Reprezentacja Polski po raz trzeci z rzędu awansowała do finału turnieju drużynowego United Cup rozgrywanego w australijskim Sydney. W sobotnim półfinale Polacy pokonali USA 2:1. To oznacza, że w niedzielę zagrają w spotkaniu finałowym ze Szwajcarami. Najpierw na kort wyjdą Iga Świątek i Belinda Bencic, następnie Hubert Hurkacz i Stan Wawrinka, a na końcu zostanie rozegrany mikst.
Świątek i Bencic mierzyły się już sześć razy, najbardziej zacięty pojedynek rozegrały w Londynie trzy lata temu. Wtedy to nasza tenisistka na etapie 1/8 finału wygrała 6:7(4), 7:6 (2), 6:3. To dotychczas jedyny przypadek, gdy mecz między nimi skończył się po trzech setach, a w dodatku na londyńskiej trawie nie brakowało zwrotów akcji.
Pierwszy set okazał się niezwykle wyrównany, choć Świątek miała swoje szanse na przełamanie rywalki. Już w drugim gemie doczekała się trzech break pointów, ale Szwajcarka wybroniła się m.in. serwisem. Nasza tenisistka imponowała stabilnym podaniem, straciła w sześciu gemach serwisowych tylko pięć punktów.
Czytaj także: Nieprawdopodobny mecz Leona
Przy stanie 5:4 Świątek miała kolejne dwie okazje na odebranie podania rywalce, a jednocześnie były to piłki setowe. Bencic jednak zachowała spokój, grała skutecznie w tych najtrudniejszych momentach, nie pozwalała się wtedy zdominować faworytce. Ostatecznie doprowadziła do tie-breaka, w którym zagrała popisowo - unikała błędów, wywierała presję na serwisie Polki, a ta traciła punkt za punktem. Ostatecznie przegrała dogrywkę 4:7 i całego seta 6:7. Otwierająca partia trwała aż 66 minut.
To była jednak tylko zapowiedź największych emocji, jakie mogliśmy obserwować w drugiej odsłonie pojedynku. Polka wróciła na kort z dużym animuszem, szybko przełamała Szwajcarkę, odskakując na 2:0, potem 3:1. Po chwili jednak straciła przewagę, a Bencic doczekała się pierwszego break pointa, którego od razu wykorzystała. Podbudowana wynikiem wytrzymywała tempo wymian narzucane przez ówczesną liderkę rankingu, nie bała się również zagrać odważniej po linii.
W 12. gemie drugiego seta mogło być już po wszystkim. Nasza tenisistka pomyliła się i w efekcie rywalka doczekała się dwóch piłek meczowych. Idze Świątek nie zadrżała wtedy ręka, pewnie wygrała cztery punkty z rzędu, doprowadzając do tie-breaka. Ten zaczął się źle dla Igi, straciła oba podania, 1:2. Wtedy to jednak wygrała sześć punktów z rzędu, grając bardzo dokładnie, z odpowiednim marginesem błędu, a jednocześnie agresywnie. Bencic nie potrafiła jej zatrzymać, dobrze funkcjonował serwis faworytki i dzięki temu mogliśmy być świadkami trzeciej partii. Mistrzyni w najważniejszym momencie zagrała tak, jak tego potrzebowała.
Decydujący set okazał się już mniej emocjonujący. Świątek mogła co prawda stracić serwis, ale po chwili to ona odskoczyła na 3:1. Od tego momentu uleciała wiara u Szwajcarki w zwycięstwo. Komentatorzy Polsatu Sport podkreślali, że może żałować szans na zamknięcie spotkania w dwóch setach. Polka skończyła mecz po trzech godzinach i czterech minutach, ciesząc się niezmiernie z tego sukcesu. Był to dla niej pierwszy w dorosłej karierze awans do ćwierćfinału Wimbledonu. Trzy lata później okazała się najlepsza w Londynie.
Nasza tenisistka na korcie została następnie zapytana, jak trudny to był dla niej pojedynek. - To oczywiście nie było łatwe. Ona miała piłkę meczową? Ja nie wiem, czy kiedykolwiek w karierze wróciłam w meczu, kiedy rywalka miała piłkę meczową. Jestem szczęśliwa, patrzyłam tylko do przodu. Nie było łatwo przejść tego momentu, ale starałam się być solidna i wiedziałam, że tylko to może dać mi zwycięstwo - przyznała.
Bencic z kolei powiedziała na pomeczowej konferencji prasowej, że nie ma sobie nic do zarzucenia. - Uważam, że dałam z siebie wszystko i przycisnęłam ją do granic możliwości. Z tego względu jestem bardzo dumna z mojego występu - podkreśliła. Szwajcarka dwa miesiące później doszła również w Nowym Jorku do 1/8 finału, a następnie zawiesiła karierę z uwagi na urodzenie dziecka.
Niedzielne spotkanie Igi Świątek z Belindą Bencic to pojedynek aktualnej wiceliderki rankingu z 11. rakietą świata. Szwajcarka wygrała w tegorocznym United Cup wszystkie spotkania singlowe - z Belgijką Elise Mertens 6:4, 4:6, 7:6(0), z Argentynką Solaną Sierrą 6:2, 6:2, z Włoszką Jasmine Paolini 6:4, 6:3 oraz z Francuzką Leolią Jeanjean 6:2, 6:4. Iga Świątek uległa Amerykance Coco Gauff 4:6, 2:6, ograła Australijkę Mayę Joint 6:1, 6:1, Holenderkę Suzan Lamens 6:3, 6:2 oraz Niemkę Ewę Lys 6:3, 3:6, 6:4. Początek meczu Polska - Szwajcaria o godzinie 7:30 czasu polskiego. Relacja w Sport.pl, transmisja w Polsacie Sport.