Mirra Andriejewa w kapitalny sposób rozpoczęła prestiżowy turniej WTA 1000 na kortach twardych w Indian Wells. Broniąca tytułu 18-letnia Rosjanka w II rundzie pokonała 6:0, 6:0 w zaledwie 52 minuty trzy lata od siebie starszą Argentynkę Solanę Sierrę (65. WTA).
Mirra Andriejewa w III rundzie zmierzyła się z Czeszką Kateriną Siniakovą (44. WTA), która w Indian Wells wcześniej wygrała dwa trzysetowe mecze z Amerykanką Sofią Kenin (45. WTA) i Kanadyjką Leylah Fernandez (27. WTA).
Początek meczu Andriejewa - Siniakova był niespodziewany. Czeszka prowadziła 3:0 z podwójnym przełamaniem. Rosjanka szybko odrobiła jedno przełamanie, ale po sześciu gemach przegrywała 2:4. Wtedy jednak nastąpił niesamowity zwrot, bo Andriejewa wygrała cztery gemy z rzędu.
Przy stanie 5:4 dla Rosjanki, Czeszka serwowała, by przedłużyć seta. Po dwóch z rzędu jej błędach przegrywała 15:40. Pierwszą piłkę setową obroniła winnerem z forhendu przy siatce. Przy drugiej faworytka zagrała mocny return, a Czeszka wyrzuciła piłkę w aut z bekhendu.
Andriejewa już w pierwszym gemie drugiej partii została przełamana do zera. Wtedy przez kilkanaście sekund kłóciła się z panią arbiter o to, że ta zwróciła jej uwagę, że nie zawsze jest gotowa na czas na odbiór serwisu rywalki. Po jednym z gemów narzekała na to Czeszka. Rosjanka natychmiast odrobiła straty, a po wielu akcjach dość głośno się cieszyła. Widać było napięcie między zawodniczkami.
- Mamy batalię na korcie, ale też poza nim. Siniakova teraz z kolejnym ironicznym uśmiechem, jakby chciała skomentować ten kolejny krzyk Rosjanki. Jeszcze parę lat temu Czeszka dałaby się sprowokować i doszłoby między zawodniczkami do pyskówki - mówili komentatorzy Canal+Sport.
Andriejewa wygrała ważnego trzeciego gema przy swoim podaniu, w którym było aż osiem równowag i obroniła dwa break pointy. Prowadziła 2:1, 40:0 i wszystko wskazywało, że mknie po zwycięstwo. Tymczasem zmarnowała cztery break-pointy na prowadzenie 3:1, a potem sama została przełamana i przegrywała 2:3. Znów jednak szybko odrobiła straty i znów zmarnowała szansę na wysokie prowadzenie, bo prowadziła 4:3, 40:0 przy serwisie rywalki. Wtedy jednak Rosjanka miała fatalną serię siedmiu przegranych punktów z rzędu. Efekt? Andriejewa przegrywała 4:5 i Czeszka serwowała, by wygrać drugiego seta, ale rollercoaster trwał i przegrała gema do 0.
Zobacz także: Skandal z udziałem Rybakiny. Tenisistka w końcu przerwała milczenie
Potem w 11. gemie zmęczona Siniakova nie wykorzystała break-pointa, by znów mieć przewagę przełamania. Zdołała jednak doprowadzić do tie-breaka i go wygrać 7:5! Tie-break zakończył się fatalnym drajwem wolejowym Rosjanki przy siatce. Po chwili wściekła kilka razy uderzyła rakietą o kort i ją rozwaliła.
Decydujący set był znów bardzo wyrównany. Rosjanka prowadziła z przełamaniem 3:2 i wtedy zupełnie stanęła. Przegrała cztery gemy z rzędu! Mecz zakończył się w kuriozalny sposób. Po bekhendzie Czeszki piłka zatańczyła na taśmie i spadła tuż za siatkę, po stronie Andriejewej, która nawet nie ruszyła do piłki.
"Od kilku miesięcy bardzo źle ogląda się to, co na korcie wyprawia Mirra Andriejewa. I nie chodzi o sam tenis, ale o autodestrukcyjne, pełne złości i frustracji zachowania. Prosi się tam o szybką interwencję, bo to są naprawdę niepokojące obrazki" - komentował Maciej Łuczak, dziennikarz Canal+ w serwisie X.
Siniakova w 1/8 finału zmierzy się ze zwyciężczynią meczu: Elina Switolina (Ukraina, 9. WTA) - Ashlyn Krueger (USA, 82. WTA).