Analiza

Świątek wywołała lawinę. Pojawiły się groźby. WTA reaguje

Dominik Senkowski
Iga Świątek
Fot. REUTERS/Hollie Adams

W kobiecym tenisie się przelało. Po decyzjach Igi Świątek i Aryny Sabalenki kolejne zawodniczki wycofały się lub skreczowały w Dubaju. Wcześniej dyrektor turnieju groził im surowymi karami. WTA wyszła z inicjatywą, która ma załagodzić sytuację. Jakich zmian potrzeba?

Takiego zamieszania w kobiecym tenisie nie było już dawno. Tegoroczny turniej w Dubaju przebiega w sposób absolutnie wyjątkowy. Czy doprowadzi to do zmian w rozgrywkach WTA?

Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. "Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną"

Część tenisistek już wcześniej wycofała się ze startu w imprezie w Emiratach, ale największe zamieszanie powstało w piątek, dwa dni przed startem rywalizacji. To wtedy liderka rankingu Aryna Sabalenka oraz wiceliderka Iga Świątek ogłosiły, że zdecydowały się nie wystąpić. To pierwsza taka sytuacja od września 2023 roku, gdy na starcie turnieju rangi WTA 1000 nie stawiły się zarówno Białorusinka, jak i Polka. Sabalenka argumentowała, że nie czuje się gotowa do walki po Australian Open i ma problemy z biodrem, a Świątek powołała się na zmianę w swoim terminarzu.

Dyrektor turnieju w Dubaju chce surowych kar

Nie wytrzymał wieloletni dyrektor turnieju w Dubaju Salah Tahlak, znany manager tenisowy z Bliskiego Wschodu, członek rad zarządzających ATP i WTA, który odpowiada także za sportową promocję regionu. Miał pretensje do dwóch najlepszych tenisistek świata. - Otrzymaliśmy niemiłą niespodziankę, gdy dowiedzieliśmy się o rezygnacji Aryny i Igi. Powody były nieco dziwne. Myślę, że zawodniczki za wycofywanie się powinny być surowiej karane - nie tylko grzywną. Powinny mieć odjęte punkty rankingowe - stwierdził Tahlak w artykule w lokalnym portalu The National News.

Obecnie w przypadku rezygnacji ze startu w zawodach WTA 1000 tenisistka otrzymuje karę finansową oraz do rankingu przypisane jej zostaje 0 punktów za ten turniej, bo wszystkie "tysięczniki" są obowiązkowe. Zdaniem szefa zawodów w Dubaju powinna nastąpić systemowa zmiana, by zawodniczki nie mogły tak łatwo rezygnować.

- Myślę, że grzywna nic nie daje. Uważam, że powinni odjąć tenisistkom punkty. Wiele lat temu Serena Williams wycofała się i została ukarana grzywną w wysokości 100 tys. dolarów. Ale co to jest 100 tys. dolarów? Zagrałaby gdzie indziej i zarobiłaby 1 mln, więc grzywna to nic wielkiego. Wydajemy ogromne kwoty na modernizację naszych obiektów, a przecież to zawodniczki są główną częścią turnieju - dodał.

Tahlak zasugerował, że tenisistkom należy odbierać 500 lub 1000 punktów rankingowych za wycofanie się z danego startu. Dodatkowo publicznie dyskutował o powodach rezygnacji z gry w Emiratach, jakie przedstawiły Aryna Sabalenka oraz Iga Świątek: - Świątek mówiła, że nie jest gotowa psychicznie do startu, a Sabalenka, że ma drobne kontuzje. Zapytałem lekarza turniejowego, który stwierdził, że to drobny uraz, który nie zmuszał Aryny do rezygnacji.

Nie wiadomo, dlaczego dyrektor zawodów zdecydował się publicznie opowiadać o zdrowiu tenisistek. Nie jest to standard w rozgrywkach WTA czy turniejach wielkoszlemowych, by oficjele poruszali w mediach podobne wątki. A tym bardziej, żeby pozwalali sobie na otwarte podważanie argumentów zawodniczek.

Takiej fali nie było

Wyglądało to tak, jakby Salah Tahlak swoimi wypowiedziami chciał zdyscyplinować zawodniczki. Postraszyć zapowiedzią surowych sankcji, których będzie się domagał. Na razie wydaje się jednak, że uzyskał efekt odwrotny od zamierzonego.

Czytaj także: "Sceny na konferencji Sochana".

