Coco Gauff zmagania w tegorocznym turnieju WTA 1000 w Indian Wells rozpoczęła od drugiej rundy. Amerykanka po dwóch godzinach gry pokonała Kamilę Rachimową 6:3, 7:6(5) i oczekiwała na poznanie swojej kolejnej rywalki. Ostatecznie po trzech setach rywalizacji pomiędzy Dajaną Jastremską a Alexandrą Ealą lepsza okazała się być reprezentantka Filipin, która zwyciężyła 7:5, 4:6, 7:5.
Obie panie mierzyły się ze sobą stosunkowo niedawno, bo 19 lutego w ramach ćwierćfinału turnieju w Dubaju. Wówczas bez większych problemów górą była Gauff, która pokonała niżej notowaną rywalkę 6:0, 6:2. Teraz czwarta rakieta świata również była faworytką - jak zresztą również do wygrania całego tysięcznika w Indian Wells.
Mecz rozpoczął się od aż czterech przełamań z rzędu, a czwarty gem ciągnął się niezwykle długo. Już wtedy widać było, że Amerykanka ma problemy zdrowotne, co tylko potwierdziła przerwa medyczna i obandażowane lewe ramię. Eala nie pozostawiła żadnych złudzeń i wygrała pierwszego seta 6:2.
W drugiej partii Filipinka kontynuowała dobrą grę, a gdy wyszła na prowadzenie 2:0, Gauff postanowiła skreczować. Ból łokcia okazał się zbyt silny, by kontynuować rywalizację w Indian Wells. To dopiero drugi raz, gdy Amerykanka musiała podjąć decyzję o kreczu - wcześniej stało się to w 2022 roku w Cincinnati.
Po zakończeniu spotkania 18-letnia Eala przyznała, że nie jest w stu procentach zadowolona ze sposobu, w jaki odniosła zwycięstwo.
- Nie chciałam wygrać w taki sposób - powiedziała. - Natomiast to wciąż dla mnie wielki moment, bo będę mogła zagrać na korcie głównym Indian Wells przeciwko naprawdę świetnej rywalce - dodała.
Kolejną przeciwniczką filipińskiej tenisistki będzie Linda Noskova, która uporała się z Soraną Cirsteą 6:7(5), 6:4, 6:4. Czeszka będzie minimalną faworytką, ale z pewnością nie może zlekceważyć młodszej rywalki.
Zobacz też: Co za słowa Osaki o Wiktorowskim. Tak oceniła współpracę z Polakiem