"Od kilku miesięcy bardzo źle ogląda się to, co na korcie wyprawia Mirra Andriejewa. I nie chodzi o sam tenis, ale o autodestrukcyjne, pełne złości i frustracji zachowania. Prosi się tam o szybką interwencję, bo to są naprawdę niepokojące obrazki" - podkreślał na X Maciej Łuczak, dziennikarz Canal+. To właśnie we wtorkową noc Rosjanka dała upust agresji. W meczu z Kateriną Siniakovą w trzeciej rundzie WTA 1000 w Indian Wells nie potrafiła utrzymać nerwów na wodzy. Na koniec oberwało się jeszcze... kibicom.
Andriejewa miała szansę na to, by zakończyć ten mecz w dwóch setach. Koncertowo ją jednak zmarnowała, co wywoływało w niej coraz większą frustrację. Rzucała rakietą, kłóciła się z sędzią. Ostatecznie musiała pożegnać się z rywalizacją singlową w Kalifornii. Ale to co zrobiła na koniec... zasługuje na spore słowa krytyki.
Zazwyczaj zawodnicy, nawet ci, którzy ponieśli porażkę, schodzą z kortu, machają do zebranej publiczności i dziękują jej za obecność. Andriejewa zrobiła coś zupełnie przeciwnego. Zaczęła krzyczeć wulgaryzmy w kierunku trybun. - Piep***ć was, was wszystkich - padło z jej ust, co zszokowało publikę. Najlepiej widać to było po reakcji jednej ze starszych pań na widowni. Jedynie szeroko otworzyła usta z niedowierzania. Jej reakcja już stała się viralem. "Bezcenna mina tej kobiety" - żartował jeden z użytkowników na X.
Zobacz też: Kapitalny rewanż Świątek w Indian Wells! Świetna reakcja w drugim secie.
To nie pierwszy raz, gdy Andriejewej trudno było zapanować nad emocjami. W Indian Wells przeszła jednak samą siebie i w skandaliczny sposób pożegnała się z obroną tytułu. To właśnie ona przed rokiem triumfowała w tej imprezie, w finale dość zaskakująco pokonując liderkę rankingu WTA Arynę Sabalenkę. Wtorkowa porażka będzie ją też kosztować kilka pozycji w zestawieniu tenisistek. W najlepszym wypadku spadnie na 10. miejsce. Jednak to nie koniec zmagań dla Rosjanki w Kalifornii. Wciąż jest w grze o tytuł deblowy. Razem z Victorią Mboko awansowały do ćwierćfinału. Tam zmierzą się z duetem Anna Dalinina/Aleksandra Krunić.