Tak można bowiem interpretować falę wycofań, walkowerów i kreczów w pierwszych dniach tegorocznego turnieju w Dubaju. Do 11 wycofań doszło jeszcze przed tym, zanim dyrektor pogroził zawodniczkom. Kilka dni przed rozpoczęciem imprezy wycofały się: Xinyu Wang, Emiliana Arango, Madison Keys, Ewa Lys, Naomi Osaka, Marta Kostiuk, Weronika Kudiermietowa, Marketa Vondrousowa, Lois Boisson, McCartney Kessler i Karolina Pliskowa.

Tuż przed zawodami podobną decyzję podjęły Iga Świątek i Aryna Sabalenka. A już po stracie imprezy i słowach Tahlaka zrezygnowały z udziału Karolina Muchowa, Qinwen Zheng, Maria Sakkari, Wiktoria Mboko oraz Elisabetta Cocciaretto. Następnie Paula Badosa skreczowała w meczu z Eweliną Switoliną, Ella Seidel w rywalizacji z Jaqueline Cristian, Hailey Baptiste z Aleksandrą Ealą, a Jelena Rybakina z Antonią Ruzic. Sara Bejlek oddała walkowerem spotkanie z Belindą Bencic, Daria Kasatkina z Mirrą Andriejewą, a Barbora Krejcikowa z Amandą Anisimową.

Z 43 tenisistek, które miały zagwarantowany udział w drabince głównej w Dubaju bez konieczności gry w eliminacjach, aż 25 nie zdecydowało się na występ albo zagrały, ale skreczowały. W efekcie doszło do rzadko spotykanej sytuacji, gdy w pierwszej rundzie mogło rywalizować aż siedem "szczęśliwych przegranych". To tenisistki, które przegrały w eliminacjach, ale zajęły miejsce tych, które się wycofały. Ruzic nie wygrała nawet jednego meczu w kwalifikacjach, a jest już w ćwierćfinale, w trzeciej rundzie zwyciężyła po kreczu Rybakiny.

Tak absurdalnego turnieju w rozgrywkach Organizacji Kobiecego Tenisa nikt się nie spodziewał, a mówimy o zawodach rangi WTA 1000 - najwyższej po Wielkim Szlemie (za który z kolei odpowiada ITF - Międzynarodowa Federacja Tenisowa). "Tysięczniki" to oczko w głowie działaczy kobiecego tenisa, najwyżej punktowane i najlepiej opłacane starty. To też dlatego wszystkie są obowiązkowe dla tenisistek.

WTA reaguje

Kolejne decyzje zawodniczek wyglądają jak cicha forma protestu przeciwko słowom Salaha Talaka. Jego wypowiedzi zaogniły konflikt, a dyskusje o kalendarzu WTA i konieczności jego zmian trwają od wielu miesięcy. Na ten temat wypowiadały się już m.in. Iga Świątek, Aryna Sabalenka, Coco Gauff i Jessica Pegula. Ta ostatnia otrzymała właśnie specjalne zadanie - została wybrana na przewodniczącą nowej rady, która ma opracować zmiany w terminarzu. Obok Peguli, piątej dziś zawodniczki świata, z grona tenisistek znalazły się w tym gremium także Maria Sakkari, Wiktoria Azarenka oraz Katie Volynets. Razem z przedstawicielami turniejów oraz kierownictwa WTA mają ustalić nowe zasady konstrukcji kalendarza rozgrywek. To pierwszy taki ruch ze strony organizacji, która dotąd milczała po krytycznych głosach zawodniczek i ekspertów.

Jako dziennikarz Sport.pl wysłałem w poniedziałek następujące pytania do Organizacji Kobiecego Tenisa:

  • Chcieliśmy zapytać o słowa dyrektora turnieju w Dubaju, pana Salaha Tahlaka, który zaproponował surowsze kary dla zawodniczek, które wycofują się z rywalizacji. Jakie jest Państwa stanowisko w tej sprawie? Czy zgadzają się Państwo z tym pomysłem?
  • Czy WTA rozważa nakładanie na tenisistki kar punktowych za wycofanie się z turniejów WTA 1000?
  • Obecnie zawodniczki, które nie wezmą udziału w turnieju WTA 1000, otrzymują 0 punktów rankingowych i karę finansową. Czy WTA uważa to za wystarczający środek dyscyplinujący, biorąc pod uwagę wypowiedzi organizatorów imprezy w Dubaju?

