Reprezentacja Polski przystąpiła do meczu z Egiptem bez dwóch naszych zdecydowanie najlepszych tenisistów - Huberta Hurkacza i Kamila Majchrzaka. Kontuzjowany jest Daniel Michalski, który w ostatnim czasie prezentował solidną formę. Trener drużyny Mariusz Fyrstenberg do spotkań singlowych wytypował zatem Maksa Kaśnikowskiego i Karola Filara. Ten drugi jeszcze nie miał okazji grać w narodowych barwach. I to właśnie Filar otwierał pojedynek z Egiptem.
Stawką spotkania fazy play-off z Egiptem jest awans do Grupy Światowej I. W sobotę Filar (624. ATP) mierzył się z Faresem Zakarią (530. ATP). Różnica w rankingu między tymi tenisistami jest widoczna, ale na egipskiej ziemi to Polak pokazał rywalowi miejsce w szeregu. Spotkanie rozpoczęło się dość nietypowo, bo aż od pięciu przełamań. Przy serwisie wiatr dawał się we znaki obu tenisistom. Później miał już miejsce teatr jednego aktora.
Filar jako pierwszy utrzymał podanie, a następnie zdominował przeciwnika. Pierwszą partię wygrał wynikiem 6:2. Zakaria był kompletnie bezradny, co potwierdził drugi set.
W nim Filar mknął po zwycięstwo jak TGV. 27-latek nie stracił nawet jednego gema, co mogło być szokujące dla Egipcjan. Wyprowadził naszą reprezentację na prowadzenie w całym pojedynku.
Po Filarze na kort wyszedł Maks Kaśnikowski (416. ATP). Tym razem to jednak można było uznawać za faworyta. Jego rywalem był Michael Bassem Sobhy (690. ATP).
Mecz rozpoczął się nieoczekiwanym przełamaniem na korzyść Egipcjanina. Kaśnikowski jednak szybko odrobił straty, po czym później ponownie był w opałach. Zdołał obronić dwa break-pointy i jak się okazało, to odmieniło losy seta. Polak bowiem wyraźnie się rozpędził. Od stanu 2:1 dwukrotnie przełamał niżej notowanego przeciwnika i do tego utrzymywał serwis. Pierwszy set zakończył się zatem rezultatem 6:1.
Drugi set był zdecydowanie bardziej wyrównany. Przede wszystkim reprezentant gospodarzy dużo lepiej serwował niż wcześniej. Nie uchroniło to go przed stratą jednego gema przy własnym podaniu. Wówczas Kaśnikowski wyszedł na prowadzenie 2:1. Później nie doszło już do żadnych przełamań, a to dla Polaka był i tak świetny scenariusz.
Wydawało się, że Kaśnikowski zmierza pewnie do zwycięstwa, ale w dziesiątym gemie niespodziewanie rywal przełamał go do zera, a później objął prowadzenie (6:5). Nasz tenisista doprowadził do tie-breaka, a w nim po zaciętej walce triumfował 9-7. Przeciwnik miał piłkę setową, ale jej nie wykorzystał. Polska prowadzi z Egiptem 2:0 przed niedzielnymi meczami i jest bardzo blisko zwycięstwa.