Nie jest tajemnicą, że Iga Świątek zdecydowanie najlepiej czuje się na nawierzchni ziemnej. Zawsze kibice liczą na to, że Polka będzie dominować na mączce, a tymczasem w tym roku jej gra nie wyglądała dobrze. Szczególnie martwić mogła postawa w Rzymie, gdzie nasza najlepsza tenisistka odpadła już w trzeciej rundzie po porażce z Danielle Collins. Jak się okazuje, to był wstęp do kluczowych momentów tego sezonu.
Na kanale "Break Point" Wim Fissette, trener Świątek, wskazał, że po kiepskim występie w Rzymie Świątek zaczęła prezentować się zdecydowanie lepiej. Wystarczy wspomnieć, że w Rolandzie Garrosie odpadła w półfinale. Owszem - w poprzednich latach zdominowała rywalizację w Paryżu, ale po słabej grze w Rzymie, ten wynik należy doceniać.
- Jej występ w Paryżu miał wielkie znaczenie. Roland Garros moim zdaniem był momentem przełomowym w sezonie - ocenił Fissette.
- Po turnieju w Rzymie mieliśmy długą rozmowę, bardzo dobrą rozmowę z całym zespołem. Coś się zmieniło w jej myśleniu. Zamiast myśleć ciągle o wygrywaniu, musieliśmy skupić się na pracy i tym, co ona nam przyniesie. Kluczowy był ten mecz z Rybakiną w Paryżu, gdy przegrywała 0:1, a potem z przełamaniem w drugim secie - dodał.
Jak wskazał Fissette, kiedy Świątek przegrywała z Kazaszką, to w prawidłowy sposób skorzystała z planu B przygotowanego na to spotkanie. Efekt był taki, że doprowadziła do trzeciej partii, a następnie pokonała rywalkę, wchodząc do ćwierćfinału. Ostatecznie Polka nie obroniła tytułu, ale otrzymała sporo pewności siebie. A belgijski szkoleniowiec podkreśla, że plan B był być może jeszcze bardziej istotny na szybszych nawierzchniach.
Głównym zadaniem Fissette'a było to, by poprawić grę Świątek na trawie. Chyba nawet najwięksi optymiści nie spodziewali się tego, że już w pierwszym roku ich współpracy Polka wygra wielkoszlemowy Wimbledon. Już w Bad Homburg raszynianka pokazała klasę, docierając do finału.
Czytaj także: Świątek przerwała milczenie. Chodzi o kłopoty finansowe
Wimbledon to z kolei był pokaz mocy. W siedmiu meczach nasza reprezentantka straciła zaledwie jednego seta, a w najważniejszych spotkaniach zmiażdżyła rywalki. W półfinale Belinda Bencic ugrała tylko dwa gemy, w finale Świątek pokonała Amandę Anisimovą 6:0, 6:0. Zdobyła wówczas pierwsze trofeum po nieco ponad roku przerwy.