Nie otrzymaliśmy dotąd odpowiedzi, ale w zamian przesłano nam komunikat o powołaniu wspomnianej rady, na czele której stanęła Jessica Pegula. Działacze w ten sposób odpowiedzieli na sygnał alarmowy, wysłany przez główne zainteresowane. Pozostaje pytanie, czy uda się doprowadzić do realnych zmian.

Takich zmian potrzeba

Zmian wymagają kalendarz WTA oraz zasady dotyczące liczenia punktów do rankingu. Obecnie najlepsze tenisistki muszą rozegrać w ciągu roku 20, a nawet 21 turniejów, a występy w nich są liczone do rankingu. To cztery obowiązkowe starty wielkoszlemowe, 10 rangi WTA 1000, 6 kategorii WTA 500 oraz występ w kończącym sezon WTA Finals, który dotyczy ośmiu najlepszych pań. 21 turniejów trwa łącznie przez ponad osiem miesięcy w roku, czołowe zawodniczki kończą każdy sezon z liczbą blisko 100 spotkań. Sabalenka w 2025 rozegrała 85 pojedynków, Świątek 81. Wcześniej obowiązkowych turniejów było mniej.

Problemem jest także sposób, w jaki rozplanowane są w ciągu roku imprezy rangi 1000. Wszystkie ustawione są parami - trwa obecnie turniej w Dubaju, a przed chwilą odbył się w Dosze. W marcu będą zawody w Indian Wells, a po nich w Miami, wiosną turniej w Madrycie, skąd tenisistki przeniosą się do Rzymu. Latem tradycyjnie udadzą się do Kanady, a następnie do Cincinnati. Jesienią polecą do Pekinu, a stamtąd od razu do Wuhan.

W męskim tenisie wygląda to inaczej - nie zawsze jeden "tysięcznik" jest obok drugiego. Przykładowo, w kwietniu po zawodach w Monte Carlo przewidziano tydzień przerwy i dopiero wtedy ruszy turniej w Madrycie. Ani tuż przed, ani tuż po imprezie w Szanghaju, rozgrywanej w październiku, nie ma w terminarzu żadnego turnieju rangi ATP 1000. Pamiętajmy, że zawody kategorii 1000 to najważniejsze starty po Wielkim Szlemie. Dla tenisistek to spore wyzwanie, by przechodzić za każdym razem z jednego takiego turnieju do drugiego.

Największy kłopot pojawia się w lutym, czego właśnie jesteśmy świadkami. Impreza WTA 1000 w Dosze skończyła się w sobotę, a od niedzieli ruszyła kolejna tej kategorii, w Dubaju. Z rywalizacji w Emiratach wycofały się m.in. mistrzyni z Kataru Karolina Muchowa, finalistka Wiktoria Mboko oraz jedna z półfinalistek - Maria Sakkari. Druga z nich, Jelena Ostapenko, odpadła w Dubaju już po pierwszym meczu. Zawodniczki nie chcą narażać zdrowia i rozgrywać kilkunastu spotkań w krótkim okresie.

 

Ani półfinalistkom z Kataru, ani finalistkom nie przyznano "wolnego losu" w pierwszej rundzie w Dubaju. Nie mogły go otrzymać na podstawie miejsc w rankingu, bo żadna z nich nie była przed startem turnieju tak wysoko na świecie, by załapać się do grona ośmiu rozstawionych, które zaczną zawody od drugiej rundy. Nie zastosowano jednak także wobec nich instytucji "performance bye", z której WTA korzysta pod koniec roku.

To rozwiązanie zakłada, że np. cztery zawodniczki, które zaszły najdalej w danym turnieju, w innym rozpoczynającym się w kolejnym tygodniu mogą grać od drugiej rundy, mimo że to nie wynika z ich rankingu. To nagroda za ostatni występ, forma delikatnego odciążenia po sukcesie. Działacze korzystają z "performance bye" jedynie w końcówce sezonu, gdy w domyśle tenisistki mogą być najbardziej zmęczone. Nikt nie przewidział, że przechodząc z jednego turnieju rangi 1000 do kolejnego, także mogą zasługiwać na wolne w pierwszej rundzie. Doszło do sytuacji, gdy Muchowa i Mboko musiałyby rozgrywać kolejne mecze w innych lokalizacjach prawie dzień po dniu, a od drugiej rundy w Dubaju mogły startować np. Switolina i Alexandrowa, rozstawione na podstawie rankingu, które ostatnie mecze w Katarze zagrały kilka dni wcześniej. To też nie zachęca do udziału w turnieju w Dubaju.

