Iga Świątek (3. WTA) na Wimbledonie zakończyła trwającą ponad rok passę bez tytułu rangi WTA. Przez ten czas działo się u niej bardzo wiele, doszło między innymi do utraty przez nią pozycji liderki światowego rankingu. Polce trudno kompletnie się od tego odciąć.
Wątek ten przewinął się w jej rozmowie z Andym Roddickiem w podkaście "Served". - W zeszłym roku straciłam numer jeden w październiku. Miałam wiele różnych rzeczy, nad którymi musiałam pracować i na których mogłam się skupić. Zaczęło się od mojej sprawy (dopingowej - red.), a po powrocie miałam mieszane uczucia, które towarzyszyły mi również przy dobrej grze w Australii, a potem w Dosze. Tam przegrywałam w półfinale, ale czułam, że gram dobrze i - nie było w tym wiele pokory - czułam, że zasługuję na bycie numerem jeden - powiedziała (cytat za: sportskeeda.com).
24-latka naprawdę mocno to odczuła. - Zabrano mi to (prowadzenie w rankingu - red.) - powiedziała, zapewne mając na myśli to, że przez zawieszenie nie mogła bronić wielu punktów np. w Pekinie (tam straciła ich aż 1000). - Te uczucia nie pomogły mi w kolejnych miesiącach. Czułam, że świat jest niesprawiedliwy - wyznała. To bardzo stanowcze słowa, biorąc pod uwagę to, że zwykle komentowała tę kwestię w stonowany sposób.
- Wiem, że to dość dziecinne, a jestem wybitną tenisistką, więc nie powinnam się złościć o takie rzeczy. Powinnam nawet być wdzięczna, ale trochę czasu zajęło mi, zanim się z tym oswoiłam i skupiłam na przyszłości, a nie na przeszłości - dodała Polka, która z powodu zeszłorocznego zawieszenia w drugiej części sezonu nie będzie bronić wielu punktów i może powalczyć o powrót na szczyt.
Zobacz też: Abramowicz przemówiła! Tak wygląda jej relacja ze Świątek. "Nie jest"
Na razie przed Igą Świątek start w turnieju WTA 1000 w Montrealu. Tam jej pierwszą przeciwniczką będzie Hanyu Guo (259. WTA).