Dokładnie rok temu, 11 marca, Iga Świątek rywalizowała z Karoliną Muchovą w Indian Wells. Wówczas Polka i Czeszka również spotkały się na etapie 1/8 finału turnieju. Górą była Świątek, rozbijając Muchovą 6:1, 6:1 w 58 minut. Tym razem polscy kibice drżeli bardziej o wiceliderkę rankingu, bo ostatnie tygodnie nie układały się dla niej najlepiej, a z kolei rywalka z Ołomuńca dopiero co triumfowała w „tysięczniku" w Dosze.
W środę Muchova od początku próbowała zdominować naszą tenisistkę. Świątek odpowiadała jednak mądrą taktyką - potrafiła grać w bardzo różnorodnym tempie. Najlepszy dowód to akcja z piątego gema: wymiana ciosów z obu stron, potem dwa kroki Polki do przodu, świetny forhend po linii, nieco wolniejszy, ale na tyle precyzyjny, że rywalka już nie zdążyła. - To było genialne, co teraz zrobiła Iga! - zachwycała się komentatorka Canal+ Sport Joanna Sakowicz-Kostecka.
Dzięki takim akcjom z minuty na minutę rosła przewaga naszej tenisistki. Czeszka błyszczała przy siatce, czarowała wolejem, ale to były głównie pojedyncze zrywy. Świątek neutralizowała jej uderzenia, była bardzo aktywna - odpowiednio reagowała na każdą zmianę. Gdy rywalka chciała zagrać wolniej, Iga uderzała natychmiast na tyle szybko, że kończyło się to bezpośrednio zdobytym punktem.
- Rewelacja! - krzyknął współkomentujący Bartosz Ignacik, gdy Świątek w stylu Karoliny Muchovej najpierw posłała agresywny return, potem po ataku poszła do siatki, a wymianę zakończyła wolejem. Za moment wiceliderka rankingu zdobyła pierwsze przełamanie. Szala zaczęła przechylać się na jej stronę.
Od stanu 2:2 Świątek wygrała wszystkie kolejne gemy w otwierającym secie, który zakończył się wynikiem 6:2. Szósty gem okazał się kluczowy, bo trwał 16 punktów, Muchova mogła wyrównać na 3:3, ale stało się inaczej.
Naszej mistrzyni nie przeszkadzały nawet drobne problemy przy bekhendzie. To z forhendu zdobywała większość punktów, a z drugiej strony kilka razy usłyszała z trybun od trenera przygotowania fizycznego Macieja Ryszczuka głośne podpowiedzi. - Dawaj szybciej skręt - krzyknął w pewnym momencie Ryszczuk. To był ważny komunikat dla Polki, działał. - Wiemy, że to zadziwiające, ale forhend dziś u Igi na razie lepszy niż bekhend - zauważył po chwili komentator.
Za moment i ten element poprawiła Polka, zaczęła wprowadzać w życie rady od teamu. W ostatnim gemie błyszcząc ze strony bekhendowej, ponownie przełamała rywalkę - tym razem do zera. Sama serwowała zaś na tyle stabilnie, że Muchova nie miała argumentów, by jej zagrozić - zbyt często returny Czeszki nie wpadały w ogóle w kort.
Gdy Muchova nie mogła zatrzymać rozpędzającej się Świątek, chciała grać jeszcze bardziej agresywnie. Efekt? Rosła liczba błędów czeskiej tenisistki. - Takie rozwiązania pokazują, że sięga po ekstremalne pomysły - wskazywała Sakowicz-Kostecka po jednej z pomyłek. Muchova nie potrafiła „złamać" rywalki w wymianach, szukała krótszych akcji, ale to ją gubiło. Zwykle też Polka miała odpowiedź na każde zagranie, przez co od stanu 2:2 wygrała dziesięć kolejnych gemów.
Muchova w środę naprawdę nie prezentowała się źle, do końca szukała swoich szans, jak zaskoczyć Świątek. Faworytka jednak, jak walec, zdobywała punkt za punktem. Czeszka w ostatnim gemie na tyle czuła się zirytowana, że rzuciła rakietą przed siebie. - Gest bezradności - podkreślili komentatorzy.
Po tym zwycięstwie Świątek awansowała do ćwierćfinału turnieju WTA 1000 w Indian Wells. W kolejnym spotkaniu zmierzy się z Eliną Switoliną (9. WTA) z Ukrainy lub Czeszką Kateriną Siniakovą (44.). Switolina to jedna z najlepszych tenisistek tego roku - w rankingu obejmującym wyniki wyłącznie z obecnego sezonu jest czwarta.