To był powrót marzenie. Mający za sobą pierwszy od siedmiu miesięcy występ Hubert Hurkacz zachwycił, kiedy wygrał cztery z pięciu meczów w United Cup. W tym dwa z tenisistami z czołowej dziesiątki światowego rankingu. Wśród podziwiających styl, w jakim zaprezentował się wrocławianin, jest Łukasz Kubot. Triumfator Australian Open 2014 i Wimbledonu 2017 w grze podwójnej w rozmowie ze Sport.pl zwraca jednak też uwagę na pułapki, który czyhają teraz na walczącego o odzyskanie miejsca w światowej czołówce polskiego tenisistę.
Łukasz Kubot: Tak. Najważniejsze w przypadku Huberta jest zdrowie - jak jego organizm będzie funkcjonował na przestrzeni całego roku. Bo wiemy, że sezon jest bardzo długi. Hubert w pierwszych meczach pokazał, że jest bardzo skoncentrowany. Widać u niego głód gry i chęć rywalizacji, świetnie operuje serwisem. Uważam, że właśnie ten głód gry na przestrzeni całego roku i myśl o tym, aby jak najszybciej odbudować ranking, będą go mobilizowały. Ale kluczowe jest zdrowie i tutaj weryfikację będziemy mieli pewnie po kilku miesiącach. Bardzo istotne jest słuchanie organizmu - co ten będzie mu podpowiadał. Do tego odpowiednie dobranie turniejów - żeby za dużo nie zmieniać nawierzchni i stref czasowych, bo skutki tego mogą się potem odezwać. Ale na pewno cieszy, że wrócił do gry, i to w świetnym stylu.
Uważam, że wspomniane już chęć rywalizacji, głód gry i poziom skupienia są na jeszcze wyższym poziomie. Hubert stara się trzymać linii końcowej przy rozgrywaniu punktów z głębi kortu. Pamiętajmy jednak, że w Sydney miał tak naprawdę warunki halowe, bez czynników zewnętrznych jak słońce i wiatr, które mogą przeszkadzać. Ale kluczowe, że wrócił. Widać, że cieszy się z każdej rozegranej piłki i teraz najważniejsze, by mu nie doskwierał ból. Bo wychodzenie na kort - kiedy mamy świadomość, że odczuwamy jakiś dyskomfort - ma wpływ na nasze samopoczucie podczas meczu.
A po jednym meczu musisz wrócić następnego dnia i znowu rywalizować dwie, trzy, czasami cztery godziny. Bardzo ważne, jak ciało Huberta będzie się zachowywało. I tu nie chodzi tylko o operowane kolano, ale o cały organizm. Ale Hubert ma już doświadczenie i uważam, że ta chęć rywalizacji oraz głód gry i zwycięstw spowodują, że powróci tam, gdzie jego miejsce. Czas wszystko zweryfikuje, ale jestem pełen podziwu, a nawet muszę powiedzieć, że jestem w szoku po tym, co pokazał w pierwszych meczach w tym roku.
To był trudny czas, bo widzieliśmy, że to kolano dość szybko się potem odezwało. Tak naprawdę Hubert wrócił dużo za wcześnie po tym pierwszym zabiegu.
Każda kontuzja powoduje, że myślimy o takich sprawach coraz więcej. Międzynarodowa rywalizacja w tenisie bazuje na rankingu, a ten co tydzień się zmienia. Każdy chce dołączyć do czołówki i trwa rywalizacja z czasem. Ale jeśli człowiek wchodzi na kort i coś go boli, nie czuje się swobodnie, to trzeba podjąć jakąś decyzję. U Huberta była to kwestia drugiego zabiegu. Wierzę, że wraca mocniejszy. Że będący jego atutem serwis i niuanse, na którymi pracował ze sztabem podczas tej dłuższej przerwy, będą procentować i będziemy oglądać go w tym sezonie w najlepszej możliwej osłonie.
