Historia

Dwie godziny walki w meczu Świątek! Abramowicz nie wytrzymała

Iga Świątek
Fot. REUTERS/Lisi Niesner

Daria Abramowicz aż zerwała się z miejsca po ostatniej akcji zaciętego i widowiskowego meczu Igi Świątek. Polska tenisistka po prawie dwóch godzinach walki pokonała Caty McNally 6:4, 6:4 w ćwierćfinale w Ostrawie sprzed trzech lat. Kibiców najbardziej zaniepokoiła nie wtedy, gdy straciła prowadzenie 3:0, a po spotkaniu. Teraz zagra z dobrze sobie znaną Amerykanką w 2. rundzie Wimbledonu.

Czy można w jednym turnieju z jedną rywalką mieć związane jednocześnie najlepsze i najgorsze wspomnienia? Przypadek Igi Świątek i Caty McNally pokazuje, że można. Choć nie dotyczy to ich jedynego aż do teraz pojedynku wykazanego w bilansie na stronie WTA, a pamiętnego występu z czasów juniorskich. Zwycięstwem w ćwierćfinale w Ostrawie Polka zrewanżowała się Amerykance za rozczarowanie sprzed siedmiu lat. Teraz, w 2. rundzie Wimbledonu, zmierzą się po raz drugi w seniorskiej karierze, a w światowym rankingu dzieli je jeszcze większa przepaść niż trzy lata temu.

Zobacz wideo Daria Abramowicz wciąż pomaga Idze Świątek? Ferszter: Powinna się wytłumaczyć przed dziennikarzami

Nowy pseudonim Świątek. Buty Polki co chwilę piszczały

To był pojedynek na dużej intensywności, a do tego jeszcze obie zawodniczki dorzuciły kilka efektownych trików. Świątek nie czekała długo z odpaleniem tenisowych fajerwerków. Już w drugim gemie popisała się jednym z wielu w tym meczu ślizgów, a podczas niego - w szerokim rozkroku - odbiła piłkę i zdobyła punkt.

- Tryb Slidetek włączony - napisano wtedy na koncie WTA na portalu X przy fragmencie wideo z tym zagraniem. Nowy pseudonim ówczesnej liderki światowej listy był nawiązaniem do określenia "sliding tenis", czyli właśnie tych charakterystycznych ślizgów na korcie, gdy zawodnik chce sięgnąć piłkę lub zmienić kierunek podczas wymiany.

Jakiś czas później raszynianka wykonała kolejny ślizg, ale tym razem nie sięgnęła piłki po świetnym skrócie przeciwniczki. Buty Świątek jeszcze nieraz piszczały w tym secie, bo ich właścicielka musiała się mocno uwijać na twardej nawierzchni przy świetnie dysponowanej McNally, która dostała się do głównej drabinki w Ostrawie z kwalifikacji. Kolejną ozdobą meczu był lob, którym raszynianka popisała się na koniec dziewiątego gema. A zwycięstwo w tej partii dało jej przełamanie dopiero w ostatnim gemie.

Początkowo wydawało się, że drugi set będzie tylko formalnością, bo Polka szybko odskoczyła na 3:0. Ale w pościg skutecznie ruszyła 151. w rankingu WTA zawodniczka z USA, która nieco później remisowała 4:4. Końcówka zaś to była wersja "kopiuj-wklej" z poprzedniego seta. Kluczowy okazał się "break" na koniec.

Gdy McNally wyrzuciła piłkę na aut, notując 23. niewymuszony błąd w tym meczu, siedząca na trybunach tuż obok kortu Daria Abramowicz - psycholożka sportowa Polki - zerwała się szczęśliwa z miejsca i energicznie wzniosła w górę ręce. Świątek z kolei krzyknęła z radości, zacisnęła pięść i spojrzała w kierunku członkini jej sztabu szkoleniowego i siedzącego nieopodal ojca Tomasza.

Radość kibiców przygasła po słowach i geście Świątek. Słodka zemsta po latach

Radość licznie zgromadzonych na trybunach polskich kibiców po meczu przerwała sama ich ulubienica. Przyznała bowiem, że nie jest w pełni zdrowa.

- Jestem trochę przeziębiona. Przerabiałam to już przed Roland Garros. Mam nadzieję, że wystarczy mi sił. Ta noc pokaże, czy będzie gorzej, czy przeziębienie się zatrzyma. To nic poważnego. Gdyby było inaczej, to dziś bym nie zagrała - zaznaczyła zawodniczka.

Ale jej fani zapewne wciąż byli wtedy zaniepokojeni. Zwłaszcza gdy przed opuszczeniem kortu założyła na twarz maseczkę ochronną i w niej rozdawała autografy. Na szczęście, potem okazało się, że kłopoty zdrowotne nie uniemożliwiły jej dalszego występu i w Czechach dotarła aż do finału (w nim przegrała po rewelacyjnym i niemal trzygodzinnym meczu z Barborą Krejcikovą).

Tuż po zakończeniu ćwierćfinału zaś Polka podeszła do siatki i przytuliła będącą jej rówieśniczką McNally, która uśmiechała się do niej. Zawodniczki dobrze znają się z juniorskich czasów. Amerykanka wygrała oba ich singlowe pojedynki z tamtego okresu, w tym ten, na którego wygraniu Świątek bardzo zależało - półfinał Roland Garros 2018. Zaraz potem zaś w Paryżu wspólnie świętowały triumf w deblu. Polka nieraz wracała wspomnieniami do tamtego meczu i przyznawała, że tamten przegrany półfinał był dla niej sporym rozczarowaniem, ale zadziałał też mobilizująco. Miesiąc później powetowała sobie to, triumfując niespodziewanie w juniorskim Wimbledonie.

Teraz zmierzy z McNally właśnie na londyńskiej trawie. Stawką będzie trzecia runda, do której 208. obecnie na liście WTA obecnie Amerykanka nigdy jeszcze nie dotarła w tym turnieju. A będąca czwartą rakietą globu Polka będzie miała szansę powtórzyć ubiegłoroczny wynik. Jej najlepszym w tej imprezie pozostaje na razie ćwierćfinał sprzed dwóch lat.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...