Gdyby wprowadzić kary sugerowane przez dyrektora Tahlaka, Karolina Muchowa otrzymałaby najpierw 1000 punktów za triumf w Dosze, a potem straciłaby 1000 punktów za wycofanie się z rywalizacji w Emiratach. Można zrozumieć emocje szefów zawodów w Dubaju, którzy obawiają się, że bez największych gwiazd spadnie zainteresowanie widzów na trybunach i kibiców przed telewizorami. Pytanie, czy pretensje nie powinny być jednak kierowane do tych, którzy układają kalendarz WTA, a nie do tenisistek.

Do tej pory działacze nie chcieli zmieniać terminarza i inaczej zaplanować imprezy rangi 1000. W grudniu nadeszła zaś kolejna niekorzystna modyfikacja - okazało się, że w sezonie 2026 pierwszy raz od lat przerwa między Australian Open a turniejem w Dosze będzie wynosić zaledwie tydzień. Wcześniej to były zwykle dwa, a nawet trzy tygodnie. W efekcie m.in. Sabalenka, która w Melbourne doszła do finału, wycofała się z rywalizacji. Zawody w Katarze to jedyne w całym roku kategorii WTA 1000, które zaplanowano zaledwie siedem dni po zakończeniu imprezy wielkoszlemowej. Po Roland Garros nie ma żadnego turnieju tej rangi, po Wimbledonie jest zwykle 14 dni lub więcej przed imprezą w Kanadzie, a po US Open podobnie długa jest przerwa przed Pekinem.

Wiele dyskusji dotyczy także zasad towarzyszących turniejom rangi 500. Nie dość, że tenisistki muszą zagrać w ciągu sezonu w co najmniej sześciu z nich, to jeszcze każda absencja wiąże się z jeszcze surowszymi konsekwencjami niż zero punktów do rankingu - mowa o tzw. karnych zerach. Jeśli zawodniczka w danym roku nie zagra np. w jednym turnieju 500, odejmowane są jej punkty za najsłabszy występ z pozostałych zaliczanych do rankingu. To karanie za osiągnięte już wyniki, co nieraz doprowadzało do sytuacji, że tenisistka osiągająca słabsze rezultaty zyskiwała w stosunku do tej, która zachodziła w turniejach dalej. Przykładowo, w sezonie 2025 Sabalence odpadł dorobek punktowy za drugą rundę w Dosze, a Świątek straciła więcej punktów, bo za trzecią rundę w Rzymie. To dlatego, że Polka w żadnym turnieju nie odpadła tak wcześnie, jak Białorusinka w Katarze.

Regulamin premiuje też oszukiwanie. Iga Świątek skorzystałaby, gdyby przyleciała jednak do Dubaju, skreczowała w trakcie spotkania drugiej rundy i otrzymała za ten występ 65 punktów. Gdyby to był jej najsłabszy wynik w tym roku, a jednocześnie nie rozegrałaby wymaganych sześciu turniejów rangi 500, wtedy dorobek z Emiratów zostałby jej odebrany pod koniec sezonu. Lepiej stracić tylko 65 punktów niż np. 215 za ćwierćfinał imprezy 1000, gdyby to był najsłabszy rezultat Polki. Jeśli tenisistka nie wypełni wszystkich wymagań co do "pięćsetek", opłaca się, by miała na koncie także zdecydowanie słabsze wyniki, jak np. druga czy trzecia runda w innych zawodach, bo wtedy straci mniej punktów. Świątek nie należy do tych, które tak kombinują, ale w tym miejscu raz jeszcze widać wady regulaminu WTA.

Rozgrywki wymagają zmian, a kontrowersje wokół turnieju w Dubaju są tego najlepszym dowodem. Jessica Pegula zapowiedziała, że liczy na nowe rozwiązania, które miałyby wejść w życie od sezonu 2027. Jej doświadczenie jako czołowej tenisistki świata pozwala wierzyć, że nowa rada wypracuje zasady, jakich oczekują wszyscy. Trzeba jednak czekać na konkrety i pamiętać, że przy WTA funkcjonuje od lat Rada Tenisistek, której głos do tej pory bywał lekceważony. Czy tym razem będzie inaczej?

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...