Sabalenka aż stanęła z bezradności w drugim secie. A potem stało się to

Aryna Sabalenka wydaje się, że ma jeden cel w turnieju WTA 1000 w Madrycie: zwycięstwo. Mało tego, zapewne chciałaby się zrewanżować Idze Świątek za zeszłoroczny finał. Białorusinka udowodniła właśnie, że znajduje się w całkiem niezłej formie. Finalnie pokonała w piątek Annę Blinkową 6:3, 6:3 i awansowała do kolejnego etapu. - Sama jest dla siebie najgroźniejszą rywalką - podsumował komentujący mecz Żelisław Żyżyński.
Aryna Sabalenka w meczu WTA 1000 w Madrycie
screen Canal+ Sport

Aryna Sabalenka od początku roku znajduje się w bardzo dobrej formie. Choć w kluczowych meczach zdarzały jej się wpadki, jak choćby w finale Australian Open z Madison Keys czy w Indian Wells z Mirrą Andriejewą, to i tak prezentowała najwyższy sportowy poziom. Białorusinka nie może za to zaliczyć do udanych ostatnich zawodów w Stuttgarcie. Również dotarła do finału, natomiast w nim sensacyjnie została rozbita przez Jelenę Ostapenko 4:6, 1:6. Ma zatem ogromną motywację, by zrehabilitować się fanom podczas wydarzenia w Madrycie.

Zobacz wideo

Niełatwy mecz Aryny Sabalenki. Rywalka walczyła do samego końca

26-latka zmierzyła się w piątek w pierwszej rundzie z Anną Blinkową. Od samego początku było widać ogromną pewność siebie i po prostu przewagę umiejętności. Białorusinka momentalnie dwa razy przełamała rywalkę, jednocześnie broniąc podanie, i prowadziła już 5:0. Choć Rosjanka próbowała jeszcze walczyć, gdyż wygrała trzy gemy z rzędu, a potem miała jeszcze trzy piłki na przełamanie i doprowadzenie do stanu 5:4, to nie było ją stać na nic więcej.

- Dobrze, jest pod presją, trzymaj to - mówił trener do Blinkowej, widząc, że rywalka zaczyna popełniać błędy. Ostatecznie pierwsza odsłona zakończyła się wynikiem 6:3. Drugi set równie dobrze rozpoczął się dla liderki światowego rankingu, która wyszła na prowadzenie 2:0. Potem Blinkowa zaczęła grać lepiej, natomiast również Białorusinka miała coraz skuteczniejsze ataki. Bardzo dobrze funkcjonował zwłaszcza jej return. 

Trudno też zaprzeczyć, że Sabalenka poprawiła się w drugim secie pod kątem podania. Choć zdarzały jej się błędy (łącznie w tym meczu pięć podwójnych i aż 30 niewymuszonych), to kiedy piłka przechodziła na drugą stronę, rywalka miała problemy z odbiorem. Nagle Białorusinka zaczęła seryjnie pudłować jednak returnem, cztery razy nie trafiła w kort przy stanie 4:2 i przegrała gema do 0. - Sama nie bardzo rozumie, co się stało - relacjonował komentujący mecz Żelisław Żyżyński.

Dziennikarz przyznał również, że Sabalenka "sama jest dla siebie najgroźniejszą rywalką". Można powiedzieć, że od tamtego momentu wszystko wróciło do formy, a Białorusinka znów grała tak, jak potrafi najlepiej. Była agresywna, głodna i zabójczo skuteczna. Pozwoliło jej to finalnie wygrać 6:3, 6:3, na co potrzebowała łącznie 98 minut.

Aryna Sabalenka - Anna Blinkowa 6:3, 

Dzięki temu zwycięstwu Białorusinka awansowała do kolejnego etapu, w którym zmierzy się ze zwyciężczynią meczu między Camilą Osorio a Elise Mertens. Nie ma wątpliwości, że celem Sabalenki jest dotarcie do finału. Najlepiej, gdyby zagrała w nim z Igą Świątek, by mieć okazję za zeszłoroczny finał, w którym nasza zawodniczka wygrała 7:5, 4:6, 7:6 (7).

Więcej o: