Iga Świątek niedawno osiągnęła wielki sukces i po raz pierwszy w karierze wygrała Wimbledon. Polka przez cały turniej radziła sobie znakomicie i straciła tylko jednego seta. W finale całkowicie zdominowała Amandę Anisimową i rozbiła ją 6:0, 6:0. Był to pierwszy tytuł Polki w tym sezonie, zdobyty na nawierzchni, na której do tej pory nie radziła sobie najlepiej.
Droga do tego sukcesu była jednak bardzo wyboista. Przypomnijmy, że Polka w tym roku nie radziła sobie najlepiej na kortach ziemnych, a wcześniej była zamieszana w aferę dopingową. We wrześniu w jej organizmie wykryto zabronioną trimetazydynę i przez to wpadła w poważne tarapaty. Udało jej się jednak udowodnić, że substancja znalazła się w jej organizmie przypadkowo. Ostatecznie została zawieszona tylko na miesiąc. Teraz w podcaście Andy'ego Roddicka wróciła do tej sprawy i zdradziła, kiedy dowiedziała się o pozytywnym wyniku testu.
- Byłam na sesji zdjęciowej z moim sponsorem w Warszawie. Byliśmy w trakcie zmieniania miejsca. Weszłam na skrzynkę mailową i zobaczyłam, że dostałam wiadomość. Nawet jej nie przeczytałam, bo od razu zaczęłam płakać. Moi agenci, którzy byli tam ze mną, pomyśleli, że ktoś umarł. Dałam mojej menadżerce telefon i ona wszystko przeczytała. Byli zdezorientowani, ponieważ nikt nie wiedział, co zrobić w takiej sytuacji - powiedziała. Później dodała, jakie były jej późniejsze działania.
- Zadzwoniłam do Maćka (Maciej Ryszczuk - trener przygotowania fizycznego Świątek - przyp. red.) O wszystkim już wiedział. Zadzwoniłam do Darii Abramowicz i się spotkałyśmy w trakcie sesji. Nie wiedziałam wtedy, czy mam ją kontynuować, ponieważ miałam czerwoną twarz od płaczu. Płakałam przez jakieś 40 minut. Nie mogłam jednak niczego powiedzieć i kontynuowałam sesję przez kolejne trzy godziny. Muszę przyznać, że były to moje najlepsze zdjęcia, więc muszę być dobrą aktorką - dodała, żartując.
Następnie opowiedziała o swoich emocjach związanych z tą sprawą. - Później spotkaliśmy się z całym moim zespołem i zadzwoniliśmy do prawnika. Nie mogłam trenować, nie mogłam wychodzić na kort, bo czułam, że to tenis mi to zrobił. I jestem w tym miejscu przez ten sport. Czułam, że nikt mi nie uwierzy, że nie zrobiłam nic złego. Czułam, że cały świat się ode mnie odwróci. Mój zespół bardzo mi pomógł, a prawnik wytłumaczył, co mam zrobić. Spotykałam się ze znajomymi, którzy nie wiedzieli, o co chodzi. Nie byłam kontuzjowana, ale nie grałam. Jeden z nich domyślił się, o co chodzi i wtedy wszystko powiedziałam, co nie było łatwe, ponieważ każdy powtarzał, że nikomu nie mogę nic powiedzieć - kontynuowała.
Iga Świątek obecnie przygotowuje się do startu na turnieju WTA w Montrealu. Zmagania zacznie od drugiej rundy, gdzie czekać ją będzie rywalizacja z Hanyu Guo.