- Jak się gra ze Switoliną to trzeba przygotować się na fizyczną, ciężką walkę. Ciekawe, ile jest tego paliwa u Siniakovej. Mam wrażenie, że jej nogi są na razie ciężkie, nie niosą. Zobaczymy, czy rozbiega to, co ją boli, i wejdzie na wyższe obroty. Pytanie też, ile ma w sobie jeszcze głodu - mówił komentator Canal+Sport już na początku meczu Elina Switolina (Ukraina, 8. WTA) - Katerina Siniakova (Czechy, 42. WTA), nawiązując do jej trzech poprzednich spotkań. Czeszka do starcia z Ukrainką spędziła na korcie w singlu aż osiem i pół godziny. Dla porównania Switolina grała tylko dwa spotkania i w sumie trzy godziny i 45 minut.
Od początku Switolina dominowała. Po zaledwie kwadransie prowadziła aż 4:0, a Siniakova wyglądała na zawodniczkę, która już ma dość gry w Indian Wells. Po zaledwie 19 minutach było 5:0, a Ukrainka imponowała winnerami. Pierwszy set trwał zaledwie 24 minuty, a Czeszka ugrała w nim jednego gema.
- Siniakova troszkę jest na korcie, a trochę jej też nie ma. Może i chciałaby się bardziej postawić, ale jej stan fizyczny na to nie pozwala. Sytuacja jest dla niej ekstremalnie trudna, ale może spróbuje - dodawał komentator Canal+Sport. Czeszka zdecydowała się po pierwszym secie wezwać fizjoterapeutkę i na chwilę opuścić kort.
Na początek drugiej partii Siniakova wygrała swoje podanie do 15. Ukrainka po chwili wyrównała. Po pierwszej piłce trzeciego gema Czeszka zdecydowała się po 41 minutach skreczować. Nie była w stanie kontynuować gry.
W efekcie to Switolina będzie rywalką Świątek w ćwierćfinale Indian Wells.
A Siniakovą czeka jeszcze rywalizacja w deblu. O ile jej pozwoli zdrowie, to w parze z Amerykanką Taylor Townsend (87. WTA) grać będzie w półfinale. Na razie nieznane są ich rywalki w tej fazie.
Zobacz także: Świątek zachwyciła absolutnie wszystkich. Eksperci się prześcigają