W kolejnym gemie ponownie odebrała serwis rywalce, sprawiając kolejną niespodziankę w pojedynku Australia - Wielka Brytania.
Tym samym po pierwszym dniu rywalizacji Australijki znajdują się pod ścianą. Brytyjki potrzebują już tylko jednego zwycięstwa by znaleźć się w finałowym turnieju Billie Jean King Cup.
Kiedy swoje mecze w Gliwicach rozegrają Polki? Szczegółowe informacje na temat planu gier oraz transmisji znajdziecie na łamach "Sport.pl": Polska - Ukraina w BJK Cup. Terminarz i transmisja.