Amanda Anisimova w dwóch poprzednich turniejach wielkoszlemowych dochodziła do finału. Na Wimbledonie przegrała dopiero z Igą Świątek, a w US Open - z Aryną Sabalenką. W tegorocznym Australian Open jest więc jedną z głównych faworytek. Zdążyła to już potwierdzić na korcie. Przez pierwszą rundę przeszła ekspresowo.
W poniedziałek zmierzyła się z 87. na światowych listach Simoną Waltert i od początku prezentowała się bardzo dobrze. Szybko objęła prowadzenie 2:0, ale później nieoczekiwanie dała się przełamać i rywalka doprowadziła do remisu. Anisimova nie dała jednak za wygraną. Po raz kolejny wygrała dwa gemy z rzędu, a potem utrzymywała swój serwis. W pierwszym secie zwyciężyła 6:3.
W drugim Amerykance było jeszcze łatwiej. Waltert zaczęła popełniać dużo więcej niewymuszonych błędów. Anisimova zaś grała imponująco. Dołożyła dwa asy serwisowe i osiem winnerów (w całym meczu miała ich 13). Oddała Szwajcarce zaledwie dwa gemy i cały mecz zakończyła w zaledwie 59 minut wynikiem 6:3, 6:2.
Tym sposobem 24-latka bardzo pewnie awansowała do drugiej rundy. To właśnie w niej zakończyła swój udział w zeszłorocznej edycji turnieju. Wtedy była jednak zawodniczką z czwartej dziesiątki rankingu. Od tamtej pory wiele się jednak zmieniło. - Nabrałam pewności siebie. Przeżyłam wiele wspaniałych chwil. Staram się je wykorzystać w tym roku. To nowy turniej, nowy Wielki Szlem. Więc traktuję każdy mecz z osobna i cieszę się każdą chwilą - powiedziała w pomeczowym wywiadzie na korcie.
Nazwisko kolejnej rywalki Anisimova pozna dopiero we wtorek. Rozstrzygnie się to w meczu pomiędzy Węgierką Panną Udvardy a Czeszką Kateriną Sinikaovą.