Iga Świątek miała gigantyczną motywację, by po rozczarowujących zawodach w Madrycie oraz Rzymie pokazać fanom, że wciąż jest najlepszą tenisistką na świecie. Roland Garros to przecież jej ulubiony turniej. Gładko wygrała trzy mecze z Rebeccą Sramkovą, Emmą Raducanu oraz Jaqueline Cristian. Potem pokazała ogromną determinację w spotkaniu z Jeleną Rybakiną, natomiast następnego dnia nie dała żadnych szans Elinie Switolinie. Wiadomo było, że w półfinale zmierzy się jednak z Aryną Sabalenką.
Ostatecznie nasza zawodniczka nie była jednak w stanie przełamać rywalki. Choć w drugim secie wydawało się już, że uda się zaskoczyć wszystkich, to trzeci pokazał, że Świątek znajduje się obecnie na innym poziomie. Mimo bolesnej porażki 6:7 (1), 6:4, 0:6 zadowolony z jej występu w Paryżu jest Dawid Celt, który ujawnił, co wpłynęło na taką zmianę.
- Uważam, że wszystko zaczyna się w głowie. Gdy tam panuje spokój i pozytywne nastawienie, zaczynają się też układać zagrania. Bez tego trudno cokolwiek zbudować. Powtórzę - kluczem do wszystkiego jest spokój, którego w Paryżu Iga ma więcej - oznajmił w rozmowie z "Przeglądem Sportowym Onet". - Jest bardziej cierpliwa i spokojna, dzięki czemu znowu potrafi walczyć na korcie, biegać, bronić, ślizgać się - i wszystko zaczyna się układać tak jak w jej najlepszym okresie gry - dodał.
Nie ma co ukrywać, że Paryż jest dla Igi wyjątkowym miejscem. Ma przecież na koncie aż cztery triumfy w Roland Garros. - Uważam, że Paryż - to magiczne dla niej miejsce - zrobiło swoje. Każdy tenisista na najwyższym poziomie ma taki turniej, do którego wraca z poczuciem komfortu. Sama obecność w tym miejscu sprawia, że wszystko zaczyna się lepiej układać. (...) Myślę, że turniej w Paryżu pomógł jej się odbudować. Widzieliśmy Igę w bardzo dobrej, solidnej wersji - wyznał.
Tuż przed tym wydarzeniem można było zobaczyć u Świątek więcej luzu. Nie dość, że częściej pojawiała się w mediach, to regularnie publikowała coś w socialach. - Dużo mówi się o odnalezieniu balansu i dystansu. Fajnie, że w tych trudniejszych chwilach Iga pokazała bardziej ludzką twarz - nie zamknęła się w sobie, nie przeżywała wszystkiego wyłącznie przez pryzmat tenisa. Uznała, że można mieć słabszy okres, że gorsza dyspozycja po trzech bardzo intensywnych latach to coś normalnego - tłumaczył Celt.
Na koniec zdradził, że najbardziej dumny był ze Świątek podczas meczu z Rybakiną. Kiedy było już 1:6, 0:2, trudno było sobie wyobrazić, że uda jej się wrócić do gry. - Tymczasem Iga nie pękła. Była w stanie sięgnąć do najgłębszych rezerw i przetrwać ten najtrudniejszy moment. Krok po kroku zaczęła się odbudowywać, adaptować do tempa gry. Gdy to się udało, zaczęła rywalizować na równych warunkach - przekazał.
- Wcześniej tej gry po prostu nie było - tempo było zbyt wysokie, Iga dawała się zdominować. Ten mecz był bardzo istotny. Pokazał, że w Paryżu, żeby ograć Igę, trzeba wspiąć się na szczyt swoich możliwości. Ona się tam nie poddaje. Nie sprzedaje łatwo skóry. Trzeba ją naprawdę "zgnieść", żeby nie wstała - podsumował.