Skoro Hubert zdecydował się na drugi zabieg, to po pierwszym coś musiało być nie tak. Ale teraz wraca i, jak mówiłem, czas pokaże. Nie chcę tutaj niczego przesądzać, ale na pewno na niekorzyść tenisisty działa zmienianie cały czas nawierzchni - organizm mierzy się ze sporymi przeciążeniami. Jak człowiek jest młodszy, to jeszcze tego nie odczuwa, ale im jest starszy, to gdzieś się to potem odzywa. Trzeba słuchać specjalistów, ale też myśleć pozytywnie. Trzeba uszanować decyzję, którą Hubert podjął. Wierzę, że zdrowie pozwoli mu rywalizować w najlepszej jego wersji, ale pamiętajmy też, że by wygrać turniej wielkoszlemowy, trzeba zagrać siedem meczów z rzędu na pełnej koncentracji i mieć ten komfort braku dolegliwości zdrowotnych.
Hubert jest inteligentnym tenisistą i człowiekiem oraz ma świetny team - razem wyciągają wnioski. Ale, jak już mówiłem, możemy spekulować i obmyślać taktykę, a najważniejsze jest zdrowie. Bo formę i powtarzalność, dzięki którym wszedł do top 10 światowej listy, już potwierdził. Ten tenis tam jest. Pierwszym sprawdzianem będzie Australian Open, gdzie gra się do trzech wygranych setów. A druga sprawa, że kolejnego dnia trzeba znowu wstać, zregenerować się i przystąpić do następnego meczu. Stres, oczekiwania - wszystkie te emocjonalne sprawy się kumulują i zobaczymy, jak będzie funkcjonować strona mentalna. Bo tu wszystko musi grać. Nie przez przypadek mówi się, że wielkie turnieje wygrywają ci, którzy "psują się" najpóźniej, a więc ci, których organizm i dyspozycja mentalna są jak najdłużej na najwyższym poziomie.
Oczywiście. Wymaga od siebie bardzo dużo, twardo stąpa po ziemi i jest świetnym, skromnym człowiekiem, który ma cele i marzenia. Pokazuje, że chce cały czas się doskonalić.
Ja nie musiałem. Myślę, że jest w pełni świadomy przede wszystkim tego, co chce robić. Każdy uraz eliminujący z gry sprawia, że sportowiec ma różne przemyślenia. Głowa cały czas pracuje. "Co dalej? Jak to będzie? Kiedy wrócę? Czy wrócę?" - to pytania, do których trzeba się wtedy przyzwyczaić, bo pojawiają się na co dzień. Niektórzy tenisiści w takiej sytuacji grają jeszcze dodatkowe mecze pokazowe na koniec roku, rywalizują. Hubert odpoczął, wyczyścił głowę, jest głodny gry. Zawsze zwracam uwagę na te małe rzeczy, a poziom skupienia u Huberta na początku roku jest świetny. O aspekt tenisowy się nie martwię, wraz z rozegraniem kolejnych meczów będzie łapał też pewność siebie. Do tego górna część ciała i cała obręcz barkowa jest u niego teraz świetnie rozwinięta. Widać, że przybrał na masie mięśniowej, jest dynamiczny, to będzie działać tylko i wyłącznie na plus.
Nie powiem, że niezbędne, ale jeżeli nie możesz biegać ani chodzić i masz "wyłączoną" nogę, to starasz się ten czas wykorzystać na coś innego. Hubert od pasa w górę niesamowicie się rozwinął - widać to po rysach, rzeźbie i po tym, jak się zachowuje - jaką ma siłę, precyzję. Serwuje ponad 220 km/h i potrzebna jest tu powtarzalność. Ta przerwa miała więc swoje plusy, bo mógł skoncentrować się na pracy nad aspektem, na który podczas sezonu nie ma tak naprawdę czasu. Jest teraz świetnie przygotowany, ale powtórzę - trzeba dmuchać na zimne, bo sezon jest długi. Ważne też, by jak najszybciej zapomniał o tych problemach i z czystą głową mógł rywalizować. Bo Hubert w swoim piku jest w stanie wygrać z każdym.
Tak, jestem zwolennikiem gry ofensywnej, którą dzisiaj bardzo rzadko widujemy. Jak już mówiłem, Hubert stoi teraz bliżej linii końcowej albo - mówiąc tenisowym slangiem - jest do niej przylepiony i stara się zamykać akcje. Kontuzja kolana wymusza trochę unikanie dłuższych wymian i dlatego uważam, że będziemy coraz częściej widywali wypady do przodu Huberta oraz wykorzystywanie atutu w postaci tego świetnego, potężnego serwisu.
Z jednej strony tak, ale trzeba pamiętać, że w DNA Huberta jest gra bardziej defensywna, z kontry, z głębi kortu. Przyzwyczaił nas do tego, że czasami widzieliśmy go biegającego za tymi napisami umieszczonymi sporo za linią końcową. Ale uważam, że pójście do przodu, stosowanie krótkiego woleja sprawi, że przeciwnik będzie odczuwał cały czas presję i nie będzie się spodziewał, co Hubert zagra.
Zawsze mówię, że trenera rozliczają wyniki, ale widać, że mają pomysł na Huberta. I niezależnie już od tego, czy unikanie dłuższych wymian zostało wymuszone kontuzją, czy nie.
Tak samo "guru", czyli pan Wojtek Fibak, zawsze mówi, że Hubert powinien grać do przodu, skoro ma taki świetny serwis i bardzo duży zasięg. Uważam, że ma świetną rękę do woleja z przodu. Może to być bardzo niewygodny dla przeciwnika element. Szczególnie na szybszych nawierzchniach, ale także na ziemi. Można sobie tutaj pograć tymi wszystkimi taktycznymi sprawami, ale najważniejsze jest to, czego chce Hubert. Jak on to widzi i jak widzą to jego trenerzy. Ivana Lendla nie trzeba nikomu przestawiać - wielka osobowość, świetny tenisista, strateg i człowiek, który widzi wszystkie elementy i chce ze swojego podopiecznego wyciągnąć jak najwięcej. Tak było z Andym Murrayem, mam nadzieję, że tak samo będzie z Hubertem.
Oczywiście, bo pamiętajmy, że po tych turbulencjach, z którymi się zmagał, zaczynał praktycznie od zera. Kończysz sezon, szykujesz się do nowego w Australii i nagle przez ponad rok nie grasz. A potem schodzisz najniżej, jak możesz i jedziesz na turnieje w krajach afrykańskich zbierać pierwsze punkty. Myślę, że Kamila ta przerwa wzmocniła mentalnie. Do tego świetnie realizuje taktykę i gra z kontry, niesamowicie operuje bekhendem. Widać też było w poprzednim sezonie, jak wyciągał wnioski. W Wimbledonie przegrał z Karenem Chaczanowem, ale już podczas US Open mu się zrewanżował. Wygrywa regularnością - musi wszystko wybiegać. Wierzę, że razem z Hubertem będą teraz tworzyć trzon reprezentacji Polski.
Latem rozgrywam mecze ligowe w Europie: w Niemczech, Austrii, Czechach. W Polsce też. Cały czas więc gram.
Nutka rywalizacji to jedno, ale dostaję oferty od osób, które poznałem, gdy stawiałem pierwsze kroki w zawodowym tenisie. Teraz te kontakty odnowiliśmy. To takie sentymentalne powroty, które są bardzo miłe. Po każdym meczu siadamy i wspominamy. Pozostajemy przy tej tenisowej atmosferze, co bardzo doceniam, bo ze względu na problemy z kręgosłupem, które są skutkiem przeciążeń po wieloletnim zawodowym graniu, i tak muszę cały czas być aktywny. Cieszę się, że mam taką możliwość i dopóki zdrowie mi na to pozwoli, to będę to kontynuował. Takie granie też swoje kosztuje, ale mamy jeden mecz, a potem tydzień czy dwa przerwy, więc to zupełnie co innego niż w profesjonalnej rywalizacji. Przede wszystkim zaś sprawia mi to frajdę i trzyma mnie przy życiu.
Pojawiam się przede wszystkim przy okazji Wimbledonu, bo wiele dla mnie znaczył przez całą przygodę z tenisem i nadal znaczy. Uważam, że to najbardziej prestiżowy turniej, o wygraniu którego marzy każdy. Cieszę się, że miałem okazję podnieść też puchar za triumf w tej imprezie. Mówiąc nieskromnie, znam również historię tych kortów - przeszedłem drogę od tych treningowych przez chyba wszystkie korty turniejowe. Dzielenie się takimi informacjami daje mi też dużo satysfakcji. Ale to już widzowie muszą określić, czy im to sprawia radość.
Nigdy nie mów "nigdy". Jestem otwarty. Zobaczymy, co się wydarzy. Ale na razie moją główną rolą jest rola taty. Cieszę się, że mam możliwość, by się w niej